Выбрать главу

Do końca czwartego roku na Arachnie istniały już dwa tysiące stałych punktów nadawczych. Dla Trixii Bonsol i innych językoznawców rozpoczął się okres wzmożonej aktywności. Po raz pierwszy mogli badać ciągły i jednorodny przekaz audio.

Kiedy ich wachty zbiegały się ze sobą — a działo się tak coraz częściej — Ezr codziennie odwiedzał Trixię Bonsol. Początkowo Trixia wydawała się bardziej odległa niż kiedykolwiek. W ogóle nie zauważała jego obecności; jej pokój wypełniały transmisje z Arachny. Piskliwe dźwięki zmieniały się z dnia na dzień, w miarę jak Trixia i inni zafiksowani językoznawcy określali z coraz większą dokładnością, w którym obszarze spektrum akustycznego kryje się sens mowy Pająków, i tworzyli system oznaczeń, zarówno wizualnych, jak i słuchowych, do jej badania.

Potem zaczęła się wreszcie prawdziwa praca translatorska. Tłumacze Reynolt wykorzystywali ogromne ilości materiału, produkując tysiące słów i na wpół zrozumiałych tekstów dziennie. Trixia była najlepsza. Ale to nikogo nie zaskoczyło. To jej prace nad tekstami fizycznymi doprowadziły do przełamania impasu i to ona połączyła język pisany z językiem używanym w dwóch trzecich przekazów radiowych. Trixia przewyższała nawet językoznawców Queng Ho; jakaż byłaby dumna, gdyby mogła o tym wiedzieć. „Jest niezastąpiona”. Reynolt wygłosiła tę opinię typowym dla siebie, beznamiętnym tonem, wolnym od zachwytu i od sadyzmu. Było to zwykłe stwierdzenie faktu. Trixia Bonsol nie miała szans na wcześniejsze uwolnienie jak Hunte Wen.

Vinh próbował czytać wszystko, co stworzyli tłumacze. Najpierw były to typowe teksty specjalistyczne, gdzie każde zdanie zawierało dziesiątki odnośników opisujących inne znaczenia i struktury. Po kilku Msekundach przekłady stały się niemal czytelne. Tam w dole, na Arachnie, żyły rozumne istoty, a to były ich słowa.

Niektórzy spośród zafiksowanych językoznawców nigdy nie wyszli poza skomplikowane przekłady pierwszego typu. Utknęli na niższych poziomach znaczenia i nie próbowali nawet zrozumieć ducha obcych. Mimo to udało im się stwierdzić, że Pająki nie wiedzą nic o poprzedniej cywilizacji.

— Nie widzimy żadnej wzmianki o złotym wieku technologii.

Nau spojrzał na Reynolt sceptycznie.

— Coś mi się tu nie podoba. Nawet na Starej Ziemi istniały przynajmniej mity o zaginionych cywilizacjach i przybyszach z kosmosu. — A jeśli kiedykolwiek istniał ten pierwszy świat, to była to z pewnością Stara Ziemia.

Reynolt wzruszyła ramionami.

— Mówię tylko, że w przekazach, które udało nam się do tej pory przetłumaczyć, nie ma żadnej wzmianki o technicznych cywilizacjach z przeszłości. O ile nam też wiadomo, archeologia uważana jest za nieistotną gałąź nauki… — Zupełnie inaczej niż w typowych upadłych koloniach, gdzie badania archeologiczne otoczone są ogromnym zainteresowaniem.

— A niech to Flaga… — mruknął Ritser Brughel. — Skoro nie ma tam nic, czego warto by szukać, to cała ta wyprawa jest jedną wielką pomyłką.

Szkoda, że nie pomyśleliście o tym, zanim się tu wybraliście, pomyślał Ezr.

Nau był zaskoczony i skonfundowany, nie zgodził się jednak z Brughlem.

— Mamy jeszcze prace doktora Li. — Zerknął na Queng Ho zgromadzonych przy stole konferencyjnym, a Ezr był pewien, że w rzeczywistości Emergent pomyślał o czymś innym. Mamy jeszcze bibliotekę Queng Hoi Handlarzy, którzy zdradzą nam wszystkie jej tajemnice.

