Выбрать главу

Centrum Dowodzenia i Kontroli mieściło się w skalnym cyplu Dowództwa Lądowego, przeszło milę pod powierzchnią, tuż pod starą Otchłanią Królewską. Dziesięć lat temu Centrum było prawdziwym molochem, pracowały tu dziesiątki techników wyposażonych w zabawne monitory lampowe z tamtych czasów. Za nimi mieściły się oszklone pokoje narad i stanowiska dla oficerów. Z roku na rok jednak technika czyniła coraz większe postępy, systemy i sieci komputerowe stawały się coraz nowocześniejsze. Teraz wywiad Akord miał lepsze oczy, uszy i automatykę, a samo Centrum było niewiele większe od sali konferencyjnej. Dziwna, cicha sala konferencyjna, ledwie z kilkoma grzędami. Powietrze było świeże, zawsze w lekkim ruchu; jasne oświetlenie nie pozostawiało żadnych cieni. Nadal mieli na wyposażeniu monitory, lecz teraz nawet najprostsze z nich mogły wyświetlać co najmniej dwanaście kolorów, Nadal pracowali tu także technicy, każdy z nich zarządzał jednak tysiącami węzłów rozsianych po całym kontynencie i w przestrzeni okołoplanetarnej. Każdy z nich miał dostęp do setek specjalistów, którzy w razie potrzeby interpretowali dane.

Ośmiu techników, czterech oficerów, jeden oficer dowodzący. Tylko tyle osób musiało przebywać w Centrum.

Na centralnym monitorze generał Smith rozpoczynała właśnie swoje przemówienie w parlamencie Południa. Była to ta sama relacja, którą widział cały świat — zewnętrzny wywiad postanowił nie wprowadzać do sali obrad specjalnej kamery. Na ekranie pojawiła się jakaś chuda, niechlujnie odziana postać. Generał Coldhaven, który siedział obok Belgi, powiedział cicho:

— Pedure we własnej osobie… Nie umie dobrze grać, kiedy musi sa ma nadstawiać karku.

Underville słuchała go bez większego zainteresowania. Działo się tak wiele zdumiewających rzeczy… Przemówienie generał było nawet bardziej szokujące niż obecność Pedure na sali. Kiedy Smith zaprezentowała swoją propozycję, kilku techników znieruchomiało na moment z wrażenia.

— Boże! — mruknął Elno Coldhaven.

— Tak — odparła Belga szeptem. — Ale jeśli na to pójdą, może uda nam się uniknąć wojny.

— Jeśli wybiorą Króla. Ale jeśli zdecydują się na generał Smith… — Gdyby Smith musiała zostać na Południu, sytuacja w dowództwie mocno by się skomplikowała, szczególnie dla Elno Coldhavena. Coldhaven nie potrafił ukryć zdenerwowania. Więc dla niego to też jest nowość.

— Poradzimy sobie — oświadczył Kred Dugway, dyrektor Obrony Powietrznej. Dugway był ostatnim z trojga generałów obecnych w Centrum.

Dyrektor OP należał do największych krytyków biednego Thracta, był też poprzednio zwierzchnikiem Coldhavena. Najwyraźniej wydawało mu się, że wciąż ma nad nim władzę.

Tymczasem generał Smith schodziła właśnie z parlamentarnej mównicy. Wręczyła Timowi Downingowi oficjalną wersję swojej propozycji, ten zaś zaczął rozdawać dokumenty Wybranym. Kamera odprowadzała Smith schodzącą z proscenium.

— Idzie do Pedure!

Dugway zachichotał.

— To będzie ciekawe!

Cholera. Kamera opuściła Smith, by pokazać majora Downinga rozdającego kopie propozycji.

— Możecie dać jakiś widok na szefową? Mamy jeszcze łączność audio?

— Przykro mi, ale nie.

Nagle monitory Obrony Powietrznej zapłonęły kolorem alarmowym.

Technik pochylił się nad konsolą, syknął coś do mikrofonu.

— Generale, nie rozumiem do końca, co się dzieje, ale… — odezwał się.

