Mimo to urządzenie bliskie było jakości sprzętu Queng Ho.
Na powierzchni skał ukazały się dziesiątki maleńkich, czerwonych punktów.
— To miejsca, w których umieszczone są silniki… — potem obok czerwonych pojawiły się jeszcze liczniejsze żółte punkty… — a to siatka czujników. — Roześmiała się, radosna i swobodna jak przed laty. — Właściwie to nie zwykłe czujniki, ale elementy gromadzące i przetwarzające dane.
Wracając do meritum; ja i moi ludzie mamy dwa problemy. Każdy z nich rozpatrywany oddzielnie wydaje się stosunkowo łatwy do rozwiązania; musimy utrzymać skały na orbicie wokół LI. — Skały zamieniły się w stylizowany symbol, krążący po krzywych Lissajous wokół ikonki LI. Po jednej stronie wisiała Arachna; znacznie dalej, lecz na tej samej linii znajdowała się OnOff. — Ustawiliśmy ją tak, że względem obserwatorów z Arachny zawsze znajdujemy się na tle słońca. Minie jeszcze wiele lat, nim ich technika rozwinie się na tyle, by mogli nas tu odkryć. Drugim celem stabilizacji jest utrzymanie Hammerfest i pozostałych zapasów lodu i śniegu w cieniu. — Powrót do pierwszego widoku na diamenty, teraz jednak substancje lotne oznaczone były błękitem i zielenią. Z każdym rokiem ten cenny zapas malał, pożerany przez ludzi i parowanie. — Niestety, te dwa cele częściowo nie dadzą się ze sobą pogodzić. Grupa skalna jest luźna. Czasami utrzymanie stacji na orbicie LI wywołuje moment obrotowy i skały się przesuwają.
— Skały drżą — powiedział Jau Xin.
— Tak. Tutaj, w Hammerfest czujecie to drżenie niemal bez przerwy. Bez stałego nadzoru sprawa wyglądałaby jeszcze gorzej. — Powierzchnia stołu konferencyjnego stała się modelem połączenia Diamentu Pierwszego i Drugiego. Qiwi przesunęła dłonią wzdłuż skalnych bloków i czterdziestocentymetrowy fragment powierzchni przybrał różowy odcień. — To zmiana, która omal nie wymknęła nam się spodkontroli.
Nie mamy jednak dość ludzi, by…
Pham Trinli zachowywał do tej pory milczenie, przyglądał się tylko Qiwi gniewnie spod przymrużonych powiek. To on pierwszy został wyznaczony przez Nau do realizacji tego zadania, lecz zawiódł na całej linii. Teraz eksplodował nagle gniewem.
— Bzdury. Myślałem, że chcecie poświęcić trochę wody, roztopić ją i skleić powierzchnie obu Diamentów.
— Zrobiliśmy to. Odnotowaliśmy pewną poprawę, ale…
— Ale nadal nie możecie nad tym zapanować, prawda? — Trinli odwrócił się do Naua i uniósł lekko ponad krzesło. — Grupmistrzu, mówiłem już, że to ja najlepiej nadaję się do tej pracy. Dziewczyna Lisoletów wie, jak obsługiwać programy dynamiczne i bardzo ciężko pracuje, ale nie ma ani odrobiny doświadczenia. — Ani odrobiny doświadczenia ? Ile lat miałaby się tym jeszcze zajmować, starcze?
Ale Nau tylko uśmiechnął się do Trinlego. Bez względu na to, jak idiotyczne były uwagi tego bufona, Nau zawsze zachęcał go do dyskusji.
Przez długi czas Ezr podejrzewał, że jest to przejaw jakiegoś sadystycznego poczucia humoru grupmistrza.
— Cóż, być może powinienem oddać to zadanie tobie, obrońco. Weź jednak pod uwagę, że nawet teraz oznaczałoby to przynajmniej jedną trzecią czasu na służbie. — Nau przemawiał uprzejmym tonem, ale Trinli wyczuł w nim prowokację. Ezr widział, jak w starym obrońcy rośnie gniew.
— Jedną trzecią? — powtórzył Trinli. — Mógłbym to zrobić przez jedną piątą wachty, nawet gdybym miał zespół złożony z samych nowicjuszy. Bez względu na to, jak wydajnie zostaną rozmieszczone silniki, sukces zależy przede wszystkim od jakości sieci naprowadzającej. Panna Lisolet nie zna wszystkich możliwości lokalizatorów, których używa do tej pracy.
