Выбрать главу

— Planeta zginęła! — krzyknął przerażony Oan. Zachwiałem się, lecz szybko odzyskałem przytomność, bo musiałem walczyć, zabijać, zetrzeć na pył wszystkich miotających się po placu pająkokształtnych. Do dziś nie rozumiem, w jaki sposób udało mi się stłumić rozpacz i nie dać ujścia wszechogarniającej wściekłości.

— Okrutni Bogowie! Okrutni Bogowie zstąpili z nieba! — wrzeszczeli Aranowie uciekając co sił w nogach. Zrzuciłem skafander. Irena i Mary również pozbyły się wstrętnego nam teraz odzienia. Usiłowały ożywić Lusina, a Romero pomagał im, chociaż wiedział, że najgorsze już się stało, że jest ono nieodwracalne. Ja zaś opadłem bez sił na ziemię i nie mogłem nawet wydać z siebie głosu, żeby wezwać pole sanitarne.

Zbliżyli się do mnie Gracjusz z Orlanem, którzy nie zdjęli dotąd maskujących skafandrów.

— To okropne nieszczęście! — powiedział Gracjusz. — Szczerze ci współczuję, Eli, ale może wydarzyć się coś jeszcze gorszego. Proszę cię, wysłuchaj Oana!

Dopiero teraz zorientowałem się, że Oan coś do mnie mówił.

— Czego chcesz? — zapytałem. — Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?!

— Matka Błyskawic wpadła w gniew — dobiegł mnie jakby z oddali przerażony głos Oana. — Uciekajcie! Teraz wszyscy Aranowie zginą i wy wraz z nami, jeśli nie uciekniecie!

Jego, splecione ze sobą, wyprężone sztywno wężowłosy wskazywały na wschód, skąd nadchodziła noc, pędziły ogniste chmury, kłęby migotliwego płomienia i snopy iskier. Nadchodziła burza elektryczna o takiej sile, jakiej nie sposób sobie było wyobrazić.

— Włączyć indywidualne pola ochronne! — krzyknąłem i wywołałem Kamagina. Błogosławiłem los, że Oleg pozwolił mu zbliżyć się do planety. — Widzi pan, co się tutaj dzieje, Edwardzie?

— To potworne, Eli! — odpowiedział znękanym głosem Kamagin. — Widzieliśmy wszystko, ale niestety nie mogliśmy pomóc. Co mam teraz zrobić, admirale?

— Edwardzie, nad planetą rozszaleje się wkrótce elektryczny huragan. Podejrzewam, że groźna Matka Błyskawic, jak Aranowie nazywają swoją władczynię, zamierza rozszarpać swój naród na strzępy. Jej gniew wywołany jest chyba zniszczeniem elektrycznego szafotu. Trzeba jej pokazać, że ludzie są potężniejsi od Okrutnych Bogów!

— Zapewniam cię, admirale, że bez trudu uśmierzymy gniew groźnej mamusi! — zapewnił mnie Kamagin. — Zamiast tępić swoich synów zajmie się dzisiaj uzupełnieniem naszych zapasów substancji aktywnej.

Burza runęła na nas w jakieś trzy minuty po tej rozmowie. Nasze ziemskie burze, to zwały chmur, padający z nich deszcz i trochę słabych wyładowań atmosferycznych. Burza na Aranii, to potoki ognia spływającego na ziemię, gejzery błyskawic tryskających z ziemi ku chmurom, palisada błyskawic na szczytach wzgórz i dżungla wyładowań w dolinach. Gdybyśmy nie otoczyli się polami ochronnymi w mgnieniu oka pozostałaby z nas jedynie garstka popiołu. Romero osłonił swoim polem Oana, ale Aran nie znał jego wytrzymałości i dygotał z przerażenia oczekując nieuchronnej jego zdaniem zguby.

A potem wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kamagin potrzebował czterech minut na otwarcie zaworów ssących w zbiornikach substancji aktywnej i kiedy tego dokonał, błyskawice, jeszcze przed minutą bijące w ziemię, trysnęły w górę grzęznąc w trzewiach statku.

Na planecie zrobiło się zdumiewająco cicho. Po kwadransie chmury zaczęły rzednąć, rozpadać się na strzępy, gasnąć. I choć błyskawice już z ich nie tryskały, Kamagin nie zatrzymał pomp ssących, gdyż chciał maksymalnie napełnić zbiorniki substancji aktywnej.

— Teraz podmiotę trochę samą planetę — powiedział Kamagin, kiedy rozładował do końca chmury. Jest tak przesycona energią elektryczną, że nikt nie poniesie szkody, jeśli jeszcze trochę jej uszczkniemy. Uważam zresztą, że wyjdzie to Aranom na korzyść, bo ich pobudliwość i fanatyzm wynika prawdopodobnie z nadmiaru elektryczności.

— Jesteś zadowolony, Oanie? — zapytałem, kiedy Kamagin zamknął zawory ssące zbiorników.

— Pokonaliście straszliwą Matkę! — wykrzyknął Aran z bogobojnym podziwem. — Ach, jak wspaniale pokonaliście Matkę Błyskawic! Nasza straszliwa rodzicielka została pokonana!

6

Ciało Lusina umieściliśmy w konserwatorze, który zachowa je po wsze czasy w nienaruszonym stanie. Siedzę tu teraz, kiedy zwłoki naszego biednego przyjaciela są już jednymi z wielu, a być może i my, nieliczni pozostali przy życiu, też tu niebawem spoczniemy. Lusin zamknięty w przezroczystym sarkofagu wygląda jakby spał, gdyż Mary udało się przywrócić mu dawny wygląd. Ale nie patrzę na niego, tylko na tego, który leży naprzeciw. I rozmawiam głośno z tym drugim, bo nie mam nic do powiedzenia poległemu przyjacielowi, natomiast wiele martwemu wrogowi.

Wrócę jednak do wydarzeń na Aranii.

Gdy wróciliśmy na pokład gwiazdolotu, Trub, roztrącając ludzi, rzucił się na ciało Lusina i wykrzyknął rozpaczliwie:

— Mogłem pójść z wami i obronić mego przyjaciela! Nigdy sobie nie wybaczę, że nie poszedłem!

Gig powiedział do mnie z pełnym smutku wyrzutem:

— Admirale, ludzie nie mogą obyć się bez niewidzialnych. Zapewniam cię, że gdybyś nie zmuszał nas do zakładania tych idiotycznych skafandrów, osłoniłbym Lusina skuteczniej niż pole siłowe.

Pod naszą nieobecność odbyła się w eskadrze narada. Gig i Ellon byli zdania, że śmierć Lusina nie może pozostać nie pomszczona. Ale kogo karać? Aranów? Za co? Ostatecznie zdecydowano raz jeszcze, że nie powinniśmy wtrącać się do sporów przyspieszaczy z odsuwaczami, że należy po prostu oczyścić Układ Trzech Mętnych czy Mglistych Słońc (czasami używaliśmy tej pierwszej nazwy) z pyłu kosmicznego, co będzie stanowiło najlepszą pomoc dla wszystkich pająkokształtnych. Wprawdzie Arania oddali się wówczas nieco od gwiazdy potrójnej, lecz ta większa odległość zostanie skompensowana większą przezroczystością przestrzeni kosmicznej, co sprawi, że ilość promieniowania docierającego do planety się nie zmieni. Należy jednak uprzednio sprawdzić, jakie zjawiska czy istoty kryją się pod nazwami Ojca Akumulatora i Matki Błyskawic.

Zaczęliśmy przygotowywać się do powtórnej wyprawy na Aranię, gdy Oan nagle zaczął protestować przeciwko naszemu zamiarowi odwiedzenia Ojca Akumulatora. Zapytany o przyczyny, zamiast odpowiedzi wyemitował do mojego mózgu uczucie panicznego strachu. Ale ponieważ był to tylko jego strach, nadal wypytywałem go o powody tego lęku.

— Spokój Ojca jest dla Aranów święty — odparł niechętnie Oan.

— To znaczy, że Ojciec Akumulator karze każdego, kto ten spokój ośmieli się zakłócić?

— Nie, Ojciec źle się czuje, gdy ktoś odważy się przerwać jego święte odosobnienie.

— Rozregulowuje się? Przestaje działać?… A kto strzeże jego spokoju? Wasi Okrutni Bogowie?

— Okrutni Bogowie nie wtrącają się do spraw Ojca i Matki. Ojca ochrania gwardia strażników, z których każdy wybierany jest przez samego Uocha.

— Z najbardziej doborową gwardią poradzimy sobie bez trudu — zapewniłem go. — A teraz powiedz mi, czym jest Matka Błyskawic.

— Straszliwa Matka strzeże spokoju Ojca. — I to było wszystko czego zdołaliśmy dowiedzieć się od Oana. Wylądowaliśmy na starym miejscu w środku dnia.

Dokoła kręcili się Aranowie, ale żaden z nich nie zwracał na nas najmniejszej uwagi. Na miejskim rynku krzątała się grupa pająkokształtnych, odbudowujących pospiesznie zniszczony przez nasze pola ochronne szafot elektryczny. Nie przeszkadzaliśmy im w tym zajęciu, bo przyczyna zła tkwiła gdzie indziej.