Spojrzenie z zewnątrz, nowa automatyka — właśnie to mogli im dać Queng Ho. Właśnie to, zdaniem Phama, stanowiło o ich sile. Teraz miał okazję, by udowodnić swoją teorię, nie tylko o niej dyskutować. Miał dwadzieścia lat na przygotowania i wcale nie był pewien, czy mu to wystarczy.
W ciągu dwudziestu lat łagodna równia pochyła, po której staczało się Namqem, przybrała raczej formę urwiska. Upadły już kolejne trzy rządy, za każdym razem zastępował je reżim, który miał być „bardziej efektywny”, a który w rzeczywistości otwierał drogę coraz bardziej radykalnym społecznym i technicznym rozwiązaniom, ideom, co nie sprawdziły się na setkach innych światów. I przy każdym kroku w dół plany nadlatującej floty stawały się coraz precyzyjniejsze.
W układzie umierali ludzie. Ludzie przybywający na statkach widzieli z odległości miliona kilometrów od świata Namqem początki pierwszej wojny w układzie. Widzieli je bez pomocy teleskopów, gołym okiem; eksplozje gigatonowych bomb, destrukcję opozycyjnego rządu, który przywłaszczył sobie dwie trzecie zautomatyzowanego przemysłu planet zewnętrznych. Po detonacjach pozostała tylko jedna trzecia tego przemysłu, znajdowała się jednak pod ścisłą kontrolą reżimu.
Kapitan flagowy Sammy Park relacjonował na spotkaniu:
— Aląin próbuje ewakuować się na powierzchnię planety. Mieszkańcom Mareska grozi klęska głodu; dostawy z zewnętrznego układu zostaną wyczerpane na kilka dni przed naszym przybyciem.
— Rząd naTarelsku uważa, że nadal panuje nad sytuacją. Oto nasza analiza… — Nowy mówca władał biegle nese; mieli dwadzieścia lat, by zsynchronizować wspólny język. Ten Kapitan był młodym… mężczyzną…
ze Starej Ziemi. W ciągu ośmiu tysięcy lat Stara Ziemia czterokrotnie została całkowicie wyludniona. Gdyby nie istnienie światówcórek, ludzka rasa wymarłaby już dawno temu. To, co żyło teraz na Ziemi, było dziwne.
Nikt spośród tej rasy nie zawędrował jeszcze tak daleko od centrum Ludzkiej Przestrzeni. Lecz teraz, kiedy floty docierały wreszcie do układu Namqem, okręty Starej Ziemi znajdowały się zaledwie o dziesięć sekund świetlnych od okrętu Phama. Podobnie jak inni Uczestnicy, delegaci z Ziemi zaangażowali się mocno w projekt, którzy wszyscy nazywali teraz Ratunkiem.
Sammy odczekał grzecznie kilkanaście sekund, by upewnić się, że jego rozmówca skończył. Tego rodzaju dyskusja, w której sygnał docierał do poszczególnych uczestników ze sporym opóźnieniem, wymagała specjalnej dyscypliny. Wreszcie Sammy skinął głową.
— Na Tarelsku prawdopodobnie wkrótce dojdzie do masowej zagła dy, choć nie jesteśmy jeszcze pewni, co ją spowoduje.
Pham siedział w tej samej sali co Sammy. Wykorzystał swoją pozycję, by wtrącić się, nim minął czas przeznaczony na wypowiedź jego kapitana.
— Przedstaw nam pokrótce sytuację Sury, Sammy.
— Sura Vinh nadal przebywa w głównym pasie asteroid. Znajduje się jakieś dwa tysiące sekund świetlnych od naszej obecnej pozycji. — Jeszcze przez jakiś czas Sura nie mogła więc uczestniczyć w ich naradach. — Dostarczyła nam sporo użytecznych informacji, ale straciła swoją kwaterę i wiele okrętów. — Sura była właścicielką licznych posiadłości w pasie asteroid; bez wątpienia znalazła już sobie jakieś bezpieczne schronienie.
— Sura proponuje, byśmy przenieśli miejsce Wielkiego Spotkania do Brisgo Gap.
Sekundy mijały powoli, kiedy czekali na odpowiedź drugiej strony.
Dwadzieścia sekund. Żadnej odpowiedzi od floty Starej Ziemi; ale to mogła być uprzejmość. Czterdzieści sekund. Głos zabrał kapitan floty ze Strentmann, prawdopodobnie kobieta.
