Выбрать главу

— Rzeźbiarze posuwają się tylko o pięćdziesiąt centymetrów na Msekundę. Ale ta sztuka oddaje blask naszej przeszłości.

Blask?

— Reynolt chce ładnych rzeczy? — spytał z głupia frant.

— Ha. Reynolt wcale to nie obchodzi. Wykonanie tej pracy zlecił grupmistrz Brughel, z mojej rekomendacji.

— Myślałem, że grupmistrzowie są całkowicie niezależni na swoim terenie. — Pham rzadko widywał Reynolt na poprzednich wachtach, widział jednak, jak upokarzała Ritsera Brughla podczas spotkań z Nauem.

Trud nie mówił nic przez kilka sekund. Na jego twarzy pojawił się głupi uśmieszek, którym kwitował niektóre uwagi Phama podczas ich wspólnych posiedzeń w saloniku Benny’ego. Tym razem jednak uśmieszek zamienił się w głośny śmiech.

— Grupmistrz? Annę Reynolt? Pham, ubawiłem się dzisiaj jak nigdy, patrząc na twoją minę, ale to przebija już wszystko. — Przeleciał kolejnych kilka metrów, chichocząc głośno. Potem spojrzał na twarz Phama ściągniętą w gniewnym grymasie. — Przepraszam, Pham. Wy, Handlarze, macie takie osiągnięcia w różnych dziedzinach, ale jeśli chodzi o podstawy kultury, jesteście jak dzieci… Pokazałem ci klinikę fiksatów; nie stanie się chyba nic złego, jeśli wyjaśnię ci jeszcze kilka rzeczy. Nie, Annę Reynolt nie jest grupmistrzem, choć prawdopodobnie kiedyś była, i to potężnym. Reynolt jest po prostu jeszcze jedną twardogłową.

Pham pozwolił, by gniewna mina ustąpiła miejsca zdumieniu, które tym razem było prawdziwe.

— Ale… ona zarządza wieloma ważnymi projektami. Wydaje ci rozkazy.

Silipan wzruszył ramionami. Jego uśmiech zmienił się w cierpki grymas.

— Tak. Wydaje mi rozkazy. To rzadka sytuacja, ale się zdarza. Wolał bym pracować dla grupmistrza Brughla i Kala Omo, tyle że oni grają dość… ostro. — W jego głosie pojawiło się nerwowe drżenie.

— Chyba rozumiem — skłamał Pham. — Kiedy specjalista zostaje zafiksowany, skupia się wyłącznie na swojej specjalizacji. Artysta rzeźbi dla was ściany korytarzy, fizyk staje się kimś takim jak Hunte Wen, a za rządca jest… hm, nie wiem, zarządcą z piekła.

Trud pokręcił głową.

— To nie tak. Widzisz, specjalności techniczne daje się łatwo zafiksować. Nawet wśród Queng Ho mamy siedemdziesięcioprocentową skuteczność. Ale umiejętności związane z kontaktami międzyludzkimi — doradztwo, polityka, zarządzanie personelem — te właściwie w ogóle nie utrzymują się w fiksacji. Widziałeś już dość wielu twardogłowych; jednym, co łączy ich wszystkich, jest brak uczuć. Po prostu nie są w stanie wyobrazić sobie, co dzieje się w głowie normalnego człowieka. Mamy szczęście, że udało nam się zachować tylu dobrych tłumaczy; nigdy dotąd nie robiliśmy tego na taką skalę. Annę Reynolt jest więc kimś bardzo wyjątkowym. Plotki mówią, że była wysokim grupmistrzem w klice Xevalle. Większość ich została za bita albo wyczyszczono im mózgi, ale Reynolt podobno naprawdę wkurzyła klikę Naua. Zafiksowali ją dla żartu; może chcieli z niej zrobić zabawkę dla swoich mężczyzn. Ale wyszło trochę inaczej. Przypuszczam, że i tak była już niezłą maniaczką. Prawdopodobieństwo równało się niemal zeru, a jednak umiejętności organizacyjne Reynolt przetrwały.

Daleko w górze majaczył koniec tunelu. Światło padało na prosty, pozbawiony ozdób właz. Trud zatrzymał się i odwrócił do Phama.

— Jest cudakiem, ale i najcenniejszą własnością grupmistrza Naua.

Właściwie ona podwaja jego zasięg… — Skrzywił się. — Co wcale nie znaczy, że łatwo mi przyjmować od niej rozkazy. Powiem ci coś. Osobiście uważam, że grupmistrz ją przecenia. Rzeczywiście, jest kimś niezwykłym, dziwem natury… i co z tego? To tak jak pies, który pisze wiersze — tylko nikt nie zauważa, że te wiersze są grafomańskie.

