Выбрать главу

— Nadzorco, przedstaw sprawę.

Nadzorca nie wyglądał na uszcześliwionego, lecz się nie wahał.

— Panie, chciałbym użyć wideoekranu. — Pozwalam.

Obywatel uczynił jakiś gest małym palcem i cały sufit rozjarzył się blaskiem. Był to ogromny odbiornik wideo, wyposażony w elementy zapobiegające osadzaniu się na nim pary.

— Chwilowo reaguj na polecenia niewolnika — polecił Obywatel.

Nadzorca szybko wymienił całą serię koordynat czasowych i przestrzennych. Na ekranie pojawił się obraz. Stile i inni wykręcali szyje, by lepiej zobaczyć. Ujrzeli stajnię i wyglądającego z niej Duszka. Zegar pokazywał czas i godzinę: wczoraj rano.

— Proszę do przodu — polecił nadzorca i ekran ożył, ukazując podchodzącego do boksu Stile’a.

Stile patrzył zafascynowany. Nie zdawał sobie sprawy, że zdarzenie zostało sfilmowane. Kontrast pomiędzy jego drobną sylwetką a okazałą postacią konia wydawał się ogromny, a jednak to on był pewny siebie, a koń nerwowy. „Chodź, Duszku” — powiedział Stile, zachęcając konia. Lecz Duszek nie chciał współpracować.

Film bez litości pokazywał, jak Stile uspokaja ogromnego ogiera, szamocze się i walczy, zmuszając go, by podszedł do mechanizmu treningowego.

— Proszę zauważyć, panie — powiedział nadzorca. Ten człowiek miał do czynienia z niezwykle trudnym zwierzęciem, lecz nie dał wyprowadzić się z równowagi. Użył tylko tyle siły, ile było konieczne, by poskromić konia. Często zdarzało mi się prowadzić Duszka, ale wiem, że tego dnia nie zdołałbym zmusić go do treningu.

— Dlaczego nie przysłałeś mu kogoś do pomocy’? zapytał Obywatel. — Sam miałbym w tej sytuacji kłopoty. Nie była to próżna przechwałka. Obywatel był doskonałym koniarzem.

— Ponieważ wiedziałem, panie, że Stile sobie poradzi. Obecność innych tylko zdenerwowałaby konia. Dlatego też właśnie Stile’owi poleciłem wczoraj to zajęcie; Duszek wymaga kompetentnego treningu i dyscypliny. Poprzedniego dnia zrzucił jeźdźca.

— Kontynuuj.

Polecenie nadzorcy spowodowało, że na ekranie ukazał się boks Peppera. Kiedy Bourbon wszedł do stajni, koń zachowywał się spokojnie, lecz rozpoznawszy stajennego, stulił uszy. Bourbon wyprowadził go energicznie z boksu, niepotrzebnie uderzając, choć koń był posłuszny.

— Ten człowiek, panie, traktuje brutalnie łagodnego konia. To dla niego typowe. Nie jest to wada, gdyż niektóre konie wymagają mało subtelnego traktowania, lecz gdyby to on trenował Duszka…

— Oczywiste — Obywatel skinął głową.

Był dobrze zorientowany w końskich narowach. — Dalej — rozkazał.

Na ekranie Bourbon podszedł z tyłu do Stile’a, obok którego spokojnie kłusował Duszek. Zwierzę wyglądało cudownie. Cichy jęk podziwu wyrwał się z ust służącej. One też były miłośniczkami koni!

Bourbon dobrze wybrał chwilę. „Na bok, kurduplu!” wykrzyknął Stile’owi za plecami. Nie ulegało wątpliwości, że zrobił to specjalnie. Duszek spłoszył się. Potem nastąpiła reszta tego wydarzenia.

Wystarczy — polecił Obywatel i ekran zgasł. — Jak na to zareagowałeś?

— Panie, Stile zameldował o kontuzji konia. Dałem mu punkty karne i zawiesiłem w pracy na jeden dzień. Nie protestował. Uznałem, że jego umiejętności i dyskrecja są najlepszymi kwalifikacjami na nowe stanowisko pracy, więc dałem mu awans. Wiem, że ma romans z trenerką, ale to nie wpłynęło na moją decyzję.

— A ten drugi? — spytał ponuro Obywatel.

— Bourbon nie zameldował o kontuzji swego konia. Uznałem, że ważniejsze jest utrzymanie w tajemnicy moich obserwacji, niż wywlekanie tego na światło dzienne. Pominąłem go przy awansie, ale nie zawiesiłem w obowiązkach, gdyż kontuzja konia była niewielka.

— Żadna kontuzja mojego konia nie jest niewielka! krzyczał Obywatel.

Na szyi wystąpiły mu żyły, a mydlana piana, na którą nie zwracał uwagi, ciekła mu po policzku. Gdyby nie był Obywatelem, wyglądałby śmiesznie.

— Udzielam ci nagany za niedopatrzenie.

— Tak, panie — odparł skruszony nadzorca.

Obywatel zwrócił się do Stile’a.

— Twój awans pozostaje w mocy, był zasłużony.

— Spojrzał teraz na Bourbona oczami zimnymi jak lufa pistoletu.

— Zwalniam cię.

Kiedy niewolnik tracił pracę z przyczyn merytorycznych, to był na Protonie skończony. Żaden Obywatel nie wynajmował go i po dziesięciu dniach tracił prawo pobytu. Bourbon przegrał, a Stile niespodziewanie nauczył się czegoś o życiu.

Był to najpiękniejszy okres w jego życiu, wypełniony nauką fechtunku, jazdy konnej, muzyką i miłością…

Ich romans trwał już trzy miesiące, gdy Tune powiedziała: — Muszę ci coś wyjaśnić. Kończy mi się prawo pobytu. — Ty nie…’? — wykrztusił zdumiony.

— Zaczęłam pracę, mając dziesięć lat. Chyba nie sądzisz, że dżokejem zostaje się w ciągu jednego dnia? Moje prawo pobytu wygasa za pół roku. Przykro mi, że to przed tobą ukrywałam, ale ostrzegałam, że nie zawsze mówię prawdę.

— Pojadę z tobą — wykrzyknął z młodzieńczą energią. Ścisnęła jego dłoń.

— Nie bądź głupi. Lubię cię, ale to nie miłość. Poza Protonem ty będziesz miał dwadzieścia jeden lat, a ja dwadzieścia osiem i żadnych odmładzających pigułek. Zasługujesz na coś więcej, kochanie.

Wiedział, że ją kocha, ale czuł, że Tune ma rację. Nie mógł lekkomyślnie zrezygnować z siedemnastu lat na Protonie dla kobiety, która była starsza od niego i go nie kochała.

— Gra! — krzyknął. — Musisz zakwalifikować się do Turnieju i wygrać prawo pobytu…

— Właśnie chcę ci o tym powiedzieć, Stile. Jutro zaczyna się Turniej i biorę w nim udział. Zdobyłam Szczebel Piąty mojej drabiny wiekowej i to prawie cudem. Prawo pobytu kończy się z chwilą, gdy przegram, więc to nasza ostatnia noc.

— Nie bądź marzycielem. Ty masz szansę, kiedy przyjdzie twój czas; jesteś zdolny jak piękne, dzikie zwierzę. To dlatego zapragnęłam cię w chwili, gdy tylko cię zobaczyłam. Lubię piękne zwierzęta! Kusiło mnie, żeby wcale nie brać udziału w Turnieju i spędzić te ostatnie sześć miesięcy z tobą…

— Musisz spróbować!

— Zrobię to, choć stawką jest pół roku z tobą.

Stile przejęty był konsekwencją jej decyzji, chociaż takiego wyboru musiał dokonać każdy niewolnik w ostatnim roku służby i pewnego dnia on sam stanie przed takim dylematem.

— Wiem, że będziesz lepszym dżokejem ode mnie, będziesz wygrywał wyścigi i staniesz się sławny. Pragnęłam wziąć cząstkę twojego życia i zrobiłam to, choć musiałam cię okłamać. Nie jestem z tego dumna.

— Podarowałaś mi to, co w życiu najlepsze! Spojrzała na swoje piersi.

— No, może parę rzeczy. Mam nadzieję. Ale to miłe, że tak mówisz. Twoje życie dopiero się zaczyna. Jeśli ci w czymś pomogłam, to jestem szczęśliwa. Nie będę się czuła taka winna. — Nie mów o winie!

— Dlaczego? Poczucie winy dodaje życiu smaku — odrzekła z nutą smutku w głosie.

Kochali się pospiesznie, choć z gwałtowną pasją. Stile nie chciał zmęczyć jej przed Turniejem. Czuł się winny, że pozwala jej odejść. Rzeczywiście miała rację — to uczucie dodawało specyficznego smaku całemu zdarzeniu.

Następnego dnia Tune wystartowała w Turnieju i już w pierwszym pojedynku wylosowała taniec. Przegrała.

Stile wytrwale studiował muzykę, kultywując w ten sposób pamięć o swojej miłości. Stopniowo zamiłowanie do muzyki stało się jego pasją. Wiedział, że nigdy nie zostanie mistrzem, ale był zupełnie dobrym muzykiem. Lubił różne instrumenty, ale najbardziej harmonijkę.