Выбрать главу

Ściany we wnętrzu budynku obwieszone były portretami właścicieli i wynalazców radia (w tym wypadku byli to ci sami ludzie). Prócz Rhapsy i Hrunka wszyscy już tu kiedyś byli. Jirlib i Brent prowadzili program przez dwa lata, przejmując go od dzieci z fazy, kiedy tata kupił koncesję 2na ten program. Obaj chłopcy sprawiali wrażenie starszych, niż byli w rzeczywistości, a Jirlib przewyższał inteligencją wielu dorosłych. Wydawało się, że nikt nie podejrzewa nawet, ile mają lat. Tata trochę się denerwował z tego powodu.

— Chcę, żeby ludzie sami się domyślili, ale są zbyt głupi, by uświadomić sobie prawdę! — Więc w końcu do programu dołączyły Victory i Gokna. Świetnie się bawiły, udając o wiele starsze osoby, odgrywając rolę z głupiego scenariusza, który wykorzystywały podczas audycji. A pan Digby był dla nich bardzo miły, nawet jeśli nie był prawdziwym naukowcem.

Głosy Gokny i Junior brzmiały jednak bardzo młodo. W końcu ktoś stracił wiarę w czystość moralną wszystkich audycji radiowych i zrozumiał, że publiczność została narażona na kontakt ze straszliwą perwersją. Radio Princeton było jednak prywatną rozgłośnią, a co ważniejsze, miało wykupione własne pasmo częstotliwości. Właściciele należeli do pokolenia 58, które nadal liczyło się z każdym groszem. Tylko skuteczny bojkot słuchaczy zorganizowany przez Kościół Ciemności mógł powstrzymać Radio Princeton od nadawania „Dziecięcej godziny nauki”. Stąd też ta debata.

— Ach, doktor Underhill, jakże się cieszę! — Madame Subtrime wy padła pospiesznie ze swej budki. Kierownik stacji wyglądała tak, jakby składała się wyłącznie z przeraźliwie chudych, długich rąk i nóg, a jej ciało było niewiele większe od głowy. Gokna i Viki uśmiały się nieraz do łez, naśladując jej ruchy. — Nie uwierzy pan, jakie zainteresowanie wzbudziła ta debata. Nadajemy aż na Wschodnie Wybrzeże. Bez przesady mogę twierdzić, że mamy słuchaczy z całego świata!

Bez przesady mogę twierdzić… Ukryta przed panią kierownik Gokna poruszała ustami w rytm jej słów. Victory zachowała poważną minę i udawała, że niczego nie zauważa.

Tata skłonił lekko głowę przed madame Subtrime.

— Cieszę się, że jesteśmy tacy popularni, madame.

— O tak, w istocie! Sponsorzy dosłownie biją się o czas reklamowy w przerwach programu. Mówię panu, biją się! — Uśmiechnęła się do dzieci. — Wy będziecie mogły oglądać wszystko z kabiny inżyniera.

Wprawdzie orientowali się, gdzie to jest, ale posłusznie ruszyli za panią kierownik, słuchając jej nieustającego monologu. Nikt nie wiedział, co naprawdę myśli o nich madame Subtrime. Jirlib twierdził, że wcale nie jest głupia i że pod tą fasadą gaduły kryje się zimny licznik pieniędzy.

— Wie dokładnie, co do grosza, ile może zarobić na całej tej awanturze.

— Może, ale Viki i tak ją lubiła, wybaczała jej nawet piskliwy głos i głupią paplaninę. Zbyt wielu ludzi było tak zaślepionych swą wiarą, że nic nie obudziłoby w nich choć odrobiny tolerancji.

— Didi ma dzisiaj dyżur. Znacie ją. — Madame Subtrime zatrzymała się przy wejściu do kabiny inżyniera dźwięku. Dopiero teraz zauważyła dziecięce główki wystające z futra na grzbiecie Sherkanera.

— Och, ma pan też i takie maleństwa? Ja… czy mogą zostać z pańskimi dziećmi? Nie wiem, kto inny mógłby się nimi zająć.

— Nie ma problemu, madame. Zamierzam przedstawić Rhapsę i Małego Hrunkera reprezentantowi Kościoła.

Madame Subtrime zamarła. Wszystkie jej nogi i ręce znieruchomiały jednocześnie na całą sekundę. Po raz pierwszy Viki widziała ją naprawdę zaskoczoną. Potem jej ciało rozluźniło się i pojawił się szeroki uśmiech.

— Doktorze Underhill! Czy ktoś mówił już panu, że jest pan geniuszem?

Tata odpowiedział jej równie szerokim uśmiechem.

