Выбрать главу

Rozejrzał się dookoła. Z tej wysokości widział więcej. Żółta mgła zakrywała wszystko, co znajdowało się poza palisadą. Robiło to wrażenie, jakby reszta świata przestała istnieć. Na pewno tak podobało się Adeptce. Miała swój mały, otoczony mgłą świat, którego żaden człowiek nie odważył się odwiedzać. Czy nie czuła się samotna? Prawdopodobnie nie bardziej, niż osoba o jej wyglądzie czułaby się samotna w najbardziej nawet wesołym towarzystwie. Któż chciałby się z nią zadawać? Stile, który przez całe życie cierpiał z powodu dyskryminacji związanej z jego wyglądem, nie był w stanie potępiać wiedźmy za to, że wybrała odosobnienie. Nie mógł jednak pozwolić, by krzywdziła jego przyjaciół czy też znęcała się nad niewinnymi zwierzętami.

Jego oko zarejestrowało nagle lekkie migotanie mgły na zewnątrz ogrodzonego placu. Ledwie widoczna zasłona… Zasłona! Czy to możliwe? Wyglądało na to, że wiła się ona tam i z powrotem po Phase jak monstrualny wąż. Czy nie mógłby wykorzystać jej do ucieczki, tak jak poprzednim razem?

Nie, musiał pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, zasłona choć tak bliska, znajdowała się za ogrodzeniem, a więc poza zasięgiem jego możliwości. A po drugie, Neysa nie mogła albo nie chciała z niej skorzystać. W tej sytuacji zasłona nie miała większego znaczenia. Lepiej poczekać i sprawdzić, co postanowi córka wiedźmy. Prawdopodobnie była to dziewczyna, którą jej zwariowana matka wpychała każdemu nadarzającemu się mężczyźnie.

Dziewczyna pojawiła się w drzwiach domu. Wyglądała oszałamiająco. Złociste włosy sięgały jej do pasa, miała drobne dłonie i stopy, złocistobrązową cerę oraz figurę, która doprowadziłaby każdego artystę do zachwytu. Ogromne oczy powodowały, że przypominała lalkę. I to jaką!

Młode wiedźmy, jak widać, oprócz magii dysponowały również innymi czarami.

— Drogi Corey, natychmiast postaw go na ziemi! rozkazała dziewczyna, zobaczywszy Stile’a. Jej głos, mimo pewnej gwałtowności, był melodyjny. Wszystko, co w jej matce było brzydkie, w niej wydawało się urocze.

Drogi Corey postawił Stile’a na ziemi, ale na wszelki wypadek nie odchodził. Stile poprawił ubranie i rozprostował ramiona; wiszenie przez tak długi czas w powietrzu nie należało do przyjemności.

— Widzimy się chyba po raz pierwszy — powiedział uprzejmie.

Zaśmiała się jak dzwoneczek.

— Nazywam się Żółciutka — przedstawiła się. Nie do wiary, ale z ciebie przystojny wilkołak!

— Jestem człowiekiem — wyjaśnił Stile.

Spojrzała na niego z góry. Jedyną wadą, jaką w niej dostrzegał było to, że o kilka centymetrów była od niego wyższa. Ciekawe, ile byłoby to w używanych na Phase calach? pomyślał.

— W porządku — usłyszał. Pocałuj mnie, pięknisiu. Neysa doszła do siebie na tyle, że zarżała, sygnalizując, iż rozpoznała wiedźmę. Nagle Stile zrozumiał, dlaczego myśl o tym spotkaniu tak rozbawiła różowego słonia, a uwięzione zwierzęta nigdy nie słyszały o córce ich opiekunki. Co może samotna, stara wiedźma zrobić z przystojnym, choć trochę niskim mężczyzną, jeśli ma do dyspozycji magiczne napoje na każdą okazję?

— Ale nie przy tych stworach — zaoponował.

— A co ci przeszkadzają, mój skarbie? Przecież nie wyjdą z klatek.

— Lubię odosobnienie — powiedział. — Przejdźmy się na zewnątrz. Potem wrócimy, jak przedtem.

Spojrzał znacząco na Neysę, mając nadzieję, że jej umysł wyzwolił się już spod działania narkotyku.

— Jak przedtem — powtórzył. Żółciutka zmarszczyła gładkie czoło.

— Czyżbyś znał tego jednorożca, wilkołaku?

— Nie jestem wilkołakiem — odparł, wiedząc, że mi nie uwierzy. — Ale rzeczywiście znam ją. To zazdrosna klacz.