Trixia pozwalała już, by Ezr jej dotykał, czasami mógł rozczesać jej włosy, czasami tylko poklepać po ramieniu. Spędzał w tym pokoju tyle czasu, że pewnie uważała go za mebel równie bezpieczny, jak każda maszyna sterowana głosem. Trixia pracowała zazwyczaj z wyświetlaczem na głowie; Ezr mógł sobie wyobrażać, że czasami patrzy na niego. Niekiedy nawet odpowiadała na jego pytania, jeśli te dotyczyły spraw pozostających w obrębie jej fiksacji i nie przerywały konwersacji z maszynami i innymi tłumaczami.

Trixia spędzała większość czasu w półmroku, słuchając i tłumacząc jednocześnie. Tłumacze, którzy pracowali w ten sposób — a było ich co najmniej kilkunastu — niewiele różnili się od automatów. Vinh lubił myśleć, że Trixia jest inna; analizowała każdy tekst kilka razy, jednak nie po to, by dodać kolejne interpretacje pod każdą ze struktur syntaktycznych.

Przekłady Trixii sięgały głębiej, próbowały oddać takie znaczenie tekstu, jakie rodziło się w umysłach Pająkowi w umysłach, dla których Arachna była normalnym, dobrze znanym miejscem. Przekłady Trixii Bonsol były…

sztuką.

Sztuka nie była jednak tym, czego szukała Annę Reynolt. Początkowo miała tylko drobne zastrzeżenia. Tłumacze wybierali alternatywną ortografię dla danych wyjściowych; przedstawiali ikony x* i q* za pomocą dwuznaków. Ich przekłady wyglądały wtedy bardzo oryginalnie, wręcz 1malowniczo. Na szczęście to nie Trixia pierwsza użyła tej dziwnej metody.

Niestety później stosowała ją aż nazbyt często.

Pewnego strasznego dnia Reynolt zagroziła, że zabroni Ezrowi wstępu do pokoju Trixii — czyli zabroni mu w ogóle się z nią widywać.

— Nie wiem, co pan tam robi, panie Vinh, ale ją to rozprasza. Daje mi poetyckie przekłady. Proszę spojrzeć tylko na te nazwiska: „Sherkaner Underhill”, „Jaybert Landers”. Odrzuca inne możliwości, z którymi zgadza się reszta tłumaczy. Gdzie indziej, z kolei, wstawia jakieś nonsensowne sylaby.

— Robi dokładnie to, co powinna robić. Zbyt długo pracowała pani z automatami. — Ezr musiał przyznać Reynolt jedno; choć wydawała się gburowata nawet według emergenckich standardów, nigdy nie była mściwa.

Czasami dawało się z nią nawet podyskutować. Gdyby jednak zabroniła mu odwiedzać Trixię…

Reynolt patrzyła nań przez moment.

— Pan nie jest językoznawcą.

— Jestem Queng Ho. By odnosić sukcesy, musimy zrozumieć tysiące ludzkich kultur. Wy gnieździliście się w tym zakątku Ludzkiej Przestrzeni, znacie tylko języki oparte na naszym przekazie. Zapewniam panią jednak, że istnieją także języki zupełnie odmienne od standardowego.

— Tak. Dlatego właśnie nie możemy zaakceptować jej groteskowych uproszczeń.

— Nie! Potrzebujecie ludzi, którzy naprawdę rozumieją umysły drugiej strony, którzy mogą nam pokazać, co jest istotne w odmienności obcych.

Nazwiska, które podaje Trixia, wydają się głupawe. Ale ta grupa Akord to młoda cywilizacja. Większość ich nadal nosi znaczące nazwiska.

— Nie wszyscy, i tylko nazwiska, nie imiona. Rzeczywisty język Pająków łączy imiona z nazwiskami, to taka sztuczka interfonacyjna.

— Powtarzam pani, to, co robi Trixia, jest naprawdę dobre. Założę się, że imiona pochodzą ze starszych i spokrewnionych języków. Proszę zauważyć, że niektóre mają nawet jakiś sens.

— Tak, i to jest właśnie najgorsze. Niektóre pojęcia wyglądają tak, jakby pochodziły z ladille czy aminese. Te ladillskie jednostki — „godziny”, „cale”, „minuty” — to jest po prostu zbyt dziwaczne, by mogło być prawdziwe.

Ezr miał własne problemy z dziwacznymi jednostkami z Ladille, lecz nie zamierzał przyznawać się do tego przed Reynolt.

— Jestem pewien, że Trixia widzi rzeczy, które odnoszą się do jej głównego przekładu tak, jak języki aminese czy ladille odnoszą się do nasze go języka, do nese.

Reynolt milczała przez dłuższą chwilę, wpatrzona w przestrzeń. Czasami oznaczało to, że dyskusja dobiegła już końca i że powinien sobie już iść. Kiedy indziej próbowała po prostu zrozumieć argumenty przeciwnej strony.

— Więc chce pan powiedzieć, że ona osiągnęła wyższy poziom prze kładu, że próbuje przełożyć ich kulturę na naszą samoświadomość.

Była to typowa analiza Reynolt, dziwaczna, lecz precyzyjna.

— Otóż to! Wy nadal chcecie przekładów z wszystkimi odnośnikami i wyjątkami, niemal matematycznej analizy. Lecz sercem dobrego prze kładu jest zrozumienie potrzeb i oczekiwań drugiej strony.

Reynolt przyjęła to wyjaśnienie. Tak czy inaczej, takie przekłady podobały się Nauowi, nawet z ladillskimi dziwactwami. W miarę upływu czasu inne przekłady przejmowały coraz więcej terminologii stosowanej przez Trixię. Ezr wątpił, czy którykolwiek z niezafiksowanych Emergentów był dość kompetentny, by ocenić te prace. I wbrew temu, co z takim przekonaniem wyjaśniał Reynolt, coraz częściej miał wątpliwości; przekłady Trixii zbyt mocno przypominały historię Epoki Świtu, którą karmił ją z takim upodobaniem przed zasadzką. Nau, Brughel i Reynolt mogli tego nie dostrzegać, Ezr był jednak specjalistą i znajdował zbyt wiele podejrzanych podobieństw.

Trixia konsekwentnie ignorowała fizyczność Pająków. Wziąwszy pod uwagę obrzydzenie, jakie niektórzy ludzie czują do pająków, nie było to może takie złe. Te stworzenia naprawdę radykalnie różniły się od ludzi, były bardziej odmienne zarówno w swej postaci, jak i cyklu życiowym niż jakakolwiek forma inteligencji napotkana dotąd przez ludzkość. Niektóre z ich kończyn pełniły tę samą funkcję co ludzkie szczęki, Pająki nie miały także odpowiedników rąk i palców, a do manipulowania przedmiotami wykorzystywały liczne odnóża. Wszystkie te różnice były niemal niewidoczne w przekładach Trixii. Od czasu do czasu pojawiały się wzmianki o spiczastej ręce (być może chodziło o kształt, jaki może przybrać zwinięta przednia noga) lub rękach środkowych czy przednich — ale nic poza tym. W szkole Ezr widział już tak miękkie przekłady, te dokonywane były jednak przez ekspertów z wieloletnim doświadczeniem w kontaktach z kulturami Klientów.

W świecie Pająków pojawił się program radiowy przeznaczony specjalnie dla dzieci — przynajmniej za taki uznała go Trixia. Audycja, której tytuł w dosłownym przekładzie brzmiał „Dziecięca godzina nauki”, była obecnie ich najlepszym źródłem wiedzy o Pająkach. „Godzina…” zawierała idealną mieszankę języka naukowego — który ludzie zdążyli już całkiem nieźle poznać — i kolokwialnego języka codziennej kultury. Nikt nie wiedział, czy program ten ma naprawdę uczyć dzieci, czy tylko je zabawiać.

Nie można było też wykluczyć, że była to audycja edukacyjna dla poborowych do wojska. Tytuł zaproponowany przez Trixię szybko się jednak przyjął, nadając treści programów niewinny, miły charakter. Arachna Trixii przypominała bajkową Epokę Świtu. Czasami, kiedy Ezr spędzał z nią cały dzień, kiedy nie odzywała się doń ani słowem, kiedy jej fiksacja była tak wąska, że nie dopuszczała ani odrobiny człowieczeństwa… czasami zastanawiał się, czy te przekłady nie są dziełem starej Trixii uwięzionej w najbardziej efektywnej formie niewolnictwa, jaką zna ludzkość, a mimo to sięgającej po nadzieję. Świat Pająków był jedynym miejscem, na które pozwalała jej patrzeć fiksacja. Może zniekształcała to, co do niej docierało, tworząc sen o szczęściu w jedyny dostępny sobie sposób.