— Jasne, że wierzy. Dlatego jest taka zabawna. Widzisz, jak tato się uśmiecha? — Sherkaner Underhill siedział po drugiej stronie studia, delikatnie głaszcząc swoje dzieci. Nie powiedział dotąd ani słowa, lecz po jego obliczu błądził lekki uśmieszek. Z futra wyglądały lękliwie dwie pary dziecięcych oczu. Rhapsa i Hrunk nie mogli rozumieć wszystkiego, co się wokół nich dzieje, wyglądali jednak na przerażonych.
Gokna też to zauważyła.
— Biedne dzieci. Tylko one się jej boją. Patrz! Pokażę wielebnej Pe dure Dziesiątkę. — Odwróciła się od okna i podbiegła do bocznej ściany — a potem w górę regału z taśmami audio. Dziewczynki miały siedem lat, by ły już za duże na takie akrobacje. O-o. Regał odchylił się od ściany, taśmy przesunęły się niebezpiecznie blisko krawędzi półek. Gokna dotarła jed nak na szczyt, nim ktokolwiek prócz Viki zrozumiał, co chce zrobić. Stąd wyskoczyła i pochwyciła górną ramę dźwiękoszczelnego okna. Jej ciało za toczyło szeroki łuk i przylgnęło do szyby z głośnym plaskiem. Przez se kundę Gokna była idealną Dziesiątką rozpostartą na oknie. Pedure za siadająca po drugiej stronie szyby patrzyła na nią w osłupieniu. Obie dziewczynki ryknęły śmiechem. Nieczęsto udawało się zrobić tak idealną Dziesiątkę i błysnąć bielizną prosto w oczy ofiary.
— Przestańcie! — syknęła Didi. Jej ręce przesunęły się przez pulpit kontrolny. — Ostatni raz weszliście do mojego pokoju! Jirlib, chodź tutaj!
Pilnuj swoich siostrzyczek, bo zaraz wszystkich was stąd wyrzucę.
— Tak, tak! Przepraszam bardzo. — Jirlib naprawdę wyglądał na skruszonego. Podbiegł do szyby i ściągnął z niej Goknę. Po sekundzie dołączył do niego Brent, który zajął sięYictory.
Jirlib nie był zły, raczej zasmucony. Przytrzymał Goknę bardzo blisko swej głowy.
— Musicie się uspokoić. Choć raz bądźcie poważne. — Viki pomyślała, że bardziej niż ich wygłupy poruszył go gniew Viki. Ale to nie miało większego znaczenia. Gokna natychmiast spoważniała, dotknęła ręką pożywiającą paszczy brata i powiedziała cicho:
— Tak. Będę grzeczna do końca audycji. Obiecuję.
Viki spojrzała na Didire, która mówiła właśnie coś do Digby’ego.
Viki nie słyszała jej słów, ale widziała, jak stary kober kiwa głową. Uspokoił rozsierdzoną Pedure i zwrócił się do taty. Ich szalone wygłupy nie miały więc żadnego wpływu na to, co działo się po drugiej stronie szyby.
Viki była pewna, że kiedyś wpakują się z Gokną w porządne tarapaty, ale chyba ten czas jeszcze nie nadszedł.
Xopi usiadła powoli, jakby zdumiona własnym zachowaniem. Zazwyczaj fiksaci próbowali odgrywać te spektakle w czasie realnym. Silipan twierdził, że jest to tylko częściowo jego zasługa — zafiksowani tłumacze naprawdę lubili pozostawać w synchronizacji ze strumieniem słów. W pewnym sensie naprawdę lubili grać. Dziś po prostu nie wychodziło im to najlepiej.
Wreszcie Broute pozbierał się jakoś i udzielił głosu Sherkanerowi Underhillowi.
Sherkaner Underhill. Tłumaczyła go Trixia Bonsol. Któż inny mógłby to robić? Trixia pierwsza rozszyfrowała język mówiony Pająków. Jau powiedział Ezrowi, że początkowo Trixia odgrywała wszystkie role, tłumaczyła głosy dzieci, dorosłych, pytania od słuchaczy audycji. Kiedy inni twardogłowi nabrali już wprawy i przejęli poszczególne partie, Trixia nadal tłumaczyła te najtrudniejsze.
Sherkaner Underhill; był to prawdopodobnie pierwszy Pająk znany im z imienia i nazwiska. Nazwisko Underhill przewijało się zresztą w niezliczonej ilości audycji radiowych. Początkowo wydawało się, że to on jest autorem dwóch trzecich wynalazków, które nadawały rozpęd rewolucji przemysłowej. Dopiero po jakimś czasie tłumacze zrozumieli swój błąd; „Underhill” było bardzo rozpowszechnionym nazwiskiem, jeśli zaś mówiono o tym Sherkanerze Underhillu, chodziło zazwyczaj o pracę któregoś z jego studentów. Ten facet musiał być więc jakimś urzędnikiem, założycielem Instytutu Princeton, gdzie znajdowała się większość jego studentów. Odkąd jednak Pająki wynalazły przekaźniki mikrofalowe, satelity szpiegowskie zbierały mnóstwo tajnych, lecz łatwych do rozszyfrowania informacji. Imię i nazwisko „Sherkaner Underhill” pojawiało się niemal w dwudziestu procentach ściśle tajnych wiadomości przekazywanych na terenie Akord. Najwyraźniej była to nazwa jakiejś instytucji.
