Выбрать главу

Znając Underhilla od tylu lat, Unnerby nie powinien być zaskoczony tym oświadczeniem. Mimo to miał ochotę zagryźć ręce. Oto człowiek, który porzucił przedmiot badań, kiedy inni nie wiedzieli jeszcze o jego istnieniu. Gdyby był zwykłym szaleńcem, Unnerby nie przejmowałby się tym specjalnie. W tej chwili jednak z przyjemnością by go zabił.

— Tak — kontynuował Underhill. — Potrzebujesz więcej zdolnych ludzi. Pracuję nad tym, wiesz; mam ci kilka rzeczy do pokazania. Ale i tak…

— mówił, nieświadomie dolewając oliwy do ognia — intuicja podpowiada mi, że problem energii atomowej okaże się stosunkowo łatwy w porównaniu z innymi wyzwaniami.

— Na przykład?

Sherkaner się roześmiał.

— Na przykład z wychowaniem dzieci. — Wskazał stary zegar z wahadłem wiszący na przeciwległej ścianie. — Myślałem, że inne kobliki już tu będą o tej porze. Może powinienem ci najpierw pokazać instytut. — Zeskoczył ze swojej grzędy i zaczął machać w ten głupawy sposób, w jaki rodzi ce machają do swych dzieci. — Schodźcie już, schodźcie. Rhapsa, odejdź od zegara! — Za późno; dziecko zbiegło z żerdzi, skoczyło na wahadło i ześliznęło się po nim na podłogę. — Mam tutaj tyle rzeczy… Boję się, że coś spadnie na dzieci i je rozgniecie. — Maluchy przetruchtały przez pokój i wskoczyły na swoje miejsca w futrze ojca. Były niewiele większe od leśnych wróżek.

Instytut Underhilla został oficjalnie uznany za wydział Królewskiej Szkoły. Budynek mieścił kilkanaście sal dydaktycznych, z których każda zajmowała fragment zewnętrznego obwodu. I to nie Korona opłacała większość ich, a przynajmniej tak twierdził Underhill. Badania w głównej mierze sponsorowały firmy, na których Underhill wywarł ogromne wrażenie.

— Mógłbym zatrudnić najlepszych naukowców z Królewskiej Szkoły, ale zawarliśmy umowę. Ich ludzie nadal mają zajęcia w centrum, ale pracują także tutaj, przy czym szkoła pokrywa część naszych kosztów. A tutaj liczą się tylko rezultaty.

— Nie ma zajęć?

Kiedy Sherkaner wzruszył ramionami, dzieciaki podskoczyły na jego grzbiecie i wydały z siebie podekscytowane, piskliwe dźwięki, które znaczyły prawdopodobnie: „Zrób to jeszcze raz, tato!”.

— Owszem, mamy zajęcia… w pewnym sensie. Chodzi głównie o to, by ludzie rozmawiali między sobą, specjaliści z różnych dziedzin. Studenci podejmują ryzyko, bo wiele rzeczy nie zostało jeszcze ujętych w sztywne ramy. Mam tu kilka osób, które świetnie się przy tym bawią, ale nie są dość dobre, żeby uzyskać jakieś konkretne wyniki.

W większości klas przy tablicy stały dwie lub trzy osoby, których poczynaniom przyglądał się tłum zasiadający na niskich grzędach. Trudno było określić, kto jest profesorem, a kto studentem. Kilka razy Hrunkner nie wiedział nawet, jakiej dziedziny dotyczy dyskusja. Przystanęli na moment przy jednej z klas. Koblik z obecnego pokolenia wykładał coś grupie starych koberów. Rysunki na tablicy wyglądały jak połączenie mechaniki nieba z elektromagnetyzmem. Sherkaner zatrzymał się i uśmiechnął do ludzi zgromadzonych w sali.

— Pamiętasz te dziwne światła na niebie, które widzieliśmy w Ciemności? Mam tutaj studenta, który uważa, że mogły je emitować jakieś obiekty w kosmosie, wyjątkowo ciemne obiekty.

— Nie były ciemne, kiedy je widzieliśmy.

— Tak! Ale może mają coś wspólnego z początkiem Nowego Słońca.

Prawdę mówiąc, nie jestem przekonany do tej hipotezy. Jaybert nie wie jeszcze zbyt wiele o mechanice nieba, ale za to świetnie zna się na elektromagnetyzmie. Pracuje nad urządzeniem, które może emitować fale długości zaledwie kilku cali.

— Tak? Kojarzy mi się to raczej z nadczerwienią niż z radiem.

— Nie jest to coś, co moglibyśmy kiedykolwiek zobaczyć, ale może okazać się naprawdę przydatne. Jaybert chce wykorzystać je jako echosondę do poszukiwania tych swoich skał w kosmosie.

Ruszyli ponownie w dół korytarza. Hrunkner zauważył, że Underhill nagle zamilkł, jakby chciał zmusić go do zastanowienia się nad tym pomysłem. Hrunkner Unnerby był bardzo praktycznym człowiekiem; podejrzewał, że właśnie dlatego generał Smith tak chętnie powierzała mu nadzór nad dużymi projektami. Lecz nawet on potrafił zapalić się do pomysłu, który mógł przynieść niesamowite efekty. Nie wiedział, jak zachowują się tak krótkie fale, lecz przypuszczał, że można je bardzo precyzyjnie ukierunkować — mieliby dość zastosowań dla takiej sondy tu, na ziemi, nim skierowaliby ją w kosmos. Hmm… Potrzeby wojska mogły się okazać znacznie ważniejsze niż wszystko, co planował ten Jaybert…

— Czy ktoś już zbudował taki nadajnik?

Jego zainteresowanie musiało być aż nadto widoczne; Underhill uśmiechał się coraz szerzej.

— Tak, sam Jaybert. To naprawdę genialna rzecz, coś, co on nazywa oscylatorem wnękowym. Zamontowałem małą antenę na dachu; przypomina raczej lustro teleskopowe niż maszt radiowy. Victory zainstalowała cały szereg przekaźników ciągnący się przez Zachodnie Pasmo aż do Dowództwa Lądowego. Słyszymy się równie dobrze jak przez telefon. Jestem pewien, że w końcu otrzymamy najbezpieczniejszą formę przekazu bez przewodowego, jaką tylko można sobie wyobrazić.

Nawet jeśli badania kosmiczne Jayberta nigdy nie dojdą do skutku. Sherkaner Underhill był szalony jak zawsze, a Unnerby zaczynał rozumieć, do czego zmierza i dlaczego nie chce porzucić wszystkiego, by pracować nad energią atomową.

— Naprawdę uważasz, że ta szkoła wyda geniuszy, których potrzebujemy w Dowództwie Lądowym?

— Na pewno ich znajdzie, a wydaje mi się, że my wydobywamy tutaj z ludzkiego materiału to, co najlepsze. Nigdy w życiu nie bawiłem się lepiej.

Ale trzeba być elastycznym, Hrunkner. Istotą prawdziwej kreatywności jest pewna swoboda, płynne przechodzenie od pomysłu do pomysłu, tworzenie nieskrępowane jakimiś stałymi wytycznymi. Oczywiście, nie zawsze można osiągnąć to, do czego się dąży. Myślę jednak, że od tej pory to wynalazek będzie matką potrzeby, a nie odwrotnie.

Sherkaner Underhill mógł tak mówić. On nie musiał wcielać teorii w praktykę.

Underhill zatrzymał się przy pustej klasie; spojrzał na tablicę. Znów jakiś niezrozumiały naukowy żargon.

— Pamiętasz te urządzenia, które Dowództwo Lądowe wykorzystywało w czasie wojny do sporządzania tabel balistycznych? Robimy teraz takie rzeczy z próżniowymi lampami elektronowymi i magnetowodami.

Są milion razy szybsze od tamtych gadżetów i możemy wprowadzać licz by jako ciągi symboli. Twoi fizycy na pewno będą tym zachwyceni. — Za chichotał. — Zobaczysz, Hrunk. Choć wszystkie patenty naszych wynalazków należą do sponsorów, ty i Victory też będziecie mieli powody do zadowolenia…

Kontynuowali marsz w górę spiralnych schodów. Po chwili dotarli do atrium położonego obok szczytu wzgórza. Wokół Princeton nie brakowało wyższych gór, lecz widok z tego miejsca i tak był jedyny w swoim rodzaju, nawet mimo zimnego deszczu. Unnerby widział trzysilnikowy samolot zniżający się nad płytą lotniska. Drogi wytyczone niedawno po drugiej stronie doliny miały kolor wilgotnego grafitu i świeżo położonego asfaltu.

Unnerby znał firmę, która wykonywała te prace. Wierzyli w pogłoski, że wkrótce pojawi się źródło energii pozwalające na życie w Ciemności. Jak wyglądałoby Princeton, gdyby rzeczywiście do tego doszło? Miasto pod gwiazdami, w głębokiej próżni, a jednak wciąż żywe. Najgorsze mogły się okazać ostatnie Lata Gaśnięcia, kiedy ludzie będą musieli się zdecydować, czy spędzić Ciemność w konwencjonalny sposób, czy też zaufać dokonaniom inżynierów Hrunknera Unnerby’ego. Hrunkner obawiał się najbardziej nie tyle porażki, ile częściowego sukcesu.