Stile jeszcze raz ocenił jej figurę. Co za eliksir musiała wypić !
— Czy naprawdę tak wyglądałaś, kiedy byłaś młoda? — Naprawdę, złotko. Różnice są tak niewielkie, że aż bez znaczenia. Przy każdej porcji eliksiru mam trochę inny odcień włosów i skóry; zdarzyło się też, że wywar był zbyt silny i zrobiłam się podobna do dziewczynki. Ale czego by nie mówić, złotko, to moja młodość minęła bardzo dawno temu i najlepszy nawet wywar nie działa dłużej niż godzinę Zobacz, zostały mi już tylko trzy porcje eliksiru.
Pokazała na półkę, na której stały tylko trzy buteleczki — Zużyłam czwartą część moich zapasów, by spędzić z tobą jedną tylko godzinę. Możesz to uważać za komplement.
— Pochlebia mi to — odparł Stile. — Co prawda w działem cię w twej normalnej postaci, ale nie to mnie powstrzymuje. Mam pewne zobowiązania.
Przez chwilę zastanawiał się.
— Sądziłaś przedtem, że jestem wilkołakiem. Prawdziwy wilkołak mógłby być zainteresowany tym, co pozostało z twojej godziny, gdybyś go potem zechciała uwolnić.
Żółciutka zdjęła z półki buteleczkę.
— Jesteś niezwykle wymowny, przystojniaczku. Nie mam do ciebie zaufania. Jeśli okaże się, że kłamałeś, źle się to skończy dla ciebie… i dla twych przyjaciół.
Odkorkowała naczynie. Stile, przestraszony, cofnął się, lecz Żółciutka pokropiła płynem nie jego, ale niewielką statuetkę. Figurka błyskawicznie urosła, zamieniając się w potwornego demona.
— Wzywałaś mnie, wiedźmo? — wrzasnął, a jego małe, czerwone oczka prawie iskrzyły, kiedy rozglądał się dokoła. Nagle znieruchomiał, zaskoczony. Gwizdnął z podziwem.
— Ostatni raz widziałem cię taką piękną sześćset lat temu! Dla mnie nie musisz się tak upiększać, czarownico.
— To nie było dla ciebie — odcięła się. — Powiedz mi prawdę, Zebubie, po co ten człowiek tu przyszedł i kim on jest.
Demon wbił spojrzenie w Stile’a.
— Tym razem padłaś ofiarą swej własnej histerii, paskudo. On jest zupełnie nieszkodliwy, jeśli chodzi o ciebie. Choć różnie było z innymi.
Demon uśmiechnął się sam do siebie.
— Naprawdę nie dąży do mojej śmierci?
— Naprawdę. On szuka tylko swojego sobowtóra, więc przybył tu wraz z wilkołakiem i jednorożcem, by sprawdzić, czy ty nim nie jesteś.
Żółciutka wybuchnęła śmiechem. — Ja? Co za głupiec z niego!
— Nie, on nie jest głupcem. Brak mu tylko informacji o prawdziwej naturze Adeptów. Wyrocznia powiedziała mu, by poznał samego siebie, więc próbuje dowiedzieć się, czy nie jest jednym z was. Wpadł w sidła Czarnego Adepta i udało mu się uciec dzięki przekroczeniu zasłony. On pochodzi z tego drugiego świata.
Stile znowu poczuł dreszcz. Potwór miał niezwykle dokładne informacje.
— A skąd przyszło mu do głowy, że może być Adeptem? — zapytała Żółciutka.
— On jest Adeptem, o najstarsza.
Żółciutka oparła się o ścianę, omalże nie zrzucając kilku buteleczek.
— Nie dość, że człowiek, to jeszcze do tego Adept! — zawołała zrozpaczona. — Och, wpadłam jak śliwka w kompot! Kim on jest’?
— Nazywa się Stile. W tym drugim świecie, Protonie jest niewolnikiem, któremu śmierć jego sobowtóra na Phase pozwoliła przejść przez zasłonę.
— Dureń! Pytałam, którym jest Adeptem? Demon wykrzywił się.
— To ściśle poufna informacja.
— Nie graj na zwłokę, ty wyrzutku piekieł — zaskrzeczała Żółciutka — bo zastosuję eliksir bólu.
Zebub zbladł.
— Błękitny — wymamrotał. Żółciutka wybałuszyła oczy.
— Ten karzeł jest Błękitnym Adeptem?