Dugway wyciągnął rękę ku mapie sytuacyjnej Południa.

— To są wyrzutnie!

Tak. Nawet Belga rozpoznała ten kod. Krzyżyki oznaczały miejsca, w których prawdopodobnie kryły się wyrzutnie rakietowe.

— Trzy pociski. Nie są z Południa; wystrzelono je spod lodu. To mu szą być… — To musiały być pociski Kindred. Tylko Akord i Kindred miały podziemne wyrzutnie.

Na monitorze pojawiły się wyniki pierwszych obliczeń określających miejsce uderzenia. Wszystkie trzy kręgi znajdowały się w pobliżu bieguna południowego.

Coldhaven odwrócił się do techników zarządzających atakiem rakietowym.

— Przechodzimy do kodu Najjaśniejszego. — Na głównym ekranie ka mery wciąż pokazywały reakcje członków parlamentu na przemówienie generał Smith.

Jeden z techników podniósł się ze swojej grzędy.

— Generale! To nasze pociski z Siódemki, z „Lodołamacza” i „Metamorfozy”!

— Skąd wiesz? — Generał Coldhaven ubiegł swego byłego szefa, który już chciał coś powiedzieć.

— Autologi z samych okrętów. Próbuję skontaktować się teraz z ich kapitanami…

Dugway pokręcił głową.

— I dopóki z nimi nie porozmawiam, nie uwierzę. Znam tych ludzi.

Tam dzieje się coś dziwnego.

— Mamy prawdziwe wyrzutnie i prawdziwe cele. — Technik postukał w krzyżyki i kółka.

— Macie tylko kolorowe światełka! — rzucił Dugway.

— To dane z sieci bezpieczeństwa, generale, bezpośrednio z satelitów.

Coldhaven uciszył ich obu stanowczym gestem.

— To przypomina trochę problemy, które miał mój poprzednik. Dugway spojrzał groźnie na swego byłego protegowanego… i powoli zaczynał ogarniać prawdę. — Tak. Coldhaven odchrząknął.

— To nie tylko my. Ktoś mówił o tym przez stare analogowe radio. — Niektórzy ludzie nadal używali takich rzeczy; Underville miała w tere nie agentów, którzy nie zgadzali się na jakiekolwiek unowocześnienia.

Zdumiewający był fakt, że ktoś w Dowództwie Lądowym posługiwał się jeszcze czymś takim. Coldhaven zauważył minę Belgi. — Moja żona pra cuje w muzeum techniki. — Uśmiechnął się lekko. — Twierdzi, że jej staro modni przyjaciele wcale nie są szaleńcami. Teraz i my widzimy niemożli we. Dawniej wszystkie błędy i sprzeczności można było zrzucić na czyjąś głupotę. Teraz… — Pociski miały uderzyć w wyznaczone cele za trzy minu ty. Dane napływające z satelitów wyraźnie już określały to miejsce: Gwiaz da Południa.

Underville przez dłuższą chwilę nie mogła się otrząsnąć ze zdumienia.

Cała ta paranoja Rachnera to prawda?

— Więc może to fałszywy atak. Może wszystko, co widzimy…

— Przynajmniej wszystko, co widzimy w sieci…

— …jest kłamstwem. — Spełnienie najgorszych koszmarów technofoba.

Dugway zrozumiał wreszcie grozę ich położenia. Misterna budowla wznoszona przez dwadzieścia lat rozpadała się w gruzy.

— Ale wszystkie szyfry, środki ostrożności… Co możemy teraz zrobić, Elno? Coldhaven jakby nagle opadł z sił. Jego teoria została zaakceptowana, a to nie zostawiało im żadnego pola manewru.

— Możemy… możemy wszystko zamknąć. Wyłączyć Centrum z sieci.

Widziałem taką opcję w grze strategicznej… tyle że to też było w sieci!

Belga położyła rękę na jego ramieniu.

— Zróbmy to. Możemy używać analogowego radia z muzeum. Mam też ludzi, kurierów. To będzie bardzo wolne, ale… — Znacznie za wolne, ale przynajmniej dowiedzą się, z kim walczą.