— I według ciebie powinnam być zazdrosna o tę magiczną istotę z bajki?
— Żadna bajka. Mówię ci przecież, że to była samica, nie samiec. Robiłem z nią to, co każdy mężczyzna…
— Już jestem zazdrosna! — odrzekła z powagą. Położyła się na nim i pocałowała go namiętnie. — Czy umiała tak?
— Oczywiście, ma bardzo ponętne usta. — Tak? A potrafiłaby coś takiego?
Teraz Sheen zrobiła coś znacznie bardziej intymnego. Stile poczuł, że mimo zmęczenia zaczyna mu brakować tchu.
— Tak, jej piersi nie są co prawda tak duże jak twoje, lecz…
— Dobrze, a co powiesz o tym?
Demonstracja zajęła trochę czasu. W końcu przyjemnie zmęczony Stile położył się.
— To również — wymruczał.
— Teraz to już naprawdę mnie ukarałeś — zawiadomiła go, ale nie wyglądała na zmartwioną.
— A potem poszliśmy do Wyroczni i dowiedziałem się, że powinienem poznać samego siebie — ciągnął Stile rozumiejąc, że jestem Adeptem, który został zabity albo w inny sposób zlikwidowany, udałem się na poszukiwania i zostałem uwięziony w zamku Czarnego Adepta. Uratował mnie wilkołak, który wysłał mnie tu z powrotem przez zasłonę i tak się tu znalazłem.
Ziewnął. — Czy teraz mogę już iść spać?
— Zdajesz sobie sprawę, że nikt w to nie uwierzy? — Tak.
— I postanowiłeś tam wrócić?
— Tak. W każdym razie nie mogę długo pozostać na Protonie. To daje mi jakąś alternatywę.
— Chyba, że wygrasz Turniej. Wtedy możesz zostać na zawsze.
— Dziewczyno, łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Za dwa lata byłbym u szczytu formy; dzisiaj moje szanse pozostawiają wiele do życzenia.
— Zostając Obywatelem, mógłbyś ustalić tożsamość swojego wroga.
— To jest to — zgodził się bez wahania.
— A teraz powiedz mi, co takiego miałaś zamiar robić, gdy już skończymy rozmawiać? — zapytał z uśmiechem.
Uderzyła go poduszką z kanapy.
— Już to zrobiliśmy! Nie zauważyłeś ? — A co?
Przyciągnęła go do siebie, pocałowała i zarzuciła mu nogę na uda. Tulili się do siebie tak mocno, że jej głowa znalazła się tuż obok jego; czuł zapach jej włosów.
— Wspaniale być tu z powrotem — powiedział poważnym tonem. — Zrobiłaś świetną robotę, Sheen. Ale świat na Phase… to takie piękne miejsce, nawet bez magii. Kiedy tam byłem, czułem się spełniony. Tak, jakby obudziły się we mnie wszystkie moje potencjalne możliwości. Muszę tam wrócić. Czy rozumiesz?
— Może ja też czułabym to, co ty, gdybym przeszła przez zasłonę i zobaczyła, że żyję?
Sheen zamknęła oczy i coś sobie wyobrażała.
— Tak. Musisz wrócić. Ale będziesz nas odwiedzał? — Często. Są tu rzeczy, których nie chciałbym utracić. — I jedną z nich jestem ja?
— Jesteś najważniejszą z nich.
— Nie mam prawa prosić o nic więcej.
Znowu poczuł się winny. Sheen kocha go, a on nie moce odwzajemnić jej uczuć. Nie miało żadnego znaczenia, że specjalista mógł uczynić drobną zmianę w jej oprogramowaniu i w jednej chwili radykalnie zmienić jej nastawienie do niego, podobnie przecież nowoczesna chirurgia umożliwiała przeszczepienie mózgu człowieka do innego ciała. Teraz jednak tak jej uczucia, jak i jego stosunek do niej istniały naprawdę.
Nie był zwolennikiem radykalnych zmian. Jeżeli opuści Protona — opuści Sheen, tak samo, jak Tune porzuciła jego. Lecz Sheen sama skróciła jego pobyt na Protonie. Miała rację: nie mogła prosić go o nic więcej.
Nie minęła jeszcze nawet połowa nocy, choć wydawało się już bardzo późno. Przytulił się do dziewczyny jak do ciepłego, miękkiego koca i zasnął.