— Jego sobowtórem.
— Nie mogę pozwolić sobie na kłopoty z Adeptem! wykrzyknęła Żółciutka, rwąc włosy z rozpaczy. — Nie z takim który ma tyle władzy, co Błękitny! Jeśli uwolnię go, to czy będzie próbował mnie zniszczyć? Dlaczego nie użył dotąd magii.
— Nie wolno wymagać od świadka wyciągania wniosków — zauważył wyraźnie zadowolony z siebie demon. Żółciutka sięgnęła ręką w kierunku półki zastawionej małymi flakonami.
— Zapytaj go — szybko odparł Zebub. — A ja zweryfikuję jego słowa.
— Stile, alias Błękitny Adepcie! — krzyknęła, a jej oczy choć stały się dzikie i całkiem okrągłe, wciąż były przepiękne — Odpowiadaj! Świadkiem niech będzie Zebub.
— Jeśli przywrócisz mi wolność, wciąż starać się będę, by uwolnić moich przyjaciół i innych twych więźniów odparł Stile — ale nie będę bez potrzeby dążył do twej śmierci.
— Mówi prawdę — potwierdził Zebub. — Jeśli idzie o magię, to dał słowo jednorożcowi, iż nie będzie jej stosował, chyba że za jego pozwoleniem.
— Więc tylko przysięga czyni go moim więźniem? spytała Żółciutka.
— Zgadza się — potwierdził Zebub. — Jesteś najszczęśliwszą z czarownic.
Żółciutka zmarszczyła piękne czoło.
— Jeśli uwolnię tę klacz jednorożca, to będzie mogła zwolnić go z przysięgi i skończy się to wojną między Adeptami. Nie mogę tego ryzykować.
— Nie możesz też ryzykować skrzywdzenia jednorożca, ty megiero — zauważył złośliwie Zebub. — Gdyby Błękitny Adept powodowany gniewem, złamał przysięgę…
— Wiem! Wiem! — skrzeczała wściekle Żółciutka. Jeśli go zabiję, to jakiś inny Adept może spróbować ukarać mnie za złamanie naszego prawa, a jeśli uwolnię Błękitnego, to może nastawać na me życie za to, że go uwięziłam. Gdybym spróbowała go zatrzymać…
— Czas minął — oznajmił Zebub. — Daj mi nowy eliksir, sekutnico.
— Och, idź do piekła! — warknęła Żółciutka.
Demon skurczył się i zamarł w postaci figurki. Żółciutka spojrzała na Stile’a.
— Skoro dotrzymałeś słowa danego jednorożcowi, to czy zrobisz to samo dla mnie? Chciałabym ci wierzyć. Nie pragnę wojny z innym Adeptem.
— Uwolnij wszystkie zwierzęta, a nie będę miał nic przeciwko tobie — obiecał Stile.
— Nie mogę! Wzięłam już za nie zaliczkę. Muszę dostarczyć towar.
Stile, choć gotów był ją już znienawidzić, poczuł się poruszony. Żółciutka była w tym momencie taka ładna, ale nie to robiło na nim wrażenie. Honorowała swoje zobowiązania. Nie chciała zabijać. Jej otoczenie i sposób działania cechował się pewnym poczuciem humoru, tak jakby nie mogła traktować sama siebie zbyt poważnie. Była stara i samotna. Powinien się jakoś z nią dogadać.
— Ja też nie chcę z tobą walki — powiedział. — Nie znasz mnie, więc ostrożność osłabia twoje zaufanie. Oto moja oferta: wyślij mnie za zasłonę, a obiecuję nie wrócić. Spróbuję uwolnić moich przyjaciół i pozostałe zwierzęta na odległość.
— Jak możesz działać na odległość? Moja magia w moim królestwie jest silniejsza od twojej, tak jak i twoja jest potężniejsza na twych własnych terenach.
— Nie będę używał magii — obiecał Stile.
— Niech tak będzie — zadecydowała. — Wyślę cię za zasłonę przy pomocy eliksiru, a dodatkowo rzucę zaklęcie które dostałam od Zielonego Adepta, by cię powstrzymać przed powrotem. Jeśli zdołasz uwolnić zwierzęta z oddali bez magii…
Nigdy nie lubiłam tego zajęcia. Jeśli złamię kontrakt z przyczyn niezależnych ode mnie, to może nie zostanie to uznane za niedotrzymanie umowy.