Выбрать главу

To określenie obudziło w nim dziwne sentymenty. Choć Pham nigdy sam się tak nie nazywał, właśnie tak chciał o sobie myśleć. Ale w niczym niejesteśmy do siebie podobni. Tomas Nau zabija bez skrupułów i robi to tylkodla własnej korzyści. Ja chciałem zawsze położyć kres zabijaniu, położyć kresbarbarzyństwu. Jesteśmy zupełnie inni! Pham nie zamierzał zaprzątać sobie dłużej głowy tym absurdem. Zdumiewał go jednak fakt, że Nau wiedział tak wiele o jego prawdziwej historii. Przez ostatnie dziesięć Ksekund Pham zaglądał Vinhowi przez ramię, kiedy ten czytał materiały dostarczone mu przez grupmistrza. Nawet w tej chwili kopiował całą bazę danych Vinha i przenosił ją do rozproszonej pamięci sieci lokalizatorów. W ciągu następnej Msekundy przejrzy całość tego materiału.

To, co zobaczył do tej pory, nawet go… zainteresowało. Duża część pokrywała się z prawdą. Z pewnością nie była to ta lukrowana mitologia, którą Sura Vinh pozostawiła w archiwach Queng Ho, ani kłamstwo, które kryło ostateczną zdradę Sury. Jak przyjmie to Ezr Vinh ? Pham i tak był już zbyt szczery z młodym Vinhem. Ezr miał obsesję na punkcie fiksacji; nie dopuszczał nawet myśli, że mogliby ich wykorzystać. To dziwne. Pham wiele razy okłamywał bez skrupułów zbrodniarzy, szaleńców, Klientów i nawet innych Queng Ho… nie miał jednak siły, by zmagać się z Vinhem.

Ten chłopak nie rozumiał po prostu, jakie cuda może zdziałać fiksacja.

A w archiwach Naua znajdowały się rzeczy, które mogły utrudnić Phamowi ukrycie przed chłopcem jego prawdziwych planów i zamierzeń.

Pham powrócił do materiałów Nau, przejrzał jeden fragment, potem inny, przeklinał kłamstwa, które czyniły zeń potwora… krzywił się, gdy historie były prawdziwe, nawet jeśli robił wtedy wszystko, co w jego mocy.

Czuł się dość dziwnie, widząc znów swą prawdziwą twarz. Niektóre z tych nagrań musiały być autentyczne. Pham czuł niemal, jak słowa tych przemówień przepływają przez jego gardło i usta, przywołują wspomnienia: najwspanialsze lata, kiedy podczas każdej podróży spotykał Kupców, którzy rozumieli, czym może stać się międzygwiezdna kultura handlowa.

Poprzedzały go sygnały radiowe, które niosły w odległe części kosmosu jego przesłanie, przygotowywały grunt. Niecałe tysiąc lat po tym, jak mały książę Pham został oddany podróżującym Kupcom, niewiele brakowało do spełnienia jego marzeń, urzeczywistnienia życiowego planu. Idea prawdziwego Queng Ho rozprzestrzeniła się w większej części Ludzkiej Przestrzeni. Od światów z Dalekiej Strony, których nigdy nie poznał, do serca Ludzkiej Przestrzeni — nawet na Starej Ziemi — wszędzie słyszano jego przesłanie, wszędzie rozumiano wizję organizacji dość wytrzymałej i silnej, by powstrzymać koło losu. Owszem, wielu z nich widziało tylko tyle, co Sura. Były to te „praktyczne umysły”, zainteresowane jedynie gromadzeniem bogactw, zapewnieniem zysku sobie i swoim Rodzinom. Pham uważał jednak wtedy — i, Boże, nadal chcę w to wierzyć — że większość wierzyła w cele, o których mówił on sam.

Pham zostawił na przestrzeni tysiąca lat realnego czasu wiadomość, plan Spotkania większego i bardziej spektakularnego od jakiegokolwiek spotkania, do jakiego doszło w historii ludzkości. Właśnie w tym czasie i miejscu Queng Ho mieli ogłosić Pokój dla Ludzkiej Przestrzeni, mieli poprzysiąc służbę temu celowi. Sura Vinh osobiście wyznaczyła miejsce spotkania:

Namqem.

