Выбрать главу

Stile nacisnął przycisk: NIE PRZYJMUJĘ i potem: PODDAJ SIĘ

Tome zawahał się. Mijały sekundy. Jeżeli nie zaprzeczy w ciągu piętnastu sekund, będzie to oznaczało poddanie się. W tym stadium Gry poddanie się mogło być tylko żądaniem, nigdy ofertą. Był to jeszcze jeden przepis zapobiegający temu, by nieodpowiedzialni gracze zajmowali Tabelę, nie mając zamiaru występować w Grze. Wreszcie zaświecił się sygnał: NIE PRZYJMUJĘ.

Teraz na ekranie pojawił się spis możliwych wariantów. Tome, jako wyzwany, mógł pierwszy dokonać wyboru. Umieścił antyczne pistolety w centralnym kwadracie tabeli złożonej z dziewięciu pól, jaka pojawiła się na ekranie. Stile umieścił w rogu laserową rusznicę. Nie była to oczywiście prawdziwa broń; w miejscu trafienia pozostawiała tylko punkcik zmywalnej czerwonej farby. Na Protonie pojedynki przy użyciu prawdziwej amunicji zdarzały się sporadycznie i nigdy w związku z Turniejem.

Jak się okazało, obaj czuli słabość do antycznej broni i kiedy zakończyli rozgrywanie tabeli, widniało na niej 2B, co oznaczało pojedynek na pistolety.

Przeszli teraz na strzelnicę, a Sheen udała się na galerię dla widzów. Każdy oficjalny pojedynek rejestrowała kamera holograficzna. Ułatwiało to rozstrzyganie ewentualnych sporów czy pretensji dotyczących wyniku. Niektórzy lubili przeglądać zapisy gier kolejnych zwycięzców Turnieju, począwszy od ich pierwszego ruchu w górę drabiny i wyszukiwać te elementy, które czyniły zwycięstwo nieuniknionym. Oprócz wymienionych walorów używania kamery oznaczało to także, że żaden zasiadający na widowni wróg nie mógłby bezkarnie strzelić z lasera w kolana lub inną część ciała Stile’a; strzał zostałby sfilmowany, a zamachowiec natychmiast schwytany. To nie były wyścigi konne!

Musieli kilka minut poczekać, bo strzelnica była zajęta. Pojedynki ostatnio były modne i istniała nawet grupa zapaleńców, którzy walczyli codziennie. Gdyby Stile grał przeciwko jednemu z nich, unikałby tej opcji za wszelką cenę. Na tym polegała właśnie cała strategia Gry; kluczem do zwycięstwa było rozgrywanie Tabeli. Ktoś, kto sobie dobrze z tym radził, mógł wygrywać pojedynki, będąc specjalistą w niewielkiej tylko ilości dyscyplin. Na przykład Tome miał opanowane tylko siedem spośród szesnastu podstawowych konkurencji i proporcjonalną liczbę umiejętności uzupełniających. Przeciwnik mógł wymusić wybór tylko w obrębie jednej z tych siedmiu. Jeśli jego preferencje pokrywały się ze specjalnościami Tome’a, to mógł być praktycznie pewien trafienia na jedną z nich, ku niezadowoleniu Tome’a. Dla poważnych graczy najlepszą strategią było jednak osiąganie dobrych wyników w każdej dyscyplinie. Zapewniało to swobodny wybór opcji i pomagało unikać pułapek. Z tego właśnie powodu Stile należał do najlepszych graczy.

— Chcesz startować w najbliższym Turnieju? — zdziwił się Tome. — Masz przecież jeszcze czas. Kiedy pięciu najlepszych graczy wystąpi w tym roku, zostaniemy obaj włączeni do eliminacji na następny rok. Sądziłem, że raczej będziesz starał się teraz obniżyć swoją lokatę. O co tu chodzi? Stile uśmiechnął się.

— Widzisz tę dziewczynę na trybunie? Tę śliczniutką? To ona mnie w to wrobiła.

— Och, fanka! — powiedział lekceważąco Tome i zerknął ukradkiem na Sheen i natychmiast zmienił zdanie. — Dla takiej ślicznotki sam ruszyłbym do boju! Czy jest dobra w konkurencjach umysłowych?

— Ograniczona jak robot — odparł Stile.

— Próbujesz zdobyć Szósty Szczebel, by po Turnieju zostać na Pierwszym? To ryzykowne. Wystarczy, że ktoś niespodziewanie zachoruje przed eliminacjami i nawet nie zauważysz, jak wepchną cię do Turnieju.

Tome najwyraźniej nie miał żadnych złudzeń co do wyniku zbliżającego się pojedynku i wcale się tym nie przejmował; nie miał zamiaru choćby otrzeć się o Turniej.

— Walczę o Piąty Szczebel — poinformował go Stile. — Wolałbym, żeby obeszło się bez rozgłosu.

Tome zaskoczony odwrócił głowę. — W tym roku?

