Выбрать главу

Jeśli dobrze by pomyśleli, mogliby zmusić Stile’a do startowania w bardziej wyczerpujących dyscyplinach, w których byłby teraz słabszy.

Pojawił się przeciwnik. Był nim krępy, atletycznie zbudowany mężczyzna o imieniu Beef.

— Tome, wyzywasz mnie? — pytał zdumiony.

— Nie ja — odparł Tome, wskazując na drabinę. Beef przyjrzał się jej.

— Stile, co to za wyzwanie?

— Próba sił — odrzekł Stile. Beef wzruszył ramionami.

— Nie mogę odmówić.

Poszli do budki rozegrać tabelę. Decyzje Beefa były nie do przewidzenia. Często grał tylko po to, by się zabawić. Wybór Stile’a padł na B. NARZĘDZIA i miał nadzieję, że Beef nie zdecyduje się na 3. LOS.

Niestety, Beefa bardziej interesowała motywacja Stile’a niż rezultat Gry i wobec tego wynikiem losowania było 3B. Należało teraz wybrać jedno z licznych urządzeń służących hazardowi. Ta konkurencja nie wymagała od zawodników wielkich umiejętności. Stile byłby w stanie pokonać Beefa w większości gier, w których ważna była zręczność, ale w grach losowych mieli jednakowe szanse.

Starał się je zwiększyć, wykorzystując każdą możliwość, jaka się nawinęła podczas rozgrywania dodatkowych tabeli. Na ekranie pojawiło się hasło KARTY. Należały technicznie do gier losowych, lecz wśród nich było wiele takich, jak na przykład brydż czy poker, przy których duże znaczenie miały także umiejętności. Stile powinien zapełnić końcową tabelę takim właśnie typem gry.

Jednakże Beef czujnie obserwował tabelę, a jego preferencje dotyczyły gier całkowicie zależnych od przypadku. Chciał zdenerwować Stile’a i udawało mu się to. Nie był zainteresowany wygraną, ale tak rozgrywał tabelę, by Stile nie mógł ustawić wybranej przez siebie gry na kolejnych polach kolumny. Jeżeli gracz zajął trzy pola pod rząd, to rząd ten należał już do niego, co oznaczało strategiczną przewagę. Szansa wyboru gry wymagającej pewnych umiejętności była pięćdziesięcioprocentowa, ale Stile zauważył, że przegrywa. Coś musiał na to poradzić.

Znał pewien wymagający umiejętności strategicznych wariant karcianej gry losowej, o którym Beef prawdopodobnie nie słyszał. Stile włączył ją do rozgrywki, rozegrał na jej korzyść i uzyskał to, co chciał: wojnę strategiczną.

Zwykła wersja gry nazywanej wojną polegała na przypadkowym podziale talii kart na dwie części, które gracze odsłaniali kolejno po jednej. Wyższa karta biła niższą i obydwie wędrowały na kupkę zwycięzcy. Po zakończeniu pierwszego rozdania tasowano oddzielnie obie kupki zdobytych kart i całą operację powtarzano dopóty, dopóki jeden z graczy nie zdobył całej talii. Gra była czysto losowa i mogła trwać godzinami. Natomiast strategiczny wariant wojny zezwalał graczowi na trzymanie kart w ręku i decydowanie, którą z nich wyłoży. Obaj wykładali po jednej i wyższa wygrywała. Gra nie była już czysto losowa; można było pamiętać kolejność kart swoich i przeciwnika i odpowiednio je rozgrywać. Było to pole do psychologicznego nacisku prowadzącego konkurenta do marnowania wyższych kart na bicie blotek lub użycia karty zbyt niskiej i przegrania pojedynku. Rozgrywki były przeważnie znacznie krótsze niż w losowym wariancie wojny, a wygrywał zawsze lepszy strateg. Tak więc Stile zyskał możliwość wykorzystania swych umiejętności przy odgadywaniu zamiarów przeciwnika i wykładaniu kart nie wyższych, niż było to konieczne.

Zagrali i wkrótce Stile był górą. Bił królowe królami, jednocześnie oddając dwójki asom. Stopniowo jego zapas kart rósł, dając mu coraz większe pole manewru, podczas gdy jego oponent miał coraz mniej możliwości. Szczęście? Szczęście leżało w rozgrywaniu tabeli.

