Выбрать главу

— Hmm… — Tomas spojrzał Ritserowi w oczy. Jeszcze jako dziecko nauczył się jednej ważnej zasady: nigdy nie oszukuj samego siebie. Właśnie taki błąd zgubił wielu wielkich przywódców w historii ludzkości, od Helmun Dire do Phama Nuwena. Bądź szczery ze sobą; Tomas naprawdę chciał tego jeziora, które pokazała mu Qiwi. Taki park pozwoliłby mu zamienić tę nędzną dziurą w coś naprawdę niezwykłego, stworzyć dzieło dorównujące największym osiągnięciom Queng Ho. Wszystko to nie było dostatecznym usprawiedliwieniem dla osłabienia systemu bezpieczeństwa — ale może oszukując samego siebie, czynił jeszcze większe szkody. Spójrz na to zinnej strony; kto właściwie dąży do tego najmocniej? Ritser Brughel już od wielu lat odnosił się bardzo entuzjastycznie do tego projektu. Nie wolno go nie doceniać. Pośrednio to Qiwi stworzyła ten dylemat.

— Co z Qiwi Lisolet, Ritser? Co mówią o niej twoi analitycy?

W oczach Ritsera pojawił się niebezpieczny błysk. Wicgrupmistrz nadal śmiertelnie jej nienawidził.

— Obaj wiemy, jak szybko potrafi dojść prawdy, stały nadzór jest więc teraz bardziej potrzebny niż kiedykolwiek. Ale w tej chwili jest zupełnie czysta. Nie kocha cię, ale jej podziw dla ciebie jest niemal równie silny jak miłość. Qiwi Lisolet to prawdziwy majstersztyk.

Qiwi coraz szybciej domyślała się prawdy, musieli czyścić jej pamięć praktycznie co drugą wachtę. Ostatni zabieg odbył się jednak całkiem niedawno — a rozszerzenie sieci lokalizatorów pozwoliłoby kontrolować ją jeszcze dokładniej. Nau zastanawiał się nad tym przez chwilę, wreszcie skinął głową.

— Zgoda, wicegrupmistrzu, uruchomimy lokalizatory w Hammerfest.

Oczywiście lokalizatory Queng Ho były w Hammerfest już od dawna.

Maleńkie drobiły płynęły unoszone prądami powietrza, przyklejały się do ubrań, włosów i skóry. Wypełniały wszystkie pomieszczenia mieszkalne, wszystkie magazyny i okręty umocowane na LI.

Gdyby wszechobecne lokalizatory pozbawić energii, stałyby się bezużytecznymi kawałkami metalu. Ludzie Annę przeprogramowali okablowanie Hammerfest i wprowadzili je do nowo wydrążonych jaskiń pod bazą. Teraz dziesięć razy na sekundę we wszystkich zakątkach bazy pulsowały mikrofale. Był to poziom energii zupełnie bezpieczny dla wszelkich żywych istot i na tyle niski, że nie dochodziło do interferencji z innymi urządzeniami. Lokalizatory Queng Ho pobierały bardzo mało mocy, potrzebowały jej jedynie do zasilania maleńkich czujników i komunikacji z najbliższymi sąsiadami. Dziesięć Ksekund po tym, jak uruchomiono pulsowanie mikrofal, sieć została ustabilizowana i dostarczała wszelkich potrzebnych danych. Miliony procesorów rozsianych na obszarze średnicy czterystu metrów. Każdy z nich miał moc obliczeniową niewiele większą od komputera z Epoki Świtu. Razem jednak tworzyły najpotężniejszy komputer na LI.

W ciągu czterech dni Qiwi zakończyła drążenie jaskini i umieściła w niej siłowniki. Jej ojciec przygotowywał już glebę na wyżej położonych powierzchniach. Woda miała pojawić się na dopiero na końcu.

Po uruchomieniu sieci Nau zastanawiał się, jak mogli do tej pory radzić sobie bez niej. Ritser Brughel miał absolutną rację. Dotąd system bezpieczeństwa w Hammerfest był ślepy i głuchy. Dotąd kwatery Queng Ho znacznie bardziej nadawały się do przeprowadzania tajnych operacji.

Nau nadzorował pracę Brughla i jego szpiegów podczas wielodniowej, szczegółowej rewizji wszystkich pomieszczeń Hammerfest, a potem okrętów i magazynów. Zerwał nawet z tradycją i na sto Ksekund uruchomił lokalizatory w arsenale LI. Przypominało to oświetlanie ciemnych miejsc promieniem latarki. Znaleźli i zabezpieczyli dziesiątki miejsc, które mogły stanowić zagrożenie dla systemu ochrony. Nie znaleźli natomiast żadnego śladu konspiracji. Ogólnie rzecz biorąc, było to bardzo budujące doświadczenie, porównywalne z uczuciem, jakiego doświadcza ktoś, kto po dokładnym zbadaniu swego domu nie znajduje w nim żadnych pasożytów, a jednocześnie wie, jak zapobiec inwazji robactwa w przyszłości.

Teraz Tomas Nau znał swoją dziedzinę lepiej niż jakikolwiek grupmistrz w historii Emergencji. Przy użyciu lokalizatorów szpiedzy Ritsera mogli określić miejsce pobytu i stan emocjonalny każdego z mieszkańców Hammerfest. Po jakimś czasie Nau uświadomił sobie, że pozwala mu to przeprowadzać eksperymenty, jakie powinien zrobić już dawno temu.

Ezr Vinh. Może uda się coś z niego wykrzesać. Nau jeszcze raz przejrzał jego biografię. Przy następnym spotkaniu miał już gotowy plan działania. Była to rutynowa narada, którą odbywali tylko we dwójkę. Vinh przychodził do biura Naua, by omawiać z nim sprawozdania z ostatnich dziesięciu dni, postępy, jakie poczyniły poszczególne grupy fiksatów w badaniu świata Pająków.

Tomas pozwalał Handlarzowi mówić. Słuchał, kiwał głową, zadawał rozsądne pytania… i obserwował wyniki analizy, które ukazywały się w jego wyświetlaczu. Boże. Lokalizatory w powietrzu, na krześle Vinha, nawet na jego skórze, przekazywały dane do „Niewidzialnej ręki”. Rezultaty szczegółowej analizy powracały do wyświetlacza Nau i pokrywały obraz Vinha kolorami opisującymi odruch galwaniczny, temperaturę skóry, potliwość. Wykresy wokół twarzy pokazywały puls i inne dane wewnętrzne.

Dodatkowe okno przedstawiało obraz, który Vinh widział ze swego miejsca, czerwone smugi oznaczały każdy ruch jego oczu. Spotkanie nadzorowało dwóch szpiegów Brughla, a wyniki ich analizy ciągnęły się nieprzerwanym strumieniem przed oczami Naua. Obiekt jest zrelaksowany dopoziomu dziesięciu procent normalnego stanu. Obiekt jest pewny siebie, leczostrożny, brak pozytywnych uczuć dla grupmistrza. Obiekt nie próbuje obecnie ukryć jakichś silnych emocji.

Analiza ta odpowiadała przypuszczeniom Naua, dostarczała mu jednak wielu dodatkowych szczegółów. Poza tym tego rodzaju badanie było nieporównywalnie lepsze od zwykłego przesłuchania, obiekt bowiem nie zdawał sobie sprawy z tego, jak pilnie jest obserwowany.

— Sytuacja polityczna jest więc teraz znacznie bardziej wyrazista — kon kludował Vinh, nieświadom podwójnej natury tego przesłuchania. — Pedure i Kindred mają większy potencjał zbrojny, lecz pozostają w tyle za Akord, jeśli chodzi o rozwój sieci komputerowych i komputeryzacji w ogóle.

Nau wzruszył ramionami.

— Kindred to typowa dyktatura. Czy to nie pan mówił mi, że tyranie z Epoki Świtu nie mogły poradzić sobie z sieciami komputerowymi?

— Tak. — Obiekt reaguje, prawdopodobnie stara się stłumić uczucieironii. — Wiemy, że zamierzają uderzyć wkrótce po wygaśnięciu słońca, to tłumaczyłoby, dlaczego tak dużo wydają na zbrojenia. Po stronie Akord Sherkaner Underhill z takim zapałem wprowadza automatyzację, że Pedure nie może za nim nadążyć. Myślę, że zbliżamy się do punktu krytycznego, grupmistrzu. — Obiekt mówi teraz szczerze. — Cywilizacja Pająków zaledwie kilka pokoleń temu odkryła prawo odwrotności kwadratów, ich matematyka stoi na znacznie niższym poziomie niż nasza z czasów Epoki Świtu.

Kindred poczyniło jednak spore postępy w konstrukcji rakiet. Jeśli będą choć w jednej dziesiątej tak ciekawscy jak Sherkaner Underhill, odkryją nas w ciągu kilku lat.

— Zanim zdążymy całkowicie opanować ich sieci?

— Tak jest.

To samo mówił Jau Xin. Szkoda. Ale przynajmniej zbliżał się koniec Wygnania. Na razie.

Obiekt zachowuje się naturalnie. Nau uśmiechnął się do siebie. Nadeszła odpowiednia pora, by dobrać się wreszcie do zarządcy Vinha. Kto wie,może naprawdę mogę nim manipulować. Tak czy inaczej, interesowała go reakcja Vinha. Nau odchylił się w swym krześle, udając, że przygląda się leniwie kuli bonsai dryfującej nad jego biurkiem.