Выбрать главу

Przed tym spotkaniem Pham zastanawiał się długo, jaką część możliwości lokalizatorów pokazać Vinhowi. Ale Ezr wiedział już dość dużo, by go zdradzić. Gdyby zechciał to zrobić, Pham mógłby powstrzymać go tylko w jeden sposób — zabijając go. Zostawiłem tyle śladów, które powinny naprowadzić go na historię Zamle Enga, a on i tak domyślił się prawdy. Na pewnoudało mu się to tylko dlatego, że pochodzi z takiej, a nie innej Rodziny. Pham przez wiele lat trzymał Ezra w nieświadomości, sprawdzając, czy ten nie jest zdrajcą, badając jego umiejętności. Z tych obserwacji wyłonił się obraz inteligentnego i nieśmiałego chłopca, który dorastał pod rządami tyrana, a mimo to zachował godność i zdrowy rozsądek.

Pham wiedział, że kiedy nadejdzie wreszcie odpowiednia chwila, kiedy uderzy w Naua i Brughla, będzie potrzebował kogoś do pomocy. Musiał więc nauczyć chłopca kilku sztuczek… czasami jednak zgrzytał zębami na myśl o władzy, jaką dawał człowiekowi z rodziny Vinhów.

Ezr bardzo szybko nauczył się zestawu komend. Teraz nie powinien już mieć żadnych problemów z opanowaniem innych technik, które ujawnił przed nim Pham. Musiał jeszcze dużo pracować, by dojść do pełnej wizji, ale…

— Tak, wiem, że w tej chwili widzisz tylko migoczące światełka. Na razie staraj się jak najczęściej powtarzać wzory testowe. Za kilka Msekund będziesz w tym równie dobry jak ja. — Niemal równie dobry. To zapewnienie wyraźnie uspokoiło chłopca.

— Dobrze, będę ćwiczył jak najczęściej, ale tylko w moim pokoju, tak jak pan powiedział. Dzięki temu, co mi pan pokazał, czuję się… nie wiem, jakbym w ciągu kilku chwil osiągnął więcej niż przez ostatnie kil ka lat.

Zostało im jeszcze sto sekund. Nieważne. Po prostu musi się zachowywać naturalnie. Prawić komunały.

— W przeszłości też nie próżnowałeś. Razem dowiedzieliśmy się sporo o tym, co dzieje się w Hammerfest.

— Tak, ale to zupełnie co innego… Jak będzie wyglądało nasze życie za kilka lat, kiedy już odzyskamy wolność?

— Za kilka lat? — Czego nie powiedzieć? — Będzie… wspaniale. Będziemy mieli technologię Queng Ho i cywilizację planetarną zdolną przyjąć taką technologię i korzystać z niej. Żaden Queng Ho nie miał jeszcze tak dogodnej pozycji handlowej. Ale my pójdziemy dalej. Za jakiś czas zbudujemy silniki, w których wykorzystamy wszystko, czego dowiedzieliśmy się o fizyce OnOff. Wiemy również, że na Arachnie występuje ogromna różnorodność DNA. To także ogromny skarb, pudełko z niespodziankami, które może nam dać…

— A wszyscy zafiksowani zostaną uwolnieni.

— Tak, tak. Oczywiście. Nie martw się, Vinh, uwolnimy Trixię. — Była to kosztowna obietnica, ale Pham zamierzał jej dotrzymać. Jeśli Trixia Bonsol zyska wolność, niewykluczone, że Vinh wykaże więcej zrozumienia dla innych przypadków. Niewykluczone.

Pham uświadomił sobie, że chłopak dziwnie mu się przygląda; mógł opacznie zrozumieć tę niepotrzebną pauzę.

— No dobrze, myślę, że na dzisiaj wystarczy. Ćwicz język komend i wizualne wzory testowe. Czas już kończyć. — Dzięki Bogu Wszelkiego Handlu. — Ty wrócisz pierwszy, tą samą drogą, którą tu przyszedłeś. Gdyby ktoś pytał cię, gdzie byłeś, powiesz, że poszedłeś do śluz taksówek, ale potem się rozmyśliłeś i wróciłeś na śniadanie.

— Dobrze. — Vinh zawahał się na moment, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze. Potem odwrócił się i ruszył w drogę powrotną, by po chwili zniknąć za krawędzią wewnętrznego balonu.