— No i co z tego? Za kilka dni już jej tu nie będzie Jednorożce trudno jest schwytać, więc zawsze jest na nie duży popyt. Ich rogi i kopyta mogą służyć jako muzyczne instrumenty albo do krzesania ognia, odchody są świetnym nawozem dla magicznych roślin, a skóra ma antymagiczne właściwości.

Stile poczuł nieprzyjemny dreszcz. — To te zwierzęta zostaną zabite?

— Niektóre tak, mój skarbie. Inne nie nadają się nawet do tego. Klacz byłaby niezłą ozdobą jakiegoś dziedzińca, gdy by nie jej kolor i niski wzrost. Za to biały ogier jest prawdziwym trofeum. Biały Adept wystawi go do walki ze smokami w swoim cyrku.

Dobrze, że nie wiedziała, iż biały jednorożec był fałszywy.

— A co dzieje się z zupełnie niepotrzebnymi zwierzętami.

— Drogi Corey zabiera je na zewnątrz i przenosi za zasłonę.

Czarownica nie ukrywała już dłużej swojej prawdziwej tożsamości, gdyż wydawało się jej, że Stile w pełni ją zaakceptował. Zgodnie z jej kobiecym poglądem na mężczyzn, Stile powinien interesować się wyłącznie jej powierzchownością i trzeba przyznać, że do pewnego stopnia miała rację. Kochał się przecież z maszyną, która wyglądała jak dziewczyna i z jednorożcem, który również przemieniał się w kobietę. A co będzie ze starą kobietą, która wygląda jak młoda’? Z całą pewnością przyjemnie było mieć do czynienia z Żółciutką w jej obecnej postaci.

— Więc wiesz o zasłonie? — spytał po chwili, zdumiony. — A ty nie? Jest za nią inny, pustynny świat. Mój napar przenosi tam niepotrzebne dla mnie zwierzęta; nigdy nie wracają. Nie mam serca ich zabijać, a nie śmiem puścić ich wolno, by nie sprowadziły swoich współplemieńców i nie mściły się na moim królestwie. Jeśli przeżyją w tym innym świecie, to nie żałuję im tego.

A więc nie była całkowicie bez serca. Wydawała się raczej ofiarą okoliczności. Przypuszczenie, że nie jest całkowicie skorumpowana władzą, wydawało się uzasadnione.

Stile nie znosił nie tylko kłamstwa, ale nawet niedomówień.

— Pochodzę z tamtego świata — oznajmił.

— Wędrujesz między światami? Jesteś prawdziwym człowiekiem? — pytała zaniepokojona.

— Zgadza się. Myliłaś się, przypuszczają;;, że jestem wilkołakiem.

— Ja nie handluję ludźmi — powiedziała zdenerwowana. — Zawsze kończy się to kłopotami.

— Przyszedłem tu wyłącznie po to, by dowiedzieć się, kim jesteś. A teraz pragnę tylko uwolnić twoich więźniów i odejść wraz z moimi przyjaciółmi. Nie żywię do ciebie żadnej wrogości, lecz jeśli zagrażać będziesz mojemu życiu lub życiu mych przyjaciół…

Odwróciła się do niego. Była piękna.

— Nie musisz się mnie obawiać, koguciku. Poflirtuj chwilę z samotną dziewczyną, a twoi towarzysze będą mogli odejść wraz z tobą.

Stile zastanowił się.

— Nie sądzę, żebym mógł to uczynić. Zmarszczyła brwi.

— Wygląda na to, że nie masz innego wyboru, skarbie.

— Możliwe. Przyjaciel nalegał, bym zabił cię bez ostrzeżenia, ale tego też nie chciałem zrobić.

— Tak? Zaraz to sprawdzimy.

Zaprowadziła go do głównej komnaty. Na ścianach wisiał półki zastawione buteleczkami z płynem; było ich bardzo dużo a wszystkie zakurzone. Pośrodku kipiał ogromny kocioł; opary sączyły się przez wybite okno. Ta bez przerwy gotująca się ciecz była niewątpliwie źródłem przyzywającego zaklęcia.

— Czy wszystkie te butelki zawierają magiczne napoje — zapytał z podziwem.

— Co do jednej. Każdą przygotowuję oddzielnie i mogę użyć jej tylko raz, więc staram się je oszczędzać. To nie taki łatwe być Adeptem. Wymaga to wiele wyobraźni i wysiłku Muszę wymyślać nieustannie nowy przepis na każdą porcję płynu niewidzialności, który przygotowuję. Dotyczy to również eliksiru młodości.