— Proszę nam to wyjaśnić — powiedziała Annę Reynolt. — Lokalizator jest lokalizatorem. Używamy do tego projektu zarówno waszych, jak i naszych modeli. — Lokalizatory były podstawowym narzędziem każdej cywilizacji technicznej. Maleńkie urządzenia przesyłały do siebie zakodowane impulsy, wykorzystując czas przelotu i rozłożone algorytmy do precyzyjnego określenia pozycji każdego z nich. Kilka tysięcy lokalizatorów tworzyło siatkę pozycyjną na powierzchni skał. Razem stanowiły rodzaj sieci komputerowej dostarczającej informacji o pozycji, ustawieniu i relatywnej prędkości silników oraz masywu skalnego.
— Niezupełnie. — Trinli uśmiechnął się protekcjonalnie. — Nasze lokalizatory doskonale współpracują z waszymi, ale to ogranicza ich naturalne możliwości. Tak wyglądają podstawowe jednostki. — Starzec postukał w klawisze. — Panno Lisolet, te interfejsy są do niczego.
— Ja to zrobię — wtrącił Nau i rzucił w powietrze. — Oto dwa typy lokalizatorów, które tworzą siatkę pozycyjną.
Krajobraz zniknął, a zamiast niego pojawiły się na stole dwa urządzenia elektroniczne przystosowane do pracy w próżni. Choć Ezr nieraz już widział tego rodzaju demonstrację, nadal nie mógł do niej przywyknąć.
Podczas prezentacji z przygotowaną wcześniej określoną sekwencją obrazów przywoływanie ich głosem nie było niczym nadzwyczajnym. To, co zrobił Nau, pozostawało jednak poza możliwościami jakiegokolwiek interfejsu Queng Ho. Gdzieś na strychu Hammerfest kilku twardogłowych wsłuchiwało się uważnie w każde słowo, które padało na tej sali, by w odpowiedniej chwili wyszukać obraz potrzebny grupmistrzowi i przekazać go do automatyki floty lub innego zafiksowanego specjalisty. I oto w ich wyświetlaczach ukazywały się odpowiednie obrazy, tak szybko, jakby umysł Naua zawierał całą bazę danych floty.
Oczywiście Pham Trinli nie widział niczego nadzwyczajnego w tej magicznej sztuczce.
— Zgadza się. — Pochylił się niżej nad urządzeniami. — Tyle że to coś więcej niż same lokalizatory.
— Nie rozumiem — odezwała się Qiwi. — Potrzebujemy źródła energii, czujników.
Trinli uśmiechnął się triumfalnie.
— Ty tak uważasz i pewnie tak było naprawdę w pierwszych latach po Wybuchu, kiedy OnOff wszystko paliła. Ale teraz… — Sięgnął dalej, a jego palce zniknęły w obudowie urządzenia. — Czy mógłby pan pokazać wnętrze lokalizatora, grupmistrzu?
Nau skinął głową.
— Oczywiście. — Obraz lokalizatora Queng Ho został jakby rozcięty, znikały kolejne warstwy obudowy i elementy składowe urządzenia. W końcu nie zostało z niego nic prócz maleńkiego czarnego płatka, szerokiego zaledwie na milimetr.
Ezr, który siedział obok Tomasa Nau, wyczuł w nim dziwne napięcie, jakby starannie skrywane zainteresowanie. Po sekundzie wszystko wróciło do normy, a Ezr nie zdążył się nawet upewnić, czy było to tylko złudzenie.
— Ojej, jakie to małe. Przyjrzyjmy się temu z bliska.
Obraz czarnego płatka urósł do rozmiarów jednego metra na czterdzieści centymetrów. Automatyka wyświetlaczy wyrysowała na nim odpowiednie odbicia i cienie.
— Dziękuję. — Trinli wstał, by wszyscy mogli go widzieć ponad powiększonym obrazem urządzenia. — To jest podstawowy lokalizator Queng Ho, zazwyczaj zamknięty w specjalnych osłonach. Ale w przyjaznym środo wisku — nawet w cieniu na zewnątrz stacji — jest zupełnie samowystarczalny.
— Zasilanie? — spytała Reynolt. Trinli machnął lekceważąco ręką.
— Do zasilania wystarczą mikrofale, impulsy wysyłane jakieś dziesięć razy na sekundę. Nie znam szczegółów, ale widziałem projekty, w których wykorzystywano je w znacznie większych ilościach. Jestem pewien, że to pozwoliłoby nam lepiej kontrolować ruchy skał. Co do czujników, to te zabawki mają wbudowane kilka prostych rzeczy; mierzą temperaturę, natężenie światła i dźwięków.