Pham obserwował czasomierz umieszczony w rogu swego pola widzenia. Za dwadzieścia sekund oddali się w przeciwnym kierunku. Lokalizatory przekazały szpiegom Brughla dwa tysiące sekund starannie zaplanowanych kłamstw. Później Pham wyszuka wszystkie niezgodności z tym, co naprawdę działo się w innych częściach kwater. Bez wątpienia będzie musiał dokonać jakichś poprawek. Nie przejmowałby się tym zbytnio, gdyby miał do czynienia ze zwykłymi analitykami. Pozostając jednak pod obserwacją zafiksowanych szpiegów, musiał uważać na każdy drobiazg.

Dziesięć sekund. Wpatrywał się w ciemność, w której zniknął przed chwilą Ezr Vinh. Pham Nuwen miał za sobą dziesiątki lat doświadczenia w dyplomacji i oszukiwaniu. Więc dlaczego, do jasnej cholery, nie byłemmilszy dla tego dzieciaka? Duch Sury Vinh znów niebezpiecznie się doń zbliżył i śmiał mu się w twarz.

* * *

  Uważam, że powinniśmy umieścić lokalizatory w Hammerfest. — Ta prośba stała się niemal rytualnym rozpoczęciem narad, jakie Nau od bywał z Ritserem Brughlem. Dziś być może czekała Brughla spora nie spodzianka.

— Ludzie Annę nie skończyli ich jeszcze badać.

Wicegrupmistrz pochylił się do przodu. W ciągu ostatnich lat Ritser zmienił się bardziej niż większość członków załogi. Obecnie spędzał na wachcie niemal połowę obiektywnego czasu, ale bardzo często korzystał ze wsparcia medycznego i siłowni w Hammerfest. Wyglądał właściwie zdrowiej niż na początku Wygnania. Gdzieś po drodze nauczył się także zaspokajać swoje… potrzeby… nie zabijając przy tym kolejnych tuzinów twardogłowych. Wyrósł na godnego zaufania grupmistrza.

— Widziałeś ostatni raport Reynolt?

— Tak. Twierdzi, że potrzebuje jeszcze pięciu lat. — Annę nadal bezskutecznie szukała jakichś pułapek w lokalizatorach Handlarzy. Początkowo Tomas miał nadzieję, że naprawdę jej się to uda. W końcu programiści Queng Ho nie mieli wsparcia fiksatów. Gąszcz oprogramowania Queng Ho rozrastał się jednak od ośmiu tysięcy lat. Co roku twardogłowi Annę przesuwali termin zakończenia badań o kolejny rok lub dwa. A teraz ten ostatni raport.

— Pięć lat. Równie dobrze mogłaby powiedzieć „nigdy”. Obaj wiemy, że te lokalizatory nie stanowią żadnego zagrożenia. Moi ludzie od dwunastu lat używają ich w kwaterach i zniszczonych okrętach. Nie są specjalistami od oprogramowania, ale przez ten czas nie znaleźli w nich niczego podejrzanego. Te gadżety są bardzo przydatne. Nic im się nie wymknie. Nie korzystając z nich, możemy narazić się na niebezpieczeństwo.

— Jakie?

Nau dostrzegł lekkie zaskoczenie na twarzy Brughla; zwykle ucinał rozmowę o lokalizotarach stanowczym „nie”, dziś zaś pozwalał mu na dyskusję.

— Myślę, że przeoczymy przez to wiele ważnych rzeczy. Proszę tylko spojrzeć na ostatni raport. — Brughel zaczął opowiadać mu o sprawach dość luźno związanych z głównym tematem rozmowy; Gonie Fong próbo wała skomputeryzować swoje czamorynkowe farmy; ludzie ze wszystkich warstw coraz mocniej utożsamiali się z Pająkami — z jednej strony poży teczna sublimacja rodzicielskich uczuć, z drugiej jednak mogła stanowić poważny problem w chwili, gdy nadejdzie czas na prawdziwe działanie; paranoja Annę osiągała niebezpiecznie wysoki poziom. — Wiem, że ją monitorujesz, ale moim zdaniem ona dryfuje. Nie chodzi tu tylko o obsesję na punkcie pułapek w oprogramowaniu. Ona czuje się coraz mocniej związana ze „swoimi” fiksatami.

— Może za ostro ją nastroiłem. — Podejrzenia Annę dotyczące „sabotażu” twardogłowych okazały się bezpodstawne, zupełnie nie pasowały do jej analitycznej, precyzyjnej natury. — Ale co to ma wspólnego z uruchomieniem lokalizatorów w Hammerf est?

— Wykorzystując lokalizatory w Hammerf est, moi szpiedzy mogą przeprowadzać ciągłą, drobiazgową analizę — korelować sygnały z sieci z tym, co dzieje się fizycznie. To… to skandal, że nasza ochrona jest najsłabsza właśnie tam, gdzie powinna być najsilniejsza.