Выбрать главу

— Ale jak to możliwe, żeby Qiwi i inni nic o tym nie wiedzieli? — wtrącił Jau Xin.

Trinli wzruszył ramionami. Nadal nie zdawał sobie sprawy, jak daleko zaprowadziła go własna próżność.

— Mówiłem już, Qiwi Lin Lisolet jest młoda i niedoświadczona. Lokalizatory ziarnowe nadają się do większości projektów. Poza tym ich ulepszone wersje są bardzo przydatne w operacjach wojskowych i pewnie dlatego w tekstach, które czyta Qiwi Lisolet, ta kwestia jest celowo pomijana. Ja pracowałem zarówno jako inżynier, jak i obrońca. Choć normalnie jest to zabronione, lokalizatory to doskonałe urządzenia zwiadowcze.

— Na pewno — zgodził się z nim Nau. — Lokalizatory i połączone z nimi czujniki są sercem każdego systemu ochrony. — A te pyłki miały już czujniki i niezależność. Nie były wbudowanym na stałe elementem systemu; same mogły tworzyć system.

— Co o tym myślisz, Qiwi? Czy więcej takich ziarenek ułatwiłaby ci pracę?

— Być może. Prawdę mówiąc, jestem ogromnie zaskoczona; nie przypuszczałam, że teksty techniczne mogą pomijać tak ważne zagadnienia.

— Zamyśliła się na moment. — Ale owszem, gdybyśmy mieli znacznie więcej lokalizatorów, prawdopodobnie moglibyśmy ograniczyć ludzki personel.

— Doskonale. Chcę, by obrońca Trinli zapoznał cię ze szczegółami i pomógł ci zainstalować rozszerzoną sieć.

— Chętnie przejmę tę pracę, grupmistrzu — zaoferował się Trinli.

Nau nie był jednak głupcem. Pokręcił głową.

— Nie, znacznie cenniejsza będzie pańska pomoc przy nadzorowaniu tego projektu. Chciałbym, żeby porozmawiał pan o tym z Annę. Myślę, że kiedy Ritser wróci na służbę, też go to zainteresuje. Myślę, że te urządzenia znajdą jeszcze kilka innych zastosowań, na przykład w zakresie bezpieczeństwa publicznego.

Pham Trinli wręczył więc Emergentom udoskonalone kajdany i łańcuchy. Starzec wykrzywił twarz w posępnym grymasie, jakby dopiero teraz zrozumiał swój błąd.

Ezr do końca dnia unikał towarzystwa. Nigdy nie przypuszczał, że może tak nienawidzić tego głupiego klauna. Pham Trinli nie był masowym mordercą, ale jego głupota i próżność przejawiały się w każdym geście i słowie. I właśnie przez tę głupotę zdradził tajemnicę, której istnienia wróg nawet się nie domyślał, tajemnicę, o której nie wiedział sam Ezr, tajemnicę, której inni nie wydali Tomasowi Nau i Ritserowi Brughlowi nawet za cenę życia.

Do tej pory myślał, że Nau utrzymuje przy sobie Phama Trinli tylko dla zabawy. Teraz znał już prawdziwą przyczynę. Nigdy od czasu tamtej nocy w parku Ezr nie czuł takiej wściekłości i żądzy odwetu. Gdyby tylko przy jakiejś okazji Pham Trinli mógł mieć śmiertelny wypadek…

Po drugim posiłku Ezr pozostał w swojej kwaterze. Jego zachowanie nie powinno budzić podejrzeń. O tej porze w saloniku Benny’ego spotykali się muzycy, a wspólne muzykowanie należało do jednego z tych zwyczajów Queng Ho, których Ezr nigdy nie lubił, nawet gdy występował w roli słuchacza. Poza tym miał jeszcze sporo pracy, która nie wymagała kontaktu z innymi ludźmi. Założył nowy wyświetlacz i zajrzał do Biblioteki Floty.

W pewnym sensie zachowanie Biblioteki Floty w nietkniętym stanie było jedną z największych porażek kapitana Parka. Każda flota podejmowała daleko idące środki ostrożności, pozwalające w razie zagrożenia zniszczyć najważniejsze części lokalnej biblioteki. Oczywiście zniszczenie całości było praktycznie niemożliwe. Biblioteki znajdowały się na wszystkich statkach floty. Poszczególne fragmenty ulokowane w tysiącach węzłów, w zależności od potrzeb. Pojedyncze kości — te przeklęte lokalizatory — zawierały obszerne teksty dotyczące obsługi i utrzymania urządzeń floty. Lecz najważniejsze bazy danych powinny być wyzerowane w bardzo krótkim czasie. Pozostałe pozycje również mogły się okazać przydatne dla wroga, ale terabajty istotnych danych zniknęłyby bezpowrotnie. Z nieznanych Ezrowi przyczyn nie doszło jednak do tego aktu destrukcji, nawet gdy stało się już jasne, że Emergenci pokonają flotę Parka.

