Выбрать главу

Styl mowy. Nagle Stile przypomniał sobie: jednorożec Clip, brat Neysy, używał podobnego archaicznego języka. Najwyraźniej ten styl jest tu obowiązujący. Będzie musiał się dostosować, jeśli nie chce rzucać się w oczy swoją odmiennością.

— Ja… spróbuję poprawić swą mowę. Raz jeszcze przepraszam za to, że nie rozpoznałem waści.

— Przeprosiny nie są konieczne. Tereny te otwarte są dla wszystkich bez wyjątku, nawet takich jak ja.

Stile wspomniał Sheen, dziewczynę — robota, twierdzącą, że nie ma żadnych praw z powodu swego mechanicznego pochodzenia. Zaniepokoiło go to.

— Jeśli wygnanie czyni cię niegodnym przeprosin, to jestem bardziej niegodny, niż waść. Uciekam przed całym światem — powiedział szczerze.

— Och, a więc jest tak jak myślałem. Przybywasz waść z Protona. Jesteś waść Obywatelem czy niewolnikiem?

— Niewolnikiem — odparł Stile.

Zaskoczony był wiedzą nieznajomego o Protonie, ale wiedział, że wcześniej inni mieszkańcy planety też przekraczali magiczną zasłonę.

— Panie Wilkołaku, jeśli znajdziesz w sobie cierpliwość, chciałbym z waścią chwilę porozmawiać.

— Z przyjemnością, skoro waść znasz już mój ród i nie przeszkadza ci to. Jestem Kurrelgyre, wilkołak — przedstawił się uprzejmie.

— Jestem Stile, człowiek.

Stile wyciągnął rękę, którą obcy przyjął, po chwili charakterystycznej dla kogoś, kto przypomina sobie obyczaje obcej kultury.

— W mojej drugiej postaci obwąchujemy ogony — powiedział Kurrelgyre przepraszająco.

— Tak wielu jeszcze rzeczy nie wiem o tym świecie powiedział Stile. — Gdybyś znał… waść mój świat, mógłbyś… pojąć mój problem. Nie wiem, jak tu się dostałem i jak mogę powrócić, a odpowiedź Wyroczni wydaje mi się nieprzydatna.

— Taka już jest natura Wyroczni — zgodził się Kurrelgyre. — Jestem równie skonfundowany. Zapytałem Wyrocznię, jak mógłbym odzyskać pozycję w społeczeństwie, nie podpadając pod klątwę, a Wyrocznia nakazała mi kultywowanie błękitu. Czy cokolwiek to dla waści znaczy?

Stile potrząsnął głową.

— Nic. Ja zapytałem się o drogę, jaką powinienem obrać i odpowiedziano mi: „poznaj samego siebie”. Nie wątpię, że rada ta dobra jest w każdej sytuacji, ale trochę brak w niej konkretów. To nawet nie jest propozycja działania; to tylko rada.

— Zdumiewające niedopatrzenie — zgodził się Kurrelgyre. — Przejdźmy się razem po ogrodzie. Może rozmowa przyniesie nam rozwiązanie?

— Z przyjemnością. Pozwól tylko, że zawiadomię moją towarzyszkę. Przyprowadziła mnie tu…

— Oczywiście.

— Zawrócili w stronę pałacu, kierując się ku komnacie Wyroczni, gdzie Stile pozostawił Neysę.

Była tam jeszcze; stała przed mówiącą tubą, najwyraźniej nie mogąc zdecydować się, co powiedzieć. Na jej widok Kurrelgyre warknął, zmieniając błyskawicznie postać. Neysa gwałtownie obróciła się, a jej róg skierowany był prosto w wilka.

— Zatrzymajcie się — krzyknął Stile, czując, że zanosi się na walkę.

— Nie ma…

Wilk skoczył, Neysa rzuciła się do przodu. Stile runął pomiędzy nich.

Wszyscy troje na moment zastygli. Koniuszek rogu Neysy dotykał piersi Stile’a. zęby wilka musnęły jego ramię tuż koło barku. Na ręce i piersi Stile’a. tam gdzie przecięły ją szpikulce zębów i rogu, pojawiły się strużki krwi.

— A teraz może byście oboje przybrali ludzką postać i przeprosili Wyrocznię za ten incydent? — powiedział Stile. Przez chwilę nic się nie działo. Potem oba stworzenia zamigotały i przemieniły się. Stile znalazł się pomiędzy śliczną dziewczyną a przystojnym młodzieńcem. Wciąż jeszcze był bez koszuli, ze strużkami krwi na ciele; zapomniał ubrać się po tym, jak chlapał się w basenie fontanny.

— Wnioskuję, że jednorożce i wilkołaki są odwiecznymi wrogami — powiedział. — Przepraszam, nie wiedziałem. Ale to nie jest właściwe miejsce na tego rodzaju, hm, towarzyskie utarczki. Pogódźcie się czym prędzej.

Oczy Neysy strzeliły prawdziwym ogniem, a Kurrelgyre nachmurzył się. Oboje zerknęli jednak na tubę Wyroczni, potem na krwawe ślady na ciele Stile’a i wreszcie spojrzeli na siebie. Znowu nastąpiła chwila ogólnego milczenia.

Stile przyjrzał się im. Ubranie wilkołaka pojawiło się wraz z jego ludzką postacią; gustowna, wykończona futrem kurtka i obcisłe spodnie nieco zdobiły człowieka o szorstkiej powierzchowności. Neysa ubrana była w lekką, czarną suknię podkreślającą zuchwałe piękno jej figury; widać było, że nosi ubranie wtedy, kiedy się jej to podoba, choć nocą nie zawracała sobie tym głowy. Wyglądała na dziewczynę mogącą zawrócić w głowie każdemu mężczyźnie; Kurrelgyre również wydawał się zachwycony.

— To miejsce rozejmu — powiedział w końcu wilkołak. — Żałuję, moje dobre maniery padły ofiarą instynktu.

— Ja również — zgodziła się cicho Neysa.

— Wstrętem napawa mnie fakt, że przelałem krew niewinnego.

— Mnie także.

— Przyjmij w zamian moją krew — Kurrelgyre wyciągnął rękę. Neysa zrobiła to samo.

— Ani myślę! — powiedział Stile. — Jeśli wy… waść… oboje…

Wilkołak uśmiechnął się przelotnie.

— Pierwsze twe słowo było prawidłowe, przyjacielu. Liczba mnoga.

— Jeśli oboje czujecie. że jesteście mi coś winni, wynagrodźcie mi to, przepraszając się nawzajem. Odrazę budzi we mnie to, że stałem się przyczyną niezgody pomiędzy prawymi istotami.

— Kara za przelaną krew nie zawsze bywa dokuczliwa — wymruczał Kurrelgyre.

Skłonił się dworsko przed Neysą.

— Jesteś waćpanna zdumiewającym przykładem końskiej urody.

Neysa odpowiedziała głębokim ukłonem obnażającym jej pierś i nogę bardziej, niż to było konieczne. Co za sztuczki można wyczyniać z ubraniem! Nic dziwnego, że Obywatele Protona zarezerwowali odzież wyłącznie dla siebie.

— Wielkie dzięki, wilku.

Następnie Neysa ostrożnie wyciągnęła rękę. Zamiast ją uściskać, Kurrelgyre lekko ją uniósł, zbliżając ku swojej twarzy. Przez chwilę Stile lękał się, że wilkołak ma zamiar ją ukąsić, lecz ten ucałował palce Neysy.

Stile z ulgą postąpił krok naprzód i ujął oboje pod ramię. — Przejdźmy się teraz razem, kiedy już jesteśmy przyjaciółmi. Wiele mamy ze sobą wspólnego, gdyż wszyscy jesteśmy w pewien sposób banitami. Neysę wykluczono ze stada z powodu jej barwy…

— A cóż niewłaściwego jest w jej kolorze? — spytał zdumiony wilkołak.

— Nic — odparł Stile.

Wypatrzył swoją koszulę leżącą obok fontanny i skierowali się w tamtą stronę.

— Niektóre jednorożce mają spaczony gust — dodał. Kurrelgyre zerknął z ukosa na dziewczynę.

— Oczywiście, że tak. Podejrzewam, że Pierwszy Ogier Stada o jeden raz za dużo uderzył rogiem o skałę. Jestem tego pewien. Zrozumiałe, że nie jestem amatorem jednorożców, lecz kryteria piękna są uniwersalne. Neysa jest niezwykle zgrabna. Gdyby była wilkołaczycą…

— Jestem wygnańcem, gdyż odmówiłem… odmówiłem wykonania polecenia mego pracodawcy — ciągnął Stile lub inaczej mówiąc, nie chciałem honorować bezprawnej umowy zaproponowanej mi przez Obywatela.

Drobne draśnięcia obmył wodą z fontanny i narzucił koszulę.

— A jakiż jest, jeśli wolno mi spytać, twój problem, panie wilkołaku? — zapytał z zaciekawieniem.

— Wśród mego plemienia, gdy zwierzyna przerzedza się, a liczebność stada rośnie ponad pojemność środowiska, najstarsi są eliminowani. Mój rodzic jest jednym z najstarszych, niegdyś był przywódcą watahy, więc miałem zabić go i objąć po nim przywództwo. Rzeczywiście, nie było w mym stadzie wilka, którego nie mógłbym pokonać w uczciwej walce. Kochałem jednak mego ojca, najlepszego z wilków, i nie mogłem tego uczynić. Dlatego też, ku memu wstydowi, utraciłem swe miejsce w stadzie.