— Owszem, ale nikt nigdy nie miał do tego równie dobrych podstaw…

Jirlib, dopilnuj, żeby wszyscy zostali w pokoju Didi. Jeśli zechcę, żebyście wyszli, dam wam znać.

Dzieciaki wspięły się do kabiny inżyniera. Didire Ultmot siedziała na swej grzędzie przed konsolą. Gruba szyba oddzielała jej pokój od studia nagraniowego. Tafla szkła nie przepuszczała dźwięków i nie była całkiem przezroczysta. Dzieci podeszły bliżej do szklanej ściany. Na grzędzie w studiu już ktoś siedział.

Didire machnęła ręką w tamtą stronę.

— To przedstawicielka Kościoła. Przyszła o godzinę za wcześnie. — Didi była bardzo atrakcyjną, pogodną i nieco impulsywną dwudziestojednolatką. Nie dorównywała może inteligencją niektórym spośród studentów taty, ale była bardzo bystra. Pracowała na stanowisku głównego technika Radia Princeton. W wieku czternastu lat została głównym operatorem i znała się na inżynierii elektrycznej równie dobrze jak Jirlib.

Właściwie chciała zostać inżynierem właśnie w tej dziedzinie. Powiedziała o tym Jirlibowi i Brentowi przy ich pierwszym spotkaniu, kiedy naj starsi bracia zaczęli prowadzić audycję. Viki pamiętała dziwne zachowa nie Jirliba, kiedy ten opowiadał im o tej rozmowie; wydawało się, że Didire kompletnie go zauroczyła. Miała wtedy dziewiętnaście lat, a Jirlib tylko dwanaście… ale był duży jak na swój wiek. Dopiero po kolejnych dwóch programach zorientowała się, ze Jirlib jest spoza fazy. Odebrała to jako celową, osobistą obrazę. Biedny Jirlib przez kilka dni po tym wy darzeniu snuł się jak własny cień. W końcu poradził sobie z tym jakoś wiedział, że w przyszłości czekają go większe rozczarowania.

Didire też jakoś przez to przeszła. Dopóki Jirlib trzymał się od niej z dala, była miła. A czasami, kiedy się zapominała, była najzabawniejszą i najciekawszą osobą z obecnego pokolenia, jaką Viki kiedykolwiek poznała.

Gdy nie występowały w studiu, pozwalała Viki i Goknie siadać przy swojej grzędzie i obserwować, jak manewruje dziesiątkami przełączeń. Didire była bardzo dumna ze swej tablicy kontrolnej. Właściwie — prócz faktu, że obudowę wykonano z drewna, a nie lśniącego metalu — tablica wyglądała niemal równie profesjonalnie, jak niektóre urządzenia w Domu na Wzgórzu.

— Więc jaka jest ta kober z kościoła? — spytała Gokna. Podobnie jak Viki przycisnęła swe główne oczy do szklanej ściany. Szyba była tak gruba, że wiele barw nie mogło się przez nią przebić.

Didi wzruszyła ramionami.

— Wołają na nią wielebna Pedure. Dziwnie mówi. Myślę, że jest Tieferem. Spójrzcie tylko na ten jej kapłański szal. To nie tylko kwestia kiep skiego widoku z tego miejsca; on naprawdę jest ciemny we wszystkich pasmach prócz nadczerwieni.

Hmm. Drogi. Mama miała taki mundur, ale prawie nikt jej w nim nie widział.

Didi uśmiechnęła się złośliwie.

— Jestem pewna, że zwymiotuje, kiedy zobaczy dzieciaki w futrze waszego taty.

Niestety, nie mieli aż tyle szczęścia. Kiedy jednak kilka sekund później Sherkaner Underhill wszedł do studia, wielebna Pedure zesztywniała z oburzenia. Sekundę później Rappaport Digby wpadł w pośpiechu do studia i pochwycił słuchawki. Digby prowadził.„Dziecięcą godzinę nauki” od samego początku, na długo przed tym, nim w programie pojawili się Brent i Jirlib. Był starym poczciwiną, a Brent twierdził, że jest też jednym z właścicieli stacji. Viki nie bardzo w to wierzyła, widząc, z jakim lekceważeniem traktuje go Didi.

— Uwaga wszyscy w studiu — rozległ się wzmocniony głos Didi. Tato i wielebna Pedure wyprostowali się na swych grzędach. — Za piętnaście se kund wchodzimy na antenę. Będzie pan gotowy, panie Digby, czy mam puścić trochę ciszy?

Digby spojrzał na nią znad grubego pliku jakichś notatek.