Najwyraźniej dopóki nie dowiedzieli się, że ten „Sherkaner Underhill” ma dzieci, które występują w programie radiowym. Choć nie do końca rozumieli istotę „Dziecięcej godziny nauki”, wiedzieli, że audycja ma duże znaczenie polityczne. Tomas Nau bez wątpienia oglądał to wydanie ze swojej kwatery w Hammerfest. Ciekawe, czy Qiwi jest z nim. Mówiła Trixia:
— Dziękuję panu, panie Digby. Bardzo się cieszę, że mogę być tu dzi siaj z państwem. Czas już porozmawiać otwarcie o pewnych problemach.
Mam nadzieję, że młodzi ludzie, zarówno ci urodzeni w fazie, jak i poza nią, słuchają nas uważnie. Wiem, że moje dzieci to robią.
Trixia spojrzała na Xopi ze spokojem i pewnością siebie. W jej głosie słychać było jednak delikatne drżenie. Ezr patrzył na jej twarz. Ile lat miała teraz Trucia? Harmonogramy wacht fiksatów objęte były tajemnicą — może dlatego, że tak wielu z nich pracowało bez przerwy. Normalny człowiek uczyłby się przez całe życie tego, czego Trixia dowiedziała się w ciągu kilkunastu lat. Przynajmniej na początku Ezr spotykał ją na każdej wachcie, nic też nie wskazywało na to, by schodziła ze służby w tym samym czasie co on. Wyglądała dziesięć razy starzej niż Trixia przed fiksacją. A kiedy grała Underhilla, sprawiała wrażenie jeszcze starszej.
— Chciałbym sprostować jedną rzecz, o której mówiła pani Pedure — kontynuowała Trixia. — Nie było żadnego spisku, który miałby na celu za chowanie w tajemnicy wieku moich dzieci. Moi najstarsi synowie prowa dzili program przez długi czas. To chyba całkiem naturalne, że brali w nim udział, a z listów, które wtedy otrzymywali, wiem, że cieszyli się popular nością zarówno wśród dzieci z obecnego pokolenia, jak i wśród ich rodzi ców.
Xopi spojrzała z ukosa na Trixię.
— Oczywiście działo się tak tylko dlatego, że nie przyznawali się gło śno do swojego wieku. W radiu trudno dostrzec tak niewielką różnicę.
W radiu pewne… nieprzyzwoitości… przechodzą niezauważone.
Trixia się roześmiała.
— Rzeczywiście. Chciałbym jednak, by nasi słuchacze zastanowili się nad jedną sprawą. Większość lubi Jirliba, Brenta, Goknę iViki. Poznając moje dzieci, nieświadomi słuchacze zrozumieli być może prawdę, która inaczej umknęłaby ich uwadze; dzieci spoza fazy są równie przyzwoite jak wszystkie inne. Powtarzam jednak, że niczego celowo nie ukrywałem. W końcu… cóż, w końcu fakty stały się tak oczywiste, że nikt nie mógł ich zignorować.
— Tak rażące, chciał pan powiedzieć. Pańskie córki mają niewiele ponad siedem lat. Takiej nieprzyzwoitości nie da się ukryć nawet w radiu. A gdy spotkaliśmy się dziś w studiu, zauważyłam, że nosi pan na grzbiecie dwoje niemowlaków. Proszę mi powiedzieć, czy istnieją jakieś granice zła i krzywd, przed którymi pan się w końcu zatrzyma?
— Jakiego zła, jakich krzywd, pani Pedure? Nasza publiczność słuchała moich dzieci przez ponad dwa lata. Znają Jirliba, Brenta, Viki i Goknę jako prawdziwych i sympatycznych ludzi. Widzi pani Małego Hrunka 2i Rhapsę, którzy zerkają na panią z moich ramion… — Trbda przerwała na moment, jakby pokazując coś swojemu rozmówcy. — Wiem, że niepokoi panią, może nawet przeraża widok małych dzieci urodzonych tak późno po Latach Gaśnięcia. Jednak za rok lub dwa będą już umiały mówić, a ja chciałbym, by w „Dziecięcej godzinie nauki” występowały dzieci w różnym wieku, także te najmłodsze. Na pewno z programu na program nasza publiczność będzie nabierać coraz większego przekonania, że te małe kobliki są równie wartościowe jak dzieci urodzone pod koniec Łat Gaśnięcia.