Выбрать главу

Nocą, gdy tylko wzeszły księżyce, znów zmieniła postać. Stile miał nadzieję, że pokaże się mu także jako świetlik, ale ona od razu stała się dziewczyną.

— Wiesz, Neyso, jesteś jedną z najładniejszych kobiet, jakie znam, ale jeszcze bardziej podobasz mi się w swojej naturalnej postaci.

Uśmiechnęła się zadowolona i pocałowała go. Lubiła; gdy podziwiał ją w postaci jednorożca. Całe życie była napiętnowana ze względu na swój niewłaściwy kolor i zachwyt Stile’a najwyraźniej jej pochlebiał. Niewątpliwie dlatego właśnie od razu go zaakceptowała. A on rzeczywiście oczarowany był nią w jej naturalnej postaci i to prawdopodobnie jako pierwsza nie spokrewniona z nią istota. Mimo że z nim walczyła, w głębi duszy nie chciała go zabić.

— Wyrocznia — zaczął, ale ona znów zaczęła go całować. Nie chce mówić? No, trudno. Ach, ten upór jednorożców!

Ma za to inne zalety. Teraz on zaczął ją całować. Następnego ranka udzieliła mu kilku wskazówek, dotyczących posługiwania się rapierem. Ze względu na Grę, Stile umiał walczyć białą bronią, ale przypadek sprawił, że trenował szermierkę pałaszem, a nie rapierem. Ta lekka, cienka broń była mu obca, ale jeśli właśnie takiej używa się w tym świecie, to im szybciej ją opanuje, tym lepiej.

Neysa była mistrzynią w walce z przeciwnikiem uzbrojonym w rapier. Wcześniej Stile przypuszczał, że jednorożce wolą, żeby broń nie zbliżała się zanadto do okolic oczu, uszu i nosa. Mylił się jednak; ale bliskość narządów percepcji pozwalała na znakomitą ich koordynację przy posługiwaniu się rogiem. Stile szybko odkrył, że może wykonywać pchnięcia, nie obawiając się o nią. Nie był w stanie jej trafić. A nawet gdyby to nastąpiło, to w co wceluje? W twardą kość czołową, na której opierał się róg? Potrzeba znacznie większej siły niż ta, jaką dysponuje człowiek, żeby przebić się przez taką barierę.

Raczej musiał uważać na siebie. Neysie łatwiej było odparować ciosy, niż je zadawać, bo nawet najmniejszy ruch głową przesuwał czubek rogu o kilka centymetrów. Aby jednak wykonać pchnięcie do przodu, musiała zrobić ruch całym ciałem. Tak więc była lepiej przystosowana do obrony przeciwko szarżującemu wrogowi. Mogła albo pozwolić mu się nadziać na nieruchomy róg, albo odbić jego broń. Zmuszony do ataku Stile za każdym razem tracił broń, a róg kierował się natychmiast w stronę jego nieosłoniętego torsu. Mogłaby wtedy zaatakować. Jak ma dorównać prędkości i sile jej rogu?

Stile był pojętnym uczniem. Szybko zaprzestał prób stosowania siły przeciwko sile. Zamiast tego wykorzystał umiejętności, jakich nabył ćwicząc z pałaszem i sile przeciwstawił podstęp. Wkrótce Neysa nie była w stanie rozbroić go za każdym razem, a on czasami sięgał rapierem do jej długiej, delikatnej szyi. W prawdziwej walce nie miał szans na zwycięstwo, ale pomału zmniejszał jej miażdżącą przewagę.

Czuł jednak coraz większe zmęczenie. Bolało go gardło i oczy. Miał rozpaloną twarz i drżał na całym ciele. W pewnej chwili prawie upadł na jej róg.

— Wroga magia! — wydyszał. — Słabnę…

Stracił przytomność.

Rozdział 9

PROMOCJA

Śnił, a w snach wracały wspomnienia.

Kierownik kursów obronnych spoglądał na niego z góry. — Jesteś pewien, chłopcze, że chcesz trenować szermierkę’? Dla niektórych biała broń bywa za ciężka — dodał lekceważąco.

Oczywiście, miał na myśli ludzi o wzroście Stile’a. Stile poczuł przypływ gniewu, bezsilnej złości, wywołanej tą uwagą. Ogarnęła go determinacja, by dowieść wszystkim, że nie jest taki słaby, za jakiego go uważają, a przede wszystkim dowieść tego samemu sobie.

— Umiejętność posługiwania się białą bronią jest mi potrzebna. Gram — odrzekł spokojnie.

— Ach, gracz.

Mężczyzna przyjrzał mu się uważnie.

— Możliwe, że cię już widziałem. Jak się nazywasz? — Stile.

Przez chwilę łudził się, że Gra przyniosła mu choć trochę rekompensującej wszystko sławy, ale mężczyzna pokręcił głową:

— Nie, to musiał być ktoś inny. Może jakiś dziecięcy gwiazdor’?

No tak, Stile przypominał temu gburowi dziecko. Kierownik kursów nawet nie pomyślał, że takie porównanie dla dorosłego mężczyzny jest przykre. Mimo wszystko jakakolwiek reakcja, jawna lub ukryta nie miała sensu. Dlaczego zresztą nie miałby ignorować takich uwag? Był dobrym graczem, ale przecież nie aż tak dobrym, żeby być osobą powszechnie znaną. Jeszcze nie. Miał sporo niedociągnięć wymagających intensywnej pracy, a szermierka była jednym z nich.

— Możliwe, że niedługo mnie pan zobaczy… z białą bronią.

Kierownik uśmiechnął się pobłażliwie.

— To twoje prawo. Jaka broń cię interesuje?

— Rapier. Sprawdzono listę.

— Wszystkie miejsca są już zajęte. Mogę cię wpisać na listę rezerwową, na przyszły miesiąc.

Stile zawsze podziwiał finezję potrzebną w posługiwaniu się rapierem i czuł, że dobrze by sobie z nim radził. Poczuł się teraz bardzo rozczarowany, ale nie dawał za wygraną.

— Mam czas tylko teraz — oświadczył.

— Wolne miejsca są tylko w klasie pałasza. Wątpię, by ci to odpowiadało — usłyszał w odpowiedzi.

Stile też miał wątpliwości. Ale nie podobał mu się sposób, w jaki kierownik z nim rozmawiał. Nie musiał traktować jego uwag z pokorą.

— Zgadzam się na pałasz — odrzekł.

Każdy niewolnik mógł uczestniczyć w dowolnym kursie, pod warunkiem, że był zatrudniony, a nauka nie kolidowała z obowiązkami. Wybór należał wyłącznie do niego.

— Nie wiem, czy mamy trenera o odpowiednim dla ciebie wzroście — zastrzegł kierownik.

— Czy nie powinniście mieć pełnego asortymentu robotów?

Kierownik sprawdził. Wyraźnie starał się zniechęcić Stile’a do podjęcia — jego zdaniem — zbędnego wysiłku. Gdyby umieścił niewolnika w niewłaściwej grupie i doszłoby do kontuzji, mógłby otrzymać naganę.

— Cóż, mamy jednego, ale… — Biorę — zdecydował Stile.

Ten gbur nie może mu przeszkodzić.

Kierownik wzruszył ramionami, uśmiechając się nadal, ale już nie tak protekcjonalnie.

— Pokój 21.

Zaskoczyło to Stile’a. Tyle właśnie miał lat: dwadzieścia jeden i już od roku był stajennym. Oczywiście przypadek. Podziękował zdawkowo i poszedł do sali.

— Dobry wieczór, pani — odezwała się instruktorka, budząc się do życia. — Proszę pozwolić założyć sobie ochraniacz zapobiegający nieszczęśliwym wypadkom — powiedziała i wyciągnęła w kierunku Stile’a wzmocniony pas.

Był to żeński robot, zaprogramowany do trenowania kobiet. Tak więc rozwiązano problem jego wzrostu? Stile wyobraził sobie, jakiej satysfakcji dostarczyłby kierownikowi, gdyby teraz zrezygnował z kursu. Zacisnął zęby.

— Nie potrzebuję ochraniacza. Jestem mężczyzną. Jakie istotne wydało mu się to stwierdzenie. Gdyby tak inni ludzie nie lekceważyli tego faktu. Nie był przecież ani dzieckiem, ani karłem, lecz mężczyzną.

Robot zawahał się. Miał twarz i figurę młodej dziewczyny, ale nie należał do najnowszych modeli. Nie był zaprogramowany na podobne sytuacje.

— Proszę pani, to jest konieczne… Dyskusja z robotem nie miała sensu. — Dobrze.