Выбрать главу

Sheen zawiozła go do kopuły, która — według jego geograficznych ustaleń — położona była najbliżej pałacu Wyroczni. Zaczęli poszukiwać zasłony. Musieli być ostrożni ze względu na tajemniczego zabójcę, którego zmiana trybu życia Stile’a najwyraźniej chwilowo zmyliła. Niełatwo było wyśledzić na Protonie szybko przemieszczającego się niewolnika!

Zasłonę odnaleźli w pobliżu kopuły. Wyszli na zewnątrz w rozrzedzoną i zanieczyszczoną atmosferę i Stile włożył ubranie z Phase, które przyniosła Sheen. Dzięki komputerowej pamięci nigdy nie zapominała o takich szczegółach. Nie odważyłby się włożyć ubrania, znajdując się w zasięgu wzroku któregoś z protońskich niewolników, lecz poza kopułą nie miał się czego obawiać.

Stali na jałowej ziemi Protona. Na północnym zachodzie sterczała zmarszczka górskiego łańcucha, równie ponura jak równina. Tylko błyszcząca kopuła rozświetlała smutny krajobraz. Na niebie nie było nawet chmur, tylko złowieszcze smugi cuchnącego smogu.

— Gdybyś mógł znaleźć sposób, dzięki któremu robot mógłby przekroczyć zasłonę… — powiedziała tęsknie Sheen. — Wydaje mi się, że tamten świat lepszy jest od naszego.

— Moje ubranie przechodzi — zauważył Stile — a skoro nie możesz mieć na Phase żywego odpowiednika, powinno to być możliwe…

— Nie. Próbowałam już, kiedy cię nie było. Nie mogę przejść.

— Próbowała już. Jakie to dla niej przykre! Ale co mógł na to poradzić’?

— W tym samym miejscu, jutro — wysapał, zaczynając odczuwać duszność. Sheen skinęła głową. Skażone powietrze nie przeszkadzało jej, oddychała tylko dla pozoru.

— Zrozum, Phase jest przepięknym światem, lecz również niebezpiecznym. Mogę nie…

— Uda ci się — powiedziała stanowczo i jeszcze raz mocno go ucałowała.

— Acha, dobrze. — Stile uczynił coś, co, miał nadzieję, było wystarczającym wysiłkiem woli i przekroczył zasłonę.

Rozdział 14

ŻÓŁĆ

Na Phase było właśnie popołudnie i powietrze cudownie pachniało. Niebo miało kolor głębokiego błękitu przetykanego gdzieniegdzie puszystymi obłokami. Na północnym zachodzie malowniczo rozciągało się pasmo gór. Stile zatrzymał się, by spojrzeć na śliczne żółciutkie kwiatki, które miał pod stopami i nasycić się wiosenną świeżością krajobrazu.

Jak doszło do tego, że Phase ma tak przyjazne środowisko naturalne, podczas gdy na Protonie jest tak ponuro? Nie był już pewien, czy jedynym powodem są zanieczyszczenia przemysłowe i wypompowywanie tlenu. A co z wilgotnością powietrza? Atmosfera Protonu prawie nie zawierała cząsteczek pary wodnej, zaś tutaj nie odczuwało się żadnych braków. Tę zagadkę warto byłoby kiedyś rozwiązać.

Na razie jednak miał ważniejsze sprawy na głowie. Zanotował w pamięci położenie zasłony, postanawiając, że któregoś dnia zbada całą jej długość i znajdzie najdogodniejsze miejsca do przechodzenia, ale to też była sprawa na później.

Geografia obu światów była taka sama. Wystarczyło tylko usunąć te miłe dla oka chmurki, zieloną trawę bujnie pokrywającą ziemię, kępy drzew i już miało się Protona. Przypominało to dwa bliźniacze rysunki, z których jeden został pokolorowany i przedstawiał świat dopiero co stworzony ręką Boga: naturalny, urokliwy i dziewiczy, po prostu rajski ogród.

Pałac Wyroczni Stile miał w zasięgu wzroku. Puścił się ku niemu biegiem, ale zanim zdążył pokonać połowę drogi, podbiegła ku niemu Neysa. Zbliżając się do niego, trzymała głowę wysoko, aby nie zaczepić go rogiem. Stile zarzucił jej ręce na szyję i tulił ją, kryjąc twarz w błyszczącej grzywie, czując końskie ciepło, jędrność i siłę. Nie musiał słowami dziękować jęk za poświęcenie; wiedział, że i tak rozumie.