To prawda, Namqem znajdowało się nieco na uboczu Ludzkiej Przestrzeni, ale jednocześnie stanowiło centrum aktywności Queng Ho. Kupcy, którzy z pewnością chcieliby wziąć udział w spotkaniu, znajdowali się stosunkowo blisko; nie potrzebowali aż tysiąca lat, by otrzymać wiadomość i przybyć punktualnie na miejsce. Takie powody podawała mu Sura. I przez cały czas uśmiechała się z niedowierzaniem, jakby robiła to tylko dlatego, by sprawić przyjemność biednemu Phamowi. Pham wierzył jednak, że w Namqem otrzyma swoją szansę.

Istniał też inny powód, dla którego Pham zgodził się, by do spotkania doszło w Namqem. Sura bardzo mało podróżowała, zawsze zajmowała się realizacją planów Phama w centrum aktywności Queng Ho. Mijały dekady i stulecia. Nawet jeśli Sura Vinh korzystała od czasu do czasu z hibernacji i najlepszej techniki medycznej w całej Ludzkiej Przestrzeni, była już bardzo słaba i bardzo stara, miała jakieś pięćset? sześćset lat? Wiadomości, które otrzymywał od niej Pham, ukazywały kobietę nieprawdopodobnie starą, coraz bliższą śmierci. Gdyby nie spotkali się w Namqem, Sura prawdopodobnie nigdy nie ujrzałaby zwieńczenia tysiącletnich starań Phama. Może nigdy nie przekonałaby się, że Pham miał rację. Tylko jejufałem bezgranicznie. Oddałem się w jej ręce.

Pham poddał się wspomnieniom, na nowo rozpalając w sobie stary gniew…

Matka wszystkich spotkań. W pewnym sensie cała metoda i mitologia wymyślone przez Phama i Surę prowadziły do tej jednej chwili. Nic więc dziwnego, że wszyscy przybyli na miejsce dokładnie o wyznaczonym czasie. Zamiast zbierać się przez dekadę czy dwie, pięć tysięcy okrętów z ponad trzystu światów pojawiło się w układzie Namqem w przeciągu jednej Msekundy.

Niektóre opuściły swój macierzysty port zaledwie przed kilkudziesięciu laty, jak okręty z Canberry i Tormy. Przybyły okręty ze Strentmann i Kielle, ze światów o społecznościach, które teraz stanowiły już niemal odrębne gatunki. Niektórzy przylecieli z miejsc tak odległych, że słyszeli o Spotkaniu tylko przez radio. Pojawiły się także trzy okręty ze Starej Ziemi.

Nie wszyscy Uczestnicy należeli do Kupców, niektórzy byli przedstawicielami rządów, które chciały wprowadzić w życie rozwiązania proponowane przez Phama. Około jednej trzeciej cywilizacji, które przysłały swych reprezentantów na spotkanie, prawdopodobnie miało się rozpaść w czasie, jakie zajmowała podróż do Namqem i z powrotem.

Takie spotkanie nie mogło zostać przełożone czy opóźnione. Wszystkie moce piekielne nie dałyby rady temu zapobiec. Jednak jeszcze na kilkadziesiąt lat przed przybyciem do celu Pham wiedział, że przed mieszkańcami Namqem otwierają się bramy Piekła.

Kapitan flagowy Phama miał zaledwie czterdzieści lat. Widział już dziesiątki światów i powinien lepiej znać życie. Z drugiej strony jednak, urodził się na Namqem…

— Mieli kwitnącą cywilizację, nim pan po raz pierwszy wyłonił się z Ciemności. Wiedzą, jak radzić sobie w takich sytuacjach. Jak mogli do tego dopuścić? — Patrzył z niedowierzaniem na analizę, którą otrzymali wraz z ostatnią transmisją Sury Vinh.

— Usiądź, Sammy. — Pham odsunął krzesło od ściany, gestem poprosił kapitana, by zajął na nim miejsce. — Ja też czytałem raporty. To klasyczne objawy. W ciągu ostatniej dekady tempo dławienia układów Namqem systematycznie wzrastało. Widzisz, trzydzieści procent komunikacji między zewnętrznymi księżycami jest nieustannie blokowane. — Cały sprzęt był sprawny, lecz oprogramowanie systemu tak bardzo się rozrosło, że ten nie mógł sobie z nim poradzić.

Sammy Park był jednym z najlepszych ludzi Phama. Rozumiał powody, jakie stały za wszystkimi syntetycznymi wierzeniami nowych Queng Ho — i akceptował je. W przyszłości mógł zostać godnym następcą Phama i Sury — może lepszym od najstarszych dzieci Phama, które często wykazywały się taką ostrożnością jak ich matka. Teraz Sammy był jednak naprawdę wystraszony.