— Zdaje się, że nie obchodzi cię specjalnie, czy Reynolt zna twoje zdanie.

Trud znów się uśmiechał.

— Oczywiście, że nie. To jedyny plus mojej sytuacji. Praktycznie nie da się jej oszukać w kwestiach związanych z moją pracą, ale poza tym jest jak każdy inny twardogłowy. Ba, zrobiłem jej nawet parę głupich żar.

— Urwał raptownie. — Nieważne. Powiedz jej, co kazał ci zrobić grupmistrz Nau, i wszystko będzie w porządku. — Mrugnął doń porozumiewawczo i ruszył w dół korytarza, byle dalej od biura Reynolt. — Obserwuj ją uważnie.

Zrozumiesz, o czym mówię.

Gdyby Pham wiedział o fiksacji Annę Reynolt, odłożyłby sprawę lokalizatorów na później. Teraz siedział jednak w jej biurze i nie miał wielkiego wyboru. Z drugiej strony cieszył się, że sprawy nabrały trochę tempa. Od śmierci Jimmy’ego każdy jego ruch był tak wyważony, tak bardzo ostrożny.

Najpierw Reynolt jakby w ogóle nie zauważyła jego obecności. Pham usiadł nieproszony na krześle po drugiej stronie biurka i rozglądał się po pokoju. Zupełnie nie przypominał biura Naua. Tutaj ściany były nagie, czysty diament. Nie zdobiły ich żadne obrazy, nawet te brzydactwa, które uchodziły za sztukę Emergentów. Biurko Reynolt zajmowały wyłącznie puste pojemniki i sprzęt komputerowy.

A sama Reynolt? Pham wpatrywał się w jej twarz intensywniej, niż pozwoliłby sobie na to w innej sytuacji. Do tej pory spędził w jej obecności może jakieś dwadzieścia Ksekund, przy czym Reynolt siedziała zazwyczaj przy drugim końcu stołu. Zawsze ubierała się bardzo prosto, nie nosiła żadnych ozdób, prócz tego srebrnego naszyjnika wpuszczonego w bluzkę.

Ze swymi rudymi włosami i jasną cerą mogłaby uchodzić za siostrę Ritsera Brughla. Podobny typ fizyczny spotykało się bardzo rzadko w tej części Ludzkiej Przestrzeni, powstawał zazwyczaj w wyniku lokalnych mutacji.

Annę mogła mieć trzydzieści lat, albo dwa wieki przy naprawdę dobrym wsparciu medycznym. W pewien szalony, egzotyczny sposób była piękna.

Fizycznie piękna. Więc byłaś grupmistrzem.

Reynolt podniosła wzrok, przez moment patrzyła Phamowi w oczy.

— Dobrze. Przyszedł pan, żeby wyjaśnić mi szczegóły związane z ty mi lokalizatorami.

Pham skinął głową. Dziwne. Patrzyła na jego usta, gardło, tylko przez moment na oczy. W jej spojrzeniu nie dostrzegł żadnych uczuć, żadnej chęci nawiązania kontaktu, Pham odniósł jednak niepokojące wrażenie, że Reynolt przejrzała jego maskę.

— Dobrze. Jakie są ich parametry?

Udzielał mrukliwych, mało konkretnych odpowiedzi, twierdząc, że nie zna szczegółów.

Reynolt nie przejmowała się tym. Zadawała kolejne pytania tym samym, spokojnym i lekko pogardliwym tonem.

— To za mało. Potrzebuję szczegółów.

— Jasne. Po to tu jestem. Pełną instrukcję obsługi można znaleźć na kościach lokalizatorów, ukrytą między tym, co mogą zobaczyć zwykli technicy.

Znów to przeciągłe, dziwne spojrzenie.

— Szukaliśmy. Nic tam nie ma.

To była najryzykowniejsza część planu. W najlepszym razie Nau i Brughel przyjrzą się nieco uważniej osobie Phama Trinli. W najgorszym… jeśli zrozumieją, że wyjawia sekrety, o których nie wiedzą nawet najwyżsi rangą obrońcy, znajdzie się w poważnych tarapatach. Pham wskazał na wyświetlacz na biurku Reynolt.

— Pani pozwoli — powiedział.

Reynolt nie zareagowała na ten arogancki gest, lecz sama nałożyła wyświetlacz i przyjęła przekazany przezeń obraz. Pham kontynuował: