Podszedłem do Oana i długo wpatrywałem się w jego półprzezroczyste ciało.
— A teraz zniknij — powiedziałem. — Twoja misja dobiegła końca. Pamiętaj, że jestem człowiekiem, istotą potężną, ale jeszcze niedoskonałą. Nie nauczyłem się jeszcze rozumieć wszystkiego od razu, jeszcze do pełnego zrozumienia muszę mieć wyraźne znaki i sygnały… Jeśli znikniesz, będzie to dla mnie znakiem, że zostałem zrozumiany.
Już od dłuższej chwili w konserwatorze rozlegało się wezwanie:
— Admirał Eli proszony na stanowisko dowodzenia! Admirał Eli proszony na stanowisko dowodzenia!… Wyszedłem z konserwatora.
13
Na stanowisku dowodzenia zebrali się wszyscy moi przyjaciele: Oleg, Osima, Kamagin, Olga, Orlan. Oleg zapytał, wskazując gwiezdne ekrany:
— Eli, wiesz gdzie jesteśmy?
Obraz był tak znajomy, że bez wahania wykrzyknąłem:
— Jesteśmy w Ginących Światach!
— Dokładniej na skraju gromady gwiezdnej sprecyzował Oleg. — Na granicy otwartego Kosmosu. Stare i nowe kadry w rejsografie pokryły się ze stuprocentową dokładnością. Wróciliśmy w to samo miejsce, które kiedyś opuściliśmy.
— To znaczy kiedy? — popatrzyłem pytająco na Olgę.
— Byliśmy tu dokładnie jeden ziemski rok temu. Nasze wędrówki po jądrze i ucieczka z niego wzdłuż pętli czasu wstecznego trwały zaledwie rok według czasu pokładowego.
Naszą rozmowę przerwał głos Gracjusza. Galakt informował, że analizatory wykryły pozostawione przez nas dwa statki transportowe. Są jeszcze wprawdzie daleko, ale nie ulega wątpliwości, że transportowce są absolutnie sprawne i nadal oczyszczają przestrzeń.
— Postarzeliśmy się o rok, a Ginące Światy odmłodniały o stulecie — powiedział Oleg. — Do Układu Trzech Mglistych Słońc powracają barwy czystego nieba.
Do sterówki wbiegł podniecony Romero. Był tak blady i zadyszany, że spodziewaliśmy się najgorszego.
— Eli! Olegu! — wykrztusił z trudem Paweł. — Zajrzałem do konserwatora, żeby sprawdzić jak nasi nieboszczycy znieśli podróż przez wsteczny czas i zobaczyłem… To nieprawdopodobne, to zakrawa na cud, przyjaciele!…
— Nie ma w tym żadnego cudu! — przerwałem mu. — Chce pan powiedzieć, że Oan zniknął?
— Tak, z tym tu przybiegłem… Sarkofag jest nienaruszony, pola blokujące na miejscu, ale Oan zniknął bez śladu! Jeśli to nie jest cud, Eli…
Wziąłem go pod rękę i posadziłem na wolnym fotelu. — Uspokój się, Pawle. Żadne z praw natury nie zostało pogwałcone. Po prostu otrzymaliśmy znak, że zamknęliśmy jeszcze jedną pętlę, że przebyliśmy drogę od znajomości przez niechęć, walkę, wzajemne zainteresowanie do przyjaźni!