Poczuł płynące łzy radości. Nic nie mówiąc, wskoczył na jej grzbiet i pogalopował na oklep do pałacu, gdzie czekał na nich Kurrelgyre w ludzkiej postaci.

Choć Stile od urodzenia mieszkał na Protonie, a tylko tydzień na Phase, zdążył poczuć, że tu jest jego miejsce. Rozłąka trwała niespełna dobę, ale wydawała się nie mieć końca. Może dlatego, że czuł się tu bardziej sobą?

Kurrelgyre uroczyście uścisnął mu dłoń.

— Czuję ulgę, wiedząc, że powiodła się waści ucieczka — powiedział i zaraz dodał:

— Uspokajałem klaczkę, lecz obawiałem się, że mogłeś się waść znaleźć poza kopułą.

— Tak było, ale na tyle blisko, że udało mi się do niej dostać, zanim się udusiłem.

Stile odetchnął głęboko z wyraźną przyjemnością.

— Powinienem był przejść razem z waścią, by się upewnić, lecz Neysa czekała na zewnątrz, a ja nie pomyślałem… — Rozumiem. Sam o tym nie pomyślałem. Mogłem przecież przejść jakieś ćwierć mili wzdłuż zasłony i przedostać się przez nią poza zasięgiem Czarnego Zamku. Dopiero teraz przyszło mi to do głowy.

Kurrelgyre uśmiechnął się:

— Uczymy się, żyjąc — stwierdził filozoficznie. Żadne więzienie w pobliżu zasłony już nas nie powstrzyma. Zerknął na Stile’a.

— Wyglądasz, waść, mizernie; spróbuj tej woni.

Podał mu gałązkę z kilkoma listkami i suchym, matowożółtym kwiatkiem.

Stile powąchał i od razu poczuł przypływ energii. Krew zaczęła żywiej krążyć w jego żyłach.

— Co to za roślina?

— Tojad, zwany zgubą wilków.

— Zguba wilków? Coś, co rzuca klątwę na wilki? Jak więc możesz to trzymać…

— Przecież nie jestem teraz w wilczej postaci. Inaczej nigdy bym tego nie wąchał.

— Stile nie widział w tym większego sensu, ale czuł się tak dobrze, że nie chciało mu się dyskutować na ten temat.

— I jeszcze coś — powiedział. — Czyż nie mówiliście mi, że większość ludzi egzystuje równolegle w obu światach Na Protonie jest około pięciu tysięcy Obywateli, dziesięć razy więcej sług i niezliczone tłumy robotów, androidów, cyborgów i zwierząt. A tu, na Phase, nie widziałem ani wielu ludzi, ani zwierząt.

— Żyje tu co najmniej tyle osób, ile na Protonie — wy jaśnił Kurrelgyre — a oprócz tego jeszcze społeczności wilkołaków, jednorożców, wampirów, demonów i najrozmaitszych potworów. Zwróć jednak waść uwagę na dwie rzeczy: po pierwsze, nie jesteśmy ograniczeni kopułami i cała planeta należy do nas, wiele milionów kwadratowych mil. A więc…

— Mil ? — spytał Stile, któremu nie udało się szybko przeliczyć tego na inne jednostki.

— Używamy takiego systemu miar. Jedna mila kwadratowa to w przybliżeniu dwa i pół kilometry kwadratowe, więc…

— Tak, wiem. Właśnie mi przyszło coś do głowy… odrzekł, jakby dokonał ważnego odkrycia. — Czy ten archaiczny system może mieć wpływ na magię Kiedyś próbowałem ułożyć zaklęcie, używając systemu metrycznego i nie bardzo mi się udało. Było to oczywiście wtedy, zanim złożyłem przysięgę.

— To bardzo możliwe. Każde zaklęcie musi być odpowiednio sformułowane i można je użyć tylko raz. Z tego powodu nawet Adepci rzadko stosują magię. Gromadzą zaklęcia, podobnie jak Obywatele gromadzą bogactwo na Protonie. Czy mogę już powrócić do mej uprzedniej myśli? zapytał uprzejmie.

— Och, tak, oczywiście — powiedział zakłopotany Stile, a Neysa parsknęła śmiechem. Stile ścisnął ją dyskretnie nogami. Ciągle zapominał, że rozumiała każde jego słowo.

— Tak więc, niewielu ludzi przypada na zdatne do użytku ziemie, a wiele rozległych regionów pozostaje jeszcze nie zamieszkanych. Niech cię więc, waść, nie dziwi, że nikogo nie spotykasz. Drugim powodem jest to, że wielu z tutejszych ludzi ma inną postać niż na Protonie. Są wampirami, elfami, karłami… — urwał nagle.