Po pewnym czasie Stile mógł już wyłożyć kolejno siedem asów i króli, zabierając ostatnie siedem kart Beefa. Wygrał i Szczebel Ósmy należał już do niego.

Beef ponuro pokręcił głową.

— Zapamiętam ten wariant — powiedział.

Nie zależało mu na wygranej, ale nie podobało mu się, że został tak zręcznie przechytrzony.

Wrócili do Sali Gier. Dwie wygrane Stile’a zdążyły już przyciągnąć uwagę. Pod drabiną oznaczoną symbolem 35M zebrał się tłumek kibiców.

— Hej, Stile — zawołała młoda dziewczyna — wstępujesz tego roku w szranki?

Powinien był przewidzieć, że niemożliwe będzie zachowanie tajemnicy. Zbyt dobrze znano go w tych kołach, a to, co teraz robił, zbyt rzucało się w oczy.

— Tak — odparł krótko.

Ponownie podszedł do drabiny i nacisnął przycisk widniejący przy Szczeblu Siódmym.

Posiadacz tego Szczebla był już obecny. Nazywał się Snack i był mężczyzną średniego wzrostu, specjalizującym się w grach planszowych i sportach nie wymagających większego wysiłku fizycznego. Był groźniejszy od obu poprzednich przeciwników Stile’a.

— Jutro odpowiem na twoje wyzwanie — zawiadomił Snack i odszedł.

Właśnie tego obawiał się Stile. Posiadacz dowolnego szczebla musiał odpowiedzieć na wyzwanie gracza znajdującego się o stopień niżej, ale rozgrywkę mógł odwlec o jeden dzień. Stile musiał zdobywać szczebel po szczeblu; nie wolno było rzucać wyzwania poza kolejnością. Nie było więc innego wyboru, jak tylko czekać, a to kolidowało z jego zamiarem powrotu na Phase.

Sheen ujęła go pod ramię.

— Będziesz miał tu jutro pełną widownię — zauważyła. — Kiedy gracz twojego kalibru wstępuje w szranki Turnieju i podejmuje walkę o prawo stałego pobytu tuż przed ostatecznym terminem zgłoszeń, to jest już coś, o czym się mówi.

— Chciałem szybko zakwalifikować się, by odwiedzić Phase jeszcze przed Turniejem — powiedział Stile. Neysa czeka i się zamartwia.

Spojrzał na Sheen. Zorientował się, że niepotrzebnie to powiedział. Zanim otworzył usta, mógł najpierw zastanowić się, co mówi.

— Chyba to nie najlepszy pomysł — powiedział zmieszany. Patrzyła prosto przed siebie.

— Dlaczego? Jestem przecież tylko maszyną.

— Chciałem tylko powiedzieć, że obiecałem jej, że wrócę i spotkam się z nią w pałacu Wyroczni. Przecież to jej pytanie do Wyroczni uwolniło mnie; jedyne, jakie jej przysługiwało i poświęciła je, by mi pomóc. Muszę tam iść.

— Oczywiście.

— Zobowiązałem się! — zawołał zdenerwowany. Ustąpiła.

— Ona odesłała cię do mnie. Odwzajemnię się. Czy obiecujesz wrócić i spotkać się ze mną jeszcze raz?

— I zakwalifikować się do Turnieju. — uzupełnił. Tak, ty też poświęciłaś się dla mnie.

— A więc wyślemy cię z powrotem jeszcze dzisiaj. — Jutro muszę walczyć o Siódmy Szczebel!

— Wobec tego będziesz musiał się pospieszyć. Wciągnęła go do odosobnionego pokoju.

— Wyślę cię do niej, jak tylko zaspokoisz moje pragnienie — powiedziała rozpogodzona i dokładnie go wycałowała. Sheen coraz bardziej przypominała żywą kobietę. Do tego podniecała go i nie był jej niechętny. Tak łatwo byłoby zapomnieć o jej prawdziwej naturze… Nie, to była jeszcze jedna fantazja i w dodatku niezdrowa.

Jak jednak miał ciągnąć to dalej? Zakochany robot w jednym z równoległych światów i jednorożec w drugim? Nawet gdyby wziął udział w Turnieju i wygrał, choć szanse były niewielkie, a potem odnalazł swoje miejsce na Phase i zajął je — prawdopodobnie jest to marzenie z gatunku niemożliwych do spełnienia — to jak miał załagodzić narastający konflikt między tymi dwiema istotami rodzaju żeńskiego?