Rano Stile zaczął czynić starania o prawo uczestniczenia w Turnieju. Poszedł do Sali Gier, odnalazł drabinę oznaczoną symbolem 35M i nacisnął przycisk przy szczeblu o jeden wyższym niż jego. Wyzywał do Gry zawodnika z Dziewiątego Szczebla.
Po chwili gracz odpowiedział na jego wyzwanie. Był to oczywiście trzydziestopięcioletni mężczyzna. Dla potrzeb Gry wiek określano ściśle według zasad chronologii. Następowały ciągłe przemieszczenia między drabinami, gdyż w dniu urodzin przenoszono ludzi z jednej drabiny na drugą. Nikt nie dostawał za darmo miejsca w pierwszej dwudziestce. Nawet posiadacz Pierwszego Szczebla musiał zaczynać od dwudziestego pierwszego następnej grupy wiekowej. Tylko w czasie trwania corocznego Turnieju nie dokonywano żadnych zmian; przez ten okres zawodnicy zachowywali te same miejsca na drabinie, nawet jeżeli mieli urodziny.
Oprócz płci i wieku zdobywca Dziewiątego Szczebla w niczym nie przypominał Stile’a. Był wysoki, chudy i przypominał przygarbionego uczonego. Wygląd odpowiadał prawdzie; mężczyzna nazywał się Tome i pracował jako badacz u mającego naukowe inklinacje Obywatela. Tome był przede wszystkim intelektualistą; niezmiennie wskazywał kolumnę UMYSŁOWE, gdy miał wybierać spośród numerów Tabeli, i MASZYNY, gdy wybierał spośród liter.
Tome potrafił zwyciężyć większość konkurentów w grach umysłowych i uzyskać remis w konkurencjach z wykorzystaniem maszyn — zwłaszcza komputerowych — więc zdobył wystarczająco wiele zwycięstw, by utrzymać swoją pozycję. Ponieważ jego możliwości były ograniczone, nie był potencjalnym uczestnikiem Turnieju. Nazywano go człowiekiem od 2C, co definiowało jego talenty (na Tabeli: drugi pionowy, trzeci poziomy). Jeżeli ktoś był w tym słaby, miał małą szansę wyprzedzenia Toma.
Stile był ogólnie dobry w konkurencjach 2C. Potrafił poradzić sobie z Tomem, a on o tym wiedział. Stile po prostu nie chciał za wcześnie zdobyć Dziewiątego Szczebla.
Weszli do budki i rozegrali Tabelę. Stile wylosował stronę z numerami — dobry znak! Uważał ją za ważniejszą. Oczywiście nie wybierze kolumny UMYSŁOWE; nie chodziło mu przecież tylko o zabawę, było to poważne wyzwanie, które miał zamiar wygrać z jak najmniejszym ryzykiem. Nie miał też zamiaru zgodzić się na rozstrzygnięcie pojedynku przez ślepy traf, zawarte w opcji LOS. Tome zawsze miał szczęście w grach mechanicznych, więc ryzyko było zbyt wielkie. Musiał wybrać kolumnę FIZYCZNE, w której czuł się pewnie.
Tome oczywiście wybrał MASZYNY. Natychmiast pojawiła się następna tabela:
Ruch
Akcja
Obserwacja
Ląd
Woda
Powietrze
Było to więc dziewięć rodzajów sportów z udziałem maszyn, od wyścigów rowerowych w 1 A do określania pozycji gwiazd w 3C. Stile tym razem wybierał, niestety, spośród liter; nie mógł więc wskazać kolumny oznaczającej WYŚCIGI, a wiedział, że Tome nigdy tego nie zrobi. Tome zdecyduje się pewnie na OBSERWACJĘ, chyba że obawiać się będzie, iż Stile wybierze WODĘ. Znaleźliby się wtedy w kwadracie 3B, co oznaczało odnajdywanie przy pomocy echosondy zatopionych statków. Tome nie był w tym specjalnie dobry, ale nieźle sobie radził w pojedynkach na hydranty, więc mógł zdecydować się na AKCJĘ. W tej sytuacji Stile uznał, że najlepiej będzie wskazać POWIETRZE.
Wygrał. Wyszło 2C: pojedynek z użyciem pistoletów, laserów i tym podobnej rażącej na odległość broni. W tej konkurencji Stile był lepszy i obaj o tym wiedzieli.
— REMIS? Na tablicy zapaliło się pytanie Tome’a. Prawo pozwalało na złożenie tej propozycji na każdym kolejnym stopniu dokonywanej selekcji. Stanowiło to element wojny psychologicznej, a w tym wypadku oznaczało przyznanie się do słabości.