— Nie było to moim zamiarem, ale miałem trochę kłopotów z zatrudnieniem.

— Tak, słyszałem. Uszkodzone kolana, prawda? Zdziwiony byłem, że nie poszedłeś od razu na operację.

— Przestraszono mnie. Tome roześmiał się.

— Ciebie przestraszono?! Ale muszę przyznać, że wyglądasz nie najlepiej. Musiała to być niełatwa decyzja.

— Tak było — potwierdził Stile, nie udzielając dalszych wyjaśnień.

— Cóż, życzę ci powodzenia — powiedział szczerze Tome.

Strzelnica zwolniła się. Na stole przy wejściu leżała para zabytkowych pistoletów z wyszukanymi perłowymi rękojeściami i lufami połyskującymi czarną stalą. Specjalista potrafiłby dokładnie określić ich rocznik i producenta, lecz Stile’a interesowała wyłącznie ich celność i ciężar. Były to wprawdzie tylko kopie, z których nie strzelało się prawdziwymi nabojami, ale poza tym niczym nie różniły się od oryginalnej brani.

Stile musiał wygrać ten pojedynek; nie mógłby ponownie rzucić wyzwania, zanim nie nastąpiłoby przetasowanie szczebli, a w tak krótkim czasie, jaki pozostał do Turnieju, było to mało prawdopodobne. Gracze albo mocno trzymali się zdobytych pozycji, pragnąc przejść przez eliminacje, albo starali się do nich nie wejść. Tak późna decyzja Stile’a, żeby zakwalifikować się do Turnieju, była czymś niezwykłym i na pewno będzie tematem plotek i domysłów. W tej sytuacji udałoby się uniknąć rozgrywek z kimś, dla kogo start w Turnieju był ostatnią szansą przedłużenia prawa pobytu.

Chętnych do wzięcia udziału w Turnieju było zawsze więcej niż wolnych miejsc, szczególnie w tej grupie wiekowej, do której należał Stile, gdzie wielu dorosłych zbliżało się do końca swego pobytu. Oczywiście prawo pobytu wygasało niewolnikom we wszystkich grupach, gdyż do pracy na Protonie najmowano ludzi w dowolnym wieku, lecz starsi nie mieli już takiej motywacji i wytrwałości, zaś młodszym brakowało doświadczenia i rozsądku. Perfekcyjne umiejętności prezentowały grupy trzydziestolatków, zarówno męskie jak i kobiece.

Pistolety były oczywiście sprawne i identyczne. Przeciwnicy wzięli broń, podeszli do centrum strzelnicy, stanęli do siebie plecami i zaczęli iść w rytmie wyznaczanym przez chronometr. Dziesięć kroków, obrót i strzał po dziesiątym uderzeniu gongu. Ten, kto odwrócił się za wcześnie lub strzelił za szybko, był zdyskwalifikowany.

Niektórzy, mimo że świetnie strzelali w czasie treningów, nie sprawdzali się w czasie prawdziwych pojedynków. Jednym brakowało czasu na przybranie odpowiedniej postawy i wycelowanie, inni z kolei tracili głowę na widok strzelającego do nich przeciwnika. Zawody tego typu wymagały mocnych nerwów. Obaj je mieli.

Po ostatnim uderzeniu gongu Stile skoczył, obrócił się w powietrzu i stanął twarzą w twarz z rywalem. Ten zrobił tylko zwrot w miejscu, powstrzymując się od strzału do chwili, kiedy, jak sądził, uda mu się przewidzieć ruchy konkurenta. Wiedział doskonale, że Stile rzadko strzelał pierwszy; ale za to starał się być dla współzawodnika trudnym celem, zachęcając go równocześnie do zmarnowania jedynej kuli. Tome był na to za sprytny.

Stile wylądował na ziemi, wywinął kozła, skoczył i znowu znalazł się w powietrzu. Gdyby Tome spodziewał się tylko zwykłego skoku, na pewno by strzelił, ale w tej sytuacji ostrożnie czekał na właściwy moment, wodząc lufą pistoletu za ruchliwym przeciwnikiem. Ten nie czekał, aż jego stopy dotkną ziemi, tylko pociągnął za spust. Pośrodku piersi Tome’a pojawiła się czerwona plama, oznaczająca strzał prosto w serce.

Tome rozłożył ręce. Za długo zwlekał. Oficjalnie był martwy. Podczas gdy Tome zmywał czerwoną plamę, Stile zarejestrował zwycięstwo w komputerze kierującym Grą. Uścisnęli sobie dłonie i wrócili do Sali Gier. Ich imiona zmieniły już pozycję na drabinie. Stile nacisnął guzik przy Ósmym Szczeblu; rzucał nowe wyzwanie. Chciał przesunąć się w klasyfikacji jak najwyżej, zanim konkurenci nie zaczną się niepokoić i rozpuszczać plotki o jego nie najlepszej kondycji.