— Oczywiście. Jeśli nie, Victory Junior bardzo chętnie wystąpi w tym programie. Ja chcę, by publiczność w końcu to zrozumiała. Audycje będą dotyczyć różnych dziedzin nauki, ale tematem przewodnim będzie biologia i ewolucja. Opowiemy, jak Ciemność zmusiła nas do tego, by żyć w pewien określony sposób. Wyjaśnimy też, że wraz z rozwojem techniki przyczyny społeczne, dla których wszyscy rodzą się w tym samym okresie, staną się nieistotne.
— Nigdy nie przekonasz Kościoła Ciemności.
— Trudno. Mam nadzieję, że przekonam miliony otwartych ludzi, takich jak Hrunkner Unnerby.
Unnerby nie wiedział, co powiedzieć. Argumenty Sherkanera wydawały się rozsądne, a jednak… Czy on naprawdę nie rozumiał? Wszystkie przyzwoite społeczeństwa zgadzają się z pewnymi podstawowymi zasadami, niezbędnymi do przetrwania i zdrowego rozwoju ludzi. Wiele rzeczy może się zmienić, głupotą byłoby jednak odrzucanie tych zasad. Nawet jeśli rzeczywiście będą żyć w Ciemności, przyzwoity cykl życia pozostanie ten sam… Milczenie przeciągało się w nieskończoność. Ciszę przerywał jedynie stukot drewnianych klocków Sherka.
Wreszcie Sherkaner przemówił:
— Generał bardzo cię lubi, Hrunk. Byłeś jej najdroższym towarzyszem broni… co więcej, pomagałeś jej, kiedy została świeżo upieczonym porucznikiem, a wszystko wskazywało na to, że jej kariera skończy się na śmietniku.
— Jest najlepsza. Nie ma przecież wpływu na to, kiedy się urodziła.
— …Zgoda. Ale właśnie dlatego ostatnio tak zatruwa ci życie. Myślała, że ty, właśnie ty, najszybciej zaakceptujesz to, co robimy.
— Wiem, Sherk, ale nie mogę. Widziałeś mnie dzisiaj. Robiłem, co mogłem, ale twoje dzieciaki i tak mnie przejrzały. Przynajmniej Junior.
— Che, che, rzeczywiście. Mała Victory jest równie bystra jak jej matka. Ale — jak powiedziałeś — będzie musiała stawić czoło znacznie gorszym rzeczom… Posłuchaj, Hrunk, porozmawiam o tym z generał. Powinna zaakceptować to, co dostaje, nauczyć się trochę tolerancji — nawet jeśli będzie to tolerancja dla twojej nietolerancji.
— Ja… byłbym bardzo zobowiązany, Sherk. Dzięki.
— Tak czy inaczej, będziesz nas musiał teraz częściej odwiedzać. Ale możesz to robić na własnych warunkach. Dzieci chciałyby cię widzieć, ale to ty wyznaczysz odpowiedni dystans.
— Dobrze. Ja naprawdę je lubię. Boję się tylko, że nie mogę być tym, kim chciałyby, żebym był.
— Ha. W takim razie ustalenie właściwego dystansu będzie ich małym eksperymentem. — Sherkaner uśmiechnął się. — A zapewniam cię, że w razie potrzeby są bardzo elastyczne.
Dwadzieścia
Podczas okresu przygotowawczego przed wyprawą Pham Trinli był dla Ezra Vinha odległą i mało istotną ciekawostką. Postrzegał go jako ponurego, leniwego i niekompetentnego faceta. Był „czyimś krewnym”; tylko to tłumaczyło jego obecność w ekspedycji. Dopiero po zasadzce głośne, prostackie zachowanie Phama Trinli mocniej dotknęło Ezra. Czasami bywał zabawny; znacznie częściej Ezr po prostu nie mógł go znieść. Wachta Trinli nakładała się na wachtę Ezra w sześćdziesięciu procentach. Kiedy Ezr leciał do Hammerfest, Pham Trinli opowiadał sprośne historyjki technikom Reynolt. Kiedy odwiedzał salonik Benny’ego, Trinli siedział w towarzystwie Emergentów, głośny i zarozumiały, jak zawsze. Już od wielu lat — dokładnie od śmierci Jimmy’ego Diema — nikt nie uznałby jego zachowania za zdradę. Queng Ho i Emergenci musieli ze sobą żyć, a w towarzystwie Trinlego było też wielu Kupców.
Dzisiaj niechęć Ezra do tego człowieka zmieniła się w coś mroczniejszego. Stało się to podczas spotkania zarządu wachty, któremu jak zwykle przewodniczył Tomas Nau. To nie była już pusta propaganda Komisji Zarządzania Flotą Ezra. Doświadczenie i współpraca obu stron stanowiły warunek przetrwania. I choć nikt nie miał wątpliwości co do tego, kto podejmuje ostateczne decyzje, Nau często kierował się radami, jakie padały podczas tych zebrań. Ritser Brughel pozostawał aktualnie w uśpieniu, toteż zebranie mogło przebiegać bez patologicznych podtekstów. Z wyjątkiem Phama Trinli zarządcami byli ludzie, którzy naprawdę znali się na swojej pracy.
