Spojrzała na niego i widać było, że humor się jej poprawił Ciągnęła dalej przyjaźnie:
— Nigdy nie handlowałam z Błękitnym Adeptem, więc nie mogłam cię rozpoznać. Powiedz, jak to się stało, że Błękitny Adept jako jedyny nie potrzebuje kupować zwierząt?
— Mam zamiar się tego dowiedzieć — odparł Stile. Był wdzięczny za tę informację. Wiedział teraz, kim jest i co ważniejsze, że Błękitny Adept nie praktykował przynajmniej jednej z tych okropności, które wydawały się być dla nich obowiązujące. Wycieczka do Żółtego Królestwa był. błędