W ogrodzie pojawiła się zgrabna kobieta. Zwróciła ku niemu twarz…
— Sheen! Rad jestem, że mogę cię znów ujrzeć! — wykrzyknął. — Do licha, nie ten język — powiedział cicho do siebie.
Zmarszczyła brwi.
— Idziemy, Stile. Nie powinieneś był wędrować poza kopułę. Mogłeś przecież zniszczyć kostium. Dostaniesz za swoje, jeśli zdarzy ci się to jeszcze raz.
— Zwróciła się do nadzorcy:
— Dziękuję, Stile miał zanieść kostium do prywatnej kopuły naszego pracodawcy i najwidoczniej zabłądził. Czasami zachowuje się jak głupek.
— Opowiadał mi, że jest bezrobotny — powiedział nadzorca.
Sheen uśmiechnęła się.
— Był kiedyś dżokejem. Musiał spaść o jeden raz za dużo.
Popukała się znacząco palcem w czoło.
— To się zdarza. Przepraszamy za całe to zamieszanie. — Urozmaiciło to nam nocną zmianę — stwierdził nadzorca, podziwiając jej figurę.
Widać zamieszanie nie było takie straszne, jeśli pojawiało się w takiej postaci.
Sheen stanowczo ujęła Stile’a pod łokieć i poprowadziła za sobą.
— Tym razem trafisz tam, gdzie powinieneś — powiedziała z fałszywym uśmiechem.
Ścisnął ją za rękę. Najwyraźniej wzięła sobie do serca jego wcześniejsze rady i zrobiła się tak ludzka, że aż nie do zniesienia. Mimo to, wyciągnęła go z kłopotów.
Kiedy znaleźli się w kapsule mknącej tunelem w kierunku większej kopuły, Sheen wyjaśniła mu wszystko.
— Wierzyłam, że jakoś uda ci się wrócić. Jestem przecież zaprogramowana na intuicję. Więc poprosiłam przyjaciół, by zrobili robota, całkowicie do ciebie podobnego; znaleźliśmy ci też nowego pracodawcę. Jak tylko w sieci komputerowej pojawiło się zapytanie o ciebie…
— Rozumiem.
Jej przyjaciele to oczywiście obdarzone wolną wolą maszyny, które potrafiły podłączać się do systemu informacyjnego, a nawet niektóre z nich stanowiły część tego systemu. Jakże były dla niego użyteczne!
Z kopuły ogólnej polecieli rakietą transportową do miejsca, gdzie mieszkał Stile. W ciągu kilku minut przebyli drogę, jaka zajęłaby jednorożcowi wiele dni. To przypomniało mu jeszcze o jednym: co miał powiedzieć Sheen o Neysie?
Weszli do mieszkania. Sheen utrzymywała je w idealnym porządku. A może robił to noszący jego imię robot? Wyglądało na to, że Sheen usunęła go, kiedy tylko dowiedziała się o powrocie Stile’a. Była naprawdę niezwykle skuteczna w działaniu.
Ciekawe, jak to mieszkanie wyglądało, gdy przebywały tu jednocześnie dwa roboty’? Czy jadły razem, spały, kochały się’? Stile poczuł nagle, że robi się zazdrosny i aż się roześmiał. Na pewno zastępujący go robot nie posiadał wolnej woli; to musiała być maszyna zaprogramowana przez Sheen.
— Musimy porozmawiać — powiedziała — ale najpierw musisz zjeść coś i odpocząć. Świat za zasłoną nie potraktował cię przyjaźnie. Jesteś podrapany i wychudzony, wyglądasz jak szczapa.
Stile poczuł powracające pragnienie. Prawie rzucił się na kubek z napojem odżywczym i pochłonął go jednym łykiem. — Tak, picie, jedzenie i sen; w takiej właśnie kolejności — stwierdził.
— A potem rozmowa — dodał.
Spojrzała na niego zalotnie.
— I nic więcej?
Ach, ten seks! Opanował się jednak.
— Najpierw porozmawiamy, a potem rozważymy, co dalej. Możesz nie być ze mnie zadowolona.
— Ty też możesz być niezadowolony z tego, co zrobiłam — oznajmiła.
Podniósł jedną brew.
— Z moim sobowtórem? Roześmiała się.
— Stile, to niemożliwe! On jest robotem!
— Dobrze, że nie ma między nami nikogo takiego zgodził się Stile.
— Wiesz, co miałam na myśli. To nie jest to samo. — Mówisz z doświadczenia?
— Nie. On nie był zaprogramowany na miłość.
— Też mi to przyszło do głowy. W innym wypadku nie ucieszyłabyś się tak z mojego powrotu.
