Выбрать главу

Możesz przecież wygrać!

Trzy lata później skończyła się kadencja nadzorcy.

— Stile, jesteś wystarczająco dobry, by zająć moje miejsce — powiedział w chwili otwartości. — Jesteś jeszcze młody, ale zdolny i uczciwy, masz prawdziwy talent do koni, lecz jest jedna rzecz,…

— Mój wzrost — odparł natychmiast Stile. — Dla mnie nie jest ważny. Ale są inni…

— Rozumiem, nigdy nie zdobędę odpowiedniego autorytetu.

— Jest jednak dla ciebie interesująca alternatywa. Możesz awansować na dżokeja, a talent zaniesie cię na wyżyny dostępnej niewolnikowi sławy. Myślę, że to najlepsze życie, jakie można mieć na Protonie, nie będąc Obywatelem.

— Tak, ja… — wzruszenie odebrało mu mowę.

Mam dla ciebie ostatnią robotę, naprawdę trudną. To, jak sobie z nią poradzisz, zadecyduje o twojej przyszłości. Zarekomenduję cię do awansu na dżokeja, ale to Obywatel będzie decydował. Nie zawiedź mnie.

— Nie zawiodę. Chciałbym tylko powiedzieć…

Ale nadzorca uniósł już rękę na pożegnanie. Stile powiedział więc tylko:

— Dziękuję.

Uścisnęli sobie dłonie i nadzorca cicho odszedł. Zadanie polegało na przyprowadzeniu Duszka z odległej kopuły na farmę. Duszek wraz z wiekiem stał się jeszcze bardziej płochliwy i nie można go było po prostu przewieźć. Dźwięki i wibracje, nawet stłumione, denerwowały go. Obywatel nie pozwolił, by podano mu środek uspokajający; koń był zbyt cenny. Duszek wygrał sporo biegów i Obywatel chciał z niego zrobić ogiera rozpłodowego. Tak więc musiał wrócić pieszo. Mogło to być trudne, gdyż nie było korytarzy odpowiednich dla koni, a na zewnętrz, bez odpowiednich urządzeń powierzchnia planety była niedostępna.

Stile starannie wszystko zaplanował. Starannie przestudiował mapy regionu. Potem zamówił kombinezon ochronny, wyposażony w samodzielny system dostarczający powietrze, jednośladowy pojazd grawitacyjny, radio i zegarek z komputerem. Nie miał zamiaru zabłądzić, albo przepaść na niegościnnej powierzchni Protona.

Powierzchnia była, jak się okazało, nadspodziewanie urozmaicona. Na północy i południu rozciągały się góry, przy czym północne białe były od śniegu, będącego całym wolnym zapasem wody, jaki posiadała planeta. Zobaczył też kręte koryto dawno wyschniętej rzeki i teren pokryty głębokimi szczelinami, jak po trzęsieniu ziemi. Prowadził ostrożnie swój pojazd, balansując ciałem przy zakrętach. Zlokalizował najbardziej niebezpieczne dla konia pułapki, wybierając trasę, która je wymijała. Duszek i tak będzie zdenerwowany koniecznością noszenia maski tlenowej i osłony na oczach i uszach; każdy dodatkowy stres mógł przekreślić powodzenie całego przedsięwzięcia. Nikt, oprócz Stile’a, nie mógłby przeprowadzić konia bezpiecznie.

Stile nie spieszył się. Starannie przygotowywał mapę trasy. Była to prawdziwa łamigłówka. Musiał znaleźć najkrótszą drogę, omijającą wszystkie niebezpieczeństwa. Nauczył się myśleć jak koń, gdyż Duszek potrafił spłoszyć się nawet na widok kupki piasku, a równocześnie spokojnie pokłusować w głąb ciemnego kanionu.

Dopiero, kiedy upewnił się, że znalazł najlepszą drogę, zameldował się w kopule, w której przebywał Duszek. Był pewien, że nie będzie żadnych kłopotów. I to nie tylko dlatego, żeby przyspieszyć swój awans. Po prostu lubił Duszka. Koń, w pewnym sensie, był odpowiedzialny za ostatni awans Stile’a.

Kiedy dotarł do kopuły, znalazł czekający na niego telegram z innej planety; pierwszy odkąd wyjechali rodzice. Zawierał kilka słów: STILE — WYSZŁAM ZA MĄŻ NAZWAŁAM SYNA STILE — POWODZENIA — TUNE.

Był szczęśliwy, że się jej udało, choć ból straty powrócił ze zdwojoną siłą. Trzy miesiące razem, trzy lata osobno. Nie mógł powiedzieć, że z tego powodu jego świat mu się całkowicie zawalił, ale nie znalazł już dziewczyny, którą polubiłby jak Tune. Stracił nawet nadzieję, czy kiedykolwiek znajdzie. Podświadomie zaczął mruczeć melodię; często to robił w czasie pierwszych miesięcy rozłąki. Przekształciło się to w nawyk, którego nie próbował zwalczać. Muzyka w jego życiu zawsze związana będzie ze wspomnieniem tych trzech cudownych miesięcy.

A więc nadała dziecku jego imię! Oczywiście nie on był ojcem; przypadkowe poczęcia nie miały na Protonie miejsca. Tune chciała mu jednak pokazać, jak wiele znaczył dla niej ten krótki związek. Twierdziła, że go okłamała, ale dała mu przeżycie, którego na nic by nie wymienił. Jeśli coś trwa krótko, to nie znaczy, że nie jest ważne. O nie!

— Dziękuję ci, Tune — powiedział cicho.

Rozdział 10

MAGIA

Stile obudził się nagle, w przekonaniu, że dokonał ważnego odkrycia.

— Geografia! — krzyknął triumfalnie. — Ten świat to Proton !

Neysa, znowu w postaci dziewczyny, pielęgnowała go. Uświadomił sobie także, że jest zbudowana podobnie do Tune. Nic dziwnego, że zaakceptował ją tak łatwo jako kochankę. Nie była prawdziwą kobietą i nie mogła się nią stać, lecz warto było cenić ją dla niej samej.

Spojrzała pytająco.

Jej wygląd i osobowość były oczywiście odmienne niż u Tune; ani jasnego odcienia włosów, ani beztroskiej inteligencji. Neysa była ciemnowłosa, cicha i nigdy nie kłamała.

— Przypomniało mi się coś — wyjaśnił. — Uczyłaś mnie posługiwać się rapierem, kiedy ja…

Zamilkł, próbując to zrozumieć.

— Co ze mną było’? — zapytał wreszcie. Odezwała się niechętnie:

— Chorowałeś.

— Chorowałem? Ależ na Protonie nie ma chorób… Znowu umilkł zaskoczony.

No tak — rozmyślał — to inny świat, tyle że z taką samą geografią. Te purpurowe góry na południu… Tak mógłby wyglądać Proton, gdyby miał prawdziwą atmosferę. To alternatywny świat, taki Proton, na którym działa magia. Może to ona powoduje, że jest tu atmosfera i grawitacja? Skoro tak, to w naturalnym środowisku planety, przy normalnej ekologii są i muchy, i brud, i choroby. A ja nie mam naturalnej odporności, tylko zwykłe szczepienia, które nie mogły przygotować mnie na cały zakres grożących mi niebezpieczeństw — uświadamiał sobie coraz jaśniej Stile. Te wszystkie mikroorganizmy w jedzeniu i w wodzie, naturalne dla tubylców, a całkowicie obce dla mojego organizmu. Pyłki w powietrzu, alergeny, bakterie, wirusy. Przez kilka dni zarazki po prostu namnażały się we mnie, aż wreszcie pokonały mnie. Osiągnęły poziom gwałtownej infekcji.

— Dzięki za wyjaśnienie, Neyso. — Uśmiechnęła się z wdzięcznością.

— Powiedz, jak ci się udało mnie wyleczyć? Powinienem był umrzeć, albo przynajmniej znacznie dłużej chorować. Byłem chory tylko kilka godzin, prawda’? I już dobrze się czuję. nawet nie jestem zmęczony.

Znowu musiała się odezwać. — Clip przyniósł amulet. — Wyciągnęła rękę i dotknęła figurki wiszącej na założonym mu naszyjniku.

Stile uniósł figurkę w dłoni.

— To uzdrawiający amulet? Sprytne! Czy rozchoruję się znowu, jeśli go zdejmę?

Pokręciła przecząco głową.

— Chcesz powiedzieć, że te przedmioty emitują magię jednorazowo, a potem są już bezużyteczne’? Niektóre jednak powinny działać w sposób ciągły, tak jak ten symulator ubrania, który podarowano mi na samym początku…

Szybko ściągnął łańcuszek z szyi.

— Tamten próbował mnie zabić. Jeśli ten zrobiony został przez tę samą istotę…

Wzruszyła ramionami.

— Czy masz coś przeciw temu, żebym się go teraz pozbył’? — spytał Stile. — Moglibyśmy go zakopać i oznaczyć miejsce, aby go odnaleźć, gdyby był potrzebny. Ale wolałbym nie nosić go z sobą. Jeżeli uruchomię jakieś dodatkowe zaklęcie… Widzisz, Neyso, zanim cię spotkałem, zostałem zaatakowany przez amulet w tej samej chwili, kiedy wypowiedziałem zaklęcie. Tym razem ty to zrobiłaś, więc może dlatego zadziałał prawidłowo. Obawiam się, że wszystkie amulety zagrażają mi w jakiś sposób. Dlatego właśnie potrzebowałem rumaka…, żeby uciec przed anonimowym wrogiem.