A może Park zrobił wszystko, co powinien, ale wbrew wszelkim zasadom na statkach znajdowały się węzły pozasieciowe albo kopie rezerwowe z pełną zawartością biblioteki.

Tomas Nau potrafił docenić taki skarb. Niewolnicy Annę Reynolt analizowali zawartość biblioteki z nieludzką precyzją fiksatów, by prędzej czy później poznać wszystkie sekrety Kupców. Proces ten jednak mógł trwać latami; twardogłowi nie wiedzieli, od czego zacząć. Nau korzystał więc z pomocy niezafiksowanego personelu, którego zadaniem było nakreślenie ogólnego obrazu biblioteki. Ezr spędził nad tym już kilka Msekund. Nie było to łatwe zajęcie, musiał bowiem wykazać się jakimiś konkretnymi osiągnięciami… a jednocześnie starał się tak kierować pracami Emergentów, by odciągnąć ich uwagę od rzeczy, które mogły się okazać naprawdę przydatne. Wiedział, że w końcu może mu się powinąć noga i Tomas Nau przejrzy jego grę. Ten potwór był naprawdę sprytny; nieraz już Ezr zastanawiał się, kto wykorzystuje kogo.

Lecz dziś… Pham Trinli zdradził tak wiele.

Ezr zmusił się do zachowania spokoju. Zajmij się tylko biblioteką. Napisz jakiś głupi raport. Sięgnął do ręcznej kontrolki nowego, „usprawnionego” wyświetlacza. Przynajmniej reagował na prostsze komendy; wyświetlacz zastąpił rzeczywisty obraz jego kabiny widokiem wnętrza biblioteki. Kiedy rozglądał się dokoła, urządzenie śledziło jego ruchy, a obrazy przesuwały się przed oczami niemal tak gładko, jakby dokumenty były rzeczywistymi obiektami. Ale… znów sięgnął do kontrolki. Cholera.

Nie można przeprowadzić prawie żadnej regulacji. Okaleczyli interfejs albo zastąpili go jakimś emergenckim chłamem. To niewiele się różniło od zwykłej tapety!

Podniósł rękę, by zerwać wyświetlacz z głowy, zgnieść go. Uspokój się.

Nadal był zbyt poruszony idiotyczną wpadką Phama Trinli. Poza tym wyświetlacze stanowiły jednak znaczny postęp w porównaniu ze zwykłymi monitorami. Uśmiechnął się pod nosem, przypomniawszy sobie, jak przed laty rozwścieczona Gonie Fong ciskała klawiaturą o stół.

Czym więc mógłby się dzisiaj zająć? Czymś, co nie budziłoby podejrzeń Naua, a jednocześnie nie dało mu nic ponadto, czym już dysponował. Ach tak, superlokalizatory Trinlego. Znajdzie je pewnie gdzieś na uboczu, w jakiejś bezpiecznej sekcji. Wybrał kilka oczywistych kierunków poszukiwań. Żaden zwykły kadet nie miałby takiego widoku na bibliotekę. Nau uzyskał — w sposób, który Ezr mógł sobie tylko wyobrazić i który powracał doń w sennych koszmarach — wszystkie hasła dostępu i parametry bezpieczeństwa. Teraz Ezr mógł korzystać z biblioteki równie swobodnie jak kiedyś kapitan Park.

Na razie nie znalazł nic ciekawego. Podstawowe informacje o lokalizatorach były ogólnie dostępne. Ich niewielkie rozmiary nie stanowiły tajemnicy, lecz żaden tekst nie wspominał o tym, że mają wbudowane czujniki. Ezr nie znalazł także tych informacji w podręcznikach. Hm… Zatem Trinli twierdził, że w podręcznikach istnieją ukryte przejścia niewidoczne nawet z takiego poziomu dostępu, jakim dysponował kapitan?

Ezr zapomniał o gniewie, który palił jego wnętrze. Wpatrywał się przez chwilę w otaczający go krajobraz danych, by wreszcie odetchnąć z ulgą. Tomas Nau nie będzie specjalnie zdziwiony tą sytuacją. Prawdopodobnie też żaden z Kupców prócz Ezra Vinha nie będzie zdawał sobie sprawy, jak absurdalne muszą być deklaracje Phama Trinli.

Ezr Vinh wychował się w sercu wielkiej Rodziny kupieckiej. Jako dziecko często słuchał dyskusji o praktycznej realizacji strategii flot. Kapitan dysponował najwyższym poziomem dostępu do biblioteki, poziomem, który nie powinien już kryć żadnych sekretów. Oczywiście, to i owo mogło się zgubić; niektóre aplikacje były tak stare, że nikt nie mógł do nich dotrzeć. Jeśli jednak w grę nie wchodziły jakieś nadzwyczajne okoliczności — sabotaż, niestandardowy kapitan — biblioteka nie kryła żadnych wyizolowanych sekretów. Na dłuższą metę byłoby to prostu zbyt uciążliwe dla utrzymania systemu.