Выбрать главу

Lekarz wprawnie zbadał kontuzję.

— Wiesz, że muszę o tym zameldować. — Tak — potwierdził Stile.

Weterynarz był uczciwy i miał jak najlepsze intencje; robił to, co musiał.

— Konie nie płoszą się bez powodu, nawet ten. Co się stało?

— Zagapiłem się — stwierdził Stile.

Nie lubił półprawd, ale kodeks niewolników i przekonanie, że mógł lepiej uważać, nie pozwoliły mu na ujawnienie szczegółów zdarzenia. Jego pozycja na totemie nagle bardzo spadła.

Weterynarz zerknął na niego bystrymi oczami. — To niepodobne do ciebie, Stile.

— Myślałem o dziewczynie.

— Aha, nawet wiem, o której. Ale to cię będzie sporo kosztowało. Przykro mi.

Stile dobrze go rozumiał. Weterynarz gotów był do drobnych usług, ale nie kosztem pracodawcy.

Zjawił się nadzorca. Kiedy coś się działo, zawsze był w pobliżu. Na tym, między innymi, polegały jego obowiązki. Stile często zastanawiał się, skąd nadzorca dowiadywał się o różnych wydarzeniach, zanim go o nich poinformowano.

— Jakie szkody? — zapytał.

— Lekkie naciągnięcie nogi — zameldował weterynarz. — Wróci do zdrowia po kilku dniach. Otarcie skóry na szyi to nic poważnego.

Nadzorca spojrzał na Stile’a.

— Masz szczęście. Trzy punkty karne za niedbalstwo. Jesteś zawieszony na jeden dzień. Na drugi raz będziesz bardziej uważał.

Stile z ulgą przytaknął. — Tylko trzy punkty!

— Czy były jakieś dodatkowe okoliczności? — pytał go nadzorca.

— Nie.

Ujawnienie prawdy oczywiście zmniejszyłoby karę o połowę.

— Jesteś wolny. Masz jeden dzień dla siebie.

Stile wyszedł. Miał wolne, lecz nie był to urlop. Punkty karne odpracuje w ciągu trzech dni, podczas których będzie na samym dole totemu, ale zawieszenie w obowiązkach zostanie wpisane do akt, zmniejszając szanse na awans. W przypadku osób o podobnych kwalifikacjach, ta z wpisem była w gorszej sytuacji i często musiała czekać na okazję do rehabilitacji. Mogło to trwać zarówno jeden dzień, jak i dwa miesiące.

Stile rozpoczął swój wolny dzień od zapisania się na kurs muzyczny. Mimo że wykład był ciekawy, czuł się przygnębiony karą. Postanowił jednak, że po zdobyciu wstępnej wiedzy wybierze dla siebie odpowiedni instrument, na przykład harmonijkę.

Wieczorem odszukała go Tune.

— Już wszyscy w kopule mówią na ten temat — zawiadomiła go z radością. — Chcę, żebyś wiedział, że pochwalam twój postępek.

— Przecież jesteś kłamczuchą — odparł, zadowolony z pochwały.

— Mogłeś ukryć zranienie i uniknąć kary, jak Bourbon, ale pokazałeś. że dla ciebie koń ważniejszy jest od wpisu do akt.

Zamilkła, kładąc mu ręce na ramionach i patrząc prosto w twarz. Miała takie piękne oczy!

— Dla mnie konie są rzeczywiście najważniejsze Zgodził się.

Przyciągnęła go do siebie i pocałowała tak, że wywołany karą ból znikł nagle.

— Jesteś prawdziwym mężczyzną — dodała.

Te słowa sprawiły, że poczuł się niemal bohaterem.

Zabrała go do swojego własnego apartamentu; z luksusu osobnego mieszkania korzystali tylko najważniejsi niewolnicy.

Do rana zdążyła nauczyć go wielu rzeczy i nie wszystkie miały związek z muzyką czy końmi. Stile beznadziejnie się w niej zakochał. I już niczego nie żałował.

Kiedy następnego dnia wrócił do pracy o tej samej godzinie, o jakiej ją opuścił, stwierdził, że wysiedlono go z baraku. Zdumiony patrzył na miejsce, gdzie stała jego prycza.

— To prawda, że zawiniłem, ale…

— Nic nie wiesz? — zapytał go zdumiony współlokator. — Gdzie byłeś przez całą noc’?

Stile wolał nie wyjaśniać; wyśmiano by go. I tak się dowiedzą z poczty pantoflowej. Tune była ulubienicą niewolników nie tylko z powodu stanowiska i umiejętności.

— Zawieszono mnie. Starał się mówić spokojnie.

— Czy z Duszkiem jest gorzej niż myślałem? Pogorszyło się mu’?

— Z nim wszystko w porządku. Przyjaciel wziął go pod ramię.

— Chodź, zaprowadzę cię pod tablicę ogłoszeń. Przestraszony Stile szedł za nim. Elektroniczna tablica, na której pojawiały się informacje na temat dodatkowych obowiązków, kar i inne nowości dnia, miała w rogu zapis: Stile — promocja na jeźdźca.

Stile odwrócił się gwałtownie. — Głupi dowcip!

Nadszedł właśnie nadzorca.

— To nie dowcip, Stile. Będziesz dzielił mieszkanie z Turfem. Zapoznaj się z nim, a potem idź do stajni robotów po instrukcje.

Stile patrzył na niego z niedowierzaniem. — Przecież przewiniłem.

Nadzorca, jak zawsze, oddalił się bez słowa. Nigdy nie dyskutował o karach i awansach.

Turf cierpliwie czekał, by mu pokazać mieszkanie. Był to ładny, dwupokojowy apartament w pobliżu toru wyścigowego, z ciepłą bieżącą wodą, ekranem pokazującym przebieg Gry i bezpośrednim przejściem do głównej kopuły. Lokal zapewniał więcej przestrzeni i prywatności, wyższy status. Była to równie duża zmiana, jak po przejściu z pastwiska do stajni. Sądził jednak, że to jakaś pomyłka, choć nie słyszał, by nadzorca kiedykolwiek się mylił.

— Nie ma co, szybko awansowałeś! — stwierdził Turf. Turf był w porządku; Stile go już znał. Opiekował się jego końmi i zdążył go polubić.

— Jak ci się to udało?

— Nie mam pojęcia. Wczoraj zawieszono mnie w pracy za kontuzję Duszka. Może nasz pracodawca pomylił listę awansów i zwolnień?

Turf roześmiał się.

— Może? Wiesz, kto będzie uczył cię jeździć? — Tune! To ona to zorganizowała!

— Już się zaprzyjaźniliście? Ty to masz szczęście!

Podniecony Stile pobiegł do stajni Roberty. Oczywiście była już tam Tune; uśmiechnięta, szczotkowała gniadą klacz.

— Dawno się nie widzieliśmy — zażartowała.

Była taka piękna! Mógłby spędzić z nią jeszcze tysiąc nocy i nie miałby dosyć.

— Tune, czy to ty załatwiłaś mi awans? — zapytał rozgorączkowany.

— No cóż, chyba nie sądzisz, że dżokejka mogłaby mieć romans ze stajennym? — zażartowała.

— Ale przecież wpadłem w tarapaty! Zawieszono mnie. Tylu było przede mną. Nie mogłaś…

Położyła swoją drobną, delikatną dłoń na jego ręce.

— Nic nie zrobiłam, Stile. Słowo! To był zbieg okoliczności. Nie wiedziałam, że mają cię teraz awansować. Myślałam, że skoro mnie tu wypożyczono, zacznę pracować z tobą za jakiś miesiąc. Oczywiście, uczę też innych, ale przecież nie byłoby sensu dawać ci promocji po moim odjeździe. Dlatego przyspieszyli twój awans. Nie wiedzieli, że mamy romans.

Ale przecież sama mówiła, że jest kłamczuchą. Nadzorca na pewno wiedział, gdzie Stile spędził noc. Czy mógł jej wierzyć’?

— Spytaj mnie jeszcze raz wieczorem — powiedziała cicho. — Nigdy nie okłamuję mężczyzn, których kocham.

— Naprawdę? Nigdy ?

— Powiedzmy, że rzadko. Czy jesteś miłośnikiem operetki? — zmieniła nieoczekiwanie temat.

Spojrzał na nią bezradnie. Jak bardzo chciał jej wierzyć! — Spróbujesz sam? — spytała, wskazując na siodło Roberty.

— Czy też wolisz się mnie trzymać i znowu rozbić sobie głowę’?

— Jedno i drugie — odparł i Tune roześmiała się. Nocą zapytała go, czy bardzo go bolało, kiedy uderzył w nią głową. Stile przyznał, że zawsze gotów jest ponosić tego typu szkody.

Pomogła mu wsiąść na konia — tym razem obeszło się bez kłopotów — i pokazała jak ma nim kierować. Potem zabrała go na tor. Uczył się szybko.