— Brisgo Gap? Nigdy nie słyszałam o tym miejscu. — Podniosła rękę, wskazując w ten sposób, że nie skończyła jeszcze wypowiedzi. — Aha, ro zumiem. Przerwa w ich pasie asteroid. — Roześmiała się cierpko. — Przy puszczam, że ten wybór nie wzbudzi żadnych sprzeciwów. Dobrze, spotka my się w pobliżu kwater Sury Vinh, ale… dopiero po realizacji planu Ra tunku.
Przybyli z miejsc odległych o dziesiątki, czasami setki lat świetlnych.
A teraz proponowano im, by Wielkie Spotkanie odbyło się w pustej prze-, strzeni. Na tyle, na ile pozwalała na to dzieląca ich odległość, Pham spierał się z Surą o tę propozycję. Spotkanie w nic nieznaczącym miejscu było przyznaniem się do porażki. Kiedy znów nadeszła kolej „Rewerencję”, przemówił Pham:
— Oczywiście Sura Vinh ma rację, wybierając na miejsce spotkania odległy zakątek układu Namqem. Ale mieliśmy wiele lat, by przygotować Ratunek. Dysponujemy pięcioma tysiącamy okrętów. Przygotowaliśmy rozwiązania dla każdej z populacji księżycówmiast i dla tych, które prze niosły się już na Namqem. Proponuję, byśmy spotkali się dopiero wtedy, gdy zrealizujemy nasz plan.
Trzydzieści osiem
W systemie Namqem toczyła się wojna. Zagrożone były trzy różne populacje księżyców-miast. Zasoby niemal tysiąca statków przeznaczono do stłumienia chaotycznych walk, które toczyły się na sporym obszarze układu. Ładowniki z zapasami z ponad dwustu statków zostały wysłane na powierzchnię samego Namqem. Świat ten przez kilka tysięcy lat był starannie pielęgnowanym parkiem — teraz miał stać się domem miliardów ludzi. Część populacji księżyców znajdowała się już na jego.powierzchni.
Ponad dwa tysiące okrętów zmierzało na Maresk. Tamtejszy reżim praktycznie już nie istniał nad mieszkańcami wisiało jednak widmo głodu. Uratować ich mogły subtelne działania flot w połączeniu z ogromnymi transportami żywności.
Tarelsk nadal miał aktywny rząd, który nie przypominał jednak żadnego rządu z historii układu Namqem. Przypominał raczej ponurą przeszłość z innych światów, gdzie władcy mówili głośno o pojednaniu, a jednocześnie zabijali miliony ludzi. Rząd Tarelska był grupą niepohamowanych szaleńców. » Jeden z analityków Sammy’ego powiedział:
— Jeśli ich pokonamy, to będzie prawie jak zbrojny podbój.
— Prawie? — Pham podniósł nań wzrok; każdy członek załogi miał na sobie kompletny skafander z kapturem. — Do diabła, to jest zbrojny podbój.
-W najprostszej sytuacji misja ratunkowa Queng Ho miała przyjąć formę trzech skoordynowanych zamachów stanu. Gdyby im się powiodło, potomność nie zapamiętałaby tego w ten sposób. Gdyby im się powiodło, każda operacja byłaby małym cudem, zbawieniem, którego tubylcy nie mogli zapewnić sobie sami. W całej historii ludzkości co najwyżej dziesięć razy dochodziło do międzygwiezdnej wojny, obejmującej przestrzeń większą niż kilka lat świetlnych. Pham zastanawiał się, co pomyślałby jego ojciec, gdyby wiedział, do czego doszedł odrzucony przezeń syn. Odwrócił się ponownie do mapy. Najszybszy z okrętów miał dolecieć do Tarelska za pięćdziesiąt Ksekund. — Jakie wieści?
— Tak jak przypuszczaliśmy, rząd Tarelska nie przyjmuje naszych argumentów. Uważają nas za najeźdźców, nie ratowników. I nie przekazują tego, co mówimy, populacji Tarelska.
— Ale ludzie chyba znają prawdę?
— Niekoniecznie. Mieliśmy trzy udane rekonesanse. — Roboty zostały zrzucone cztery Msekundy wcześniej, pojazdy rozpoznawcze, które mogły się poruszać nawet z prędkością równą jednej dziesiątej prędkości światła. — Dostaliśmy tylko kilka obrazów, ale to, co zobaczyliśmy, nie zgadza się z informacjami przekazywanymi przez szpiegów Sury. Przypuszczamy, że rząd zastosował stan powszechnego zagrożenia.
Pham gwizdnął cicho. Teraz każdy system obliczeniowy, nawet dziecięce zabawki, pracował dla rządu. Była to najbardziej ekstremalna forma kontroli społecznej, jaką kiedykolwiek wymyślono.