Przez pierwszą Ksekundę wszystko przebiegało gładko. Programiści Kala Omo przygotowali kilkadziesiąt wyświetlaczy dla Queng Ho. Nowy interfejs był ograniczony, ale lepszy niż nic. Annę Reynolt miała nowy harmonogram pracy dla fiksatów. Pełny plan okrywała jeszcze tajemnica, lecz wyglądało na to, że Trixię czeka trochę mniej pracy. Gonie Fong zaproponowała pewne zmiany w układzie wacht. Ezr wiedział, że większość tych zmian to zapłata za różne transakcje, których Gonie dokonywała po kryjomu, Nau jednak zaakceptował wszystkie bez słowa sprzeciwu. Podziemna gospodarka, którą kierowała ona i Benny, z pewnością znana była Tomasowi Nau… mijały jednak lata, a on konsekwentnie ją ignorował. Ikonsekwentnie na niej korzystał. Ezr Vinh nigdy by nie przypuszczał, że wolny handel może do tego stopnia usprawnić życie w tak małym i zamkniętym społeczeństwie jak ich stacja na LI. Większość ludzi spędzała wachty w towarzystwie swych ukochanych i przyjaciół. Wielu miało w swych pokojach maleńkie bonsai Qiwi Lisolet. Alokacja sprzętu odbywała się bardzo sprawnie. Może świadczyło to tylko o tym, jak beznadziejny był system alokacji Emergentów. Ezr nadal żył w przeświadczeniu, że Tomas Nau jest największym zbrodniarzem, jakiego kiedykolwiek znał, mordercą setek ludzi. Ale Nau był bardzo sprytny, układny i miły. Tomas Nau wiedział, że przyzwolenie na podziemny handel przyniesie mu więcej korzyści niż szkód.
— Dobrze, ostatni punkt. — Uśmiechnął się serdecznie. — Jak zwykle najbardziej interesujący i najtrudniejszy punkt. Qiwi?
Qiwi Lisolet podniosła się i zatrzymała, opierając rękę o sufit. Grawitacja w Hammerfest była bardzo słaba, wystarczała tylko do tego, by utrzymać bańki z napojami na stole.
— Interesujący? Też tak sądzę. — Skrzywiła się. — Ale to także bardzo irytujący problem. — Qiwi otworzyła głęboką kieszeń i wyciągnęła z niej garść wyświetlaczy — wszystkie opatrzone napisem „zatwierdzone do użytku Handlarzy”. — Wypróbujmy zabawki Kala Omo. — Rozdała je wszystkim zarządcom wachty. Ezr wziął jeden i uśmiechnął się w odpowiedzi na jej nieśmiały uśmiech. Qiwi nadal była niewiele wyższa od dziecka, lecz moc no zbudowana i niemal równie wysoka jak przeciętny dorosły mieszkaniec Strentmann. Nie była już małą dziewczynką ani nawet zdruzgotaną sierotą Wybuchu. Qiwi służyła przez wszystkie kolejne wachty, przeżyła wszystkie lata, jakie minęły od Wybuchu. Ponieważ aktywność OnOff znacznie już zmalała, Qiwi miała wreszcie szansę na tymczasowe zejście ze służby; Ezr dostrzegł, że w kącikach jej oczu tworzą się pierwsze, maleńkie zmarszczki. Ile ona ma teraz lat? Jest starsza ode mnie. Nawet teraz zachowywała się czasami jak dziecko, nie dokuczała już jednak Ezrowi.
A on wiedział, że opowieści o Qiwi i Tomasie Nau są prawdziwe. Biedna, przeklęta przez los Qiwi.
Qiwi Lin Lisolet stała się jednak kimś więcej, niż Ezr kiedykolwiek przypuszczał. Teraz Qiwi stabilizowała góry.
Poczekała, aż wszyscy nałożą wyświetlacze. Potem zaczęła mówić:
— Wiecie, że zajmuję się utrzymaniem naszej stacji na orbicie wokół LI. — Nad środkiem stołu zmaterializowały się nagle dwa ogromne diamenty. Po stronie Ezra spośród skał wyrastało maleńkie Hammerfest; jakaś taksówka cumowała właśnie do wysokiej wieży. Obraz był wyraźny, odcinał się od ściany i ludzi za nim. Kiedy jednak Ezr szybko odwrócił głowę do Qiwi i z powrotem, obraz lekko się rozmył. Automatyka nie nadążała do końca za ruchem, a iluzja stawała się wtedy niepełna. Bez wątpienia programiści Kala Orno musieli przeprowadzić częściową optymalizację.