Kiedy zjadł już i wyszedł spod prysznica, położyli się obok siebie. W czym to stworzenie — zapytywał sam siebie Stile — miałoby być gorsze od Tune? Sheen była piękna dla oczu i miła w dotyku, a oprócz tego wykazywała zdumiewającą inicjatywę. Wyglądało na to, że nikt nie zorientował się w jego tygodniowej nieobecności, a każda próba zabicia robota musiała oczywiście spalić na panewce.
— Czy twoi przyjaciele zapewnili nam tu pełne odosobnienie? — zainteresował się, pamiętając, że mieszkanie o mało co nie stało się jego więzieniem.
Gdyby nie to urządzenie zmontowane przez przyjaciół Sheen, symulujące jego obecność w domu…
— Jesteśmy tu zupełnie bezpieczni — powiedziała. Objęła go i na chwilę przytuliła, ale nie posuwała się dalej. — Czy mam mówić?
Co mogłoby powstrzymać logicznego robota, lub nielogiczną kobietę?
— Oczywiście — zachęcił ją.
— Twój nowy pracodawca nie zajmuje się końmi. Interesuje go tylko Gra. Co roku sponsoruje jednego z głównych zawodników biorących udział w Turnieju, ale jeszcze nigdy nie trafił na zwycięzcę. W tym roku…
— O nie! Oczekujecie, że będę brał w tym udział…? — Tak, w tym roku — potwierdziła — i robot nie może cię zastąpić, nawet gdyby to było legalne; nie posiada wystarczających umiejętności. Kupiłam ci bezpieczeństwo, ale za cenę twojego prawa pobytu.
— Zdajesz sobie sprawę, że to najprawdopodobniej zakończy również twoją misję? Kiedy stanę do Turnieju, nie będę już potrzebował twojej ochrony.
— Gdyby był jakiś inny sposób… — westchnęła Sheen. — Stile, nie zostałeś zwolniony bez powodu. Nie znalazłeś się wprawdzie na czarnej liście, bo twoja odmowa dalszego udziału w wyścigach była zrozumiała, lecz niewielu Obywateli interesowało się tobą. Moi przyjaciele musieli przeprowadzić prawdziwe śledztwo, by znaleźć…
— Tego jednego Obywatela, który gotów był mnie zatrudnić — dokończył za nią Stile. — Nie mam o to pretensji. Zrobiłaś wszystko, co było możliwe i zrobiłaś to świetnie.
— Ale twoje prawo pobytu…
— Mam teraz jeszcze inną możliwość — zakończył. Nie spieszył się z opowieścią o Phase i nic nie wspomniał o swej decyzji pozostania tam na zawsze.
— Twój anonimowy wróg nie zniknął. To nie ten Obywatel, który chciał cię przerobić na cyborga; on wycofał się po tygodniu. Mam na myśli tego, który zniszczył ci laserem kolana i prawdopodobnie przysłał mnie tutaj. Było kilka zamachów na twojego sobowtóra. Moi przyjaciele zaciskają sieć, próbując go odnaleźć, ale jest to wróg niezwykle przebiegły i nieuchwytny. Nie będę mogła zawsze chronić cię przed nim. Więc…
— Szatańsko logiczne — zgodził się. — Gra jest lepsza od śmierci, a skrócony pobyt od żadnego. Ale sądziłem, że zostawią mnie w spokoju, jeśli stanie się oczywiste, że już nigdy nie będę się ścigał.
— Wydaje się, że było to błędne przypuszczenie. Ten ktoś pragnie twojej śmierci. Chce jednak zgładzić cię podstępnie, a więc spowodować zgon na przykład na skutek lekarskiej pomyłki, pozornie przypadkowego nieszczęścia…
— Więc równie dobrze mogłem zoperować sobie kolana — zauważył. — Gdybym tylko mógł zaufać chirurgowi.
Wrócił myślami do Gry. Nikomu nie wolno sprofanować Turnieju. Żaden z uczestników nie może być w jakikolwiek sposób prześladowany, nawet przez Obywatela. Dzięki temu Gra odbywa się uczciwie. Tak więc Turniej zapewni mi bezpieczeństwo — doszedł do wniosku — przynajmniej na czas jego trwania. ale nie jestem przygotowany; planowałem wystartować za dwa lata.
— Zrobiłam, co mogłam i być może będzie to powodem twego przedwczesnego wygnania. Jeśli chcesz mnie ukarać… — Tak, chyba chcę — powiedział. — Opowiem ci za to, co porabiałem. Za zasłoną znajduje się świat magii. Spotkałem tam i oswoiłem klaczkę jednorożca; zamieniła się w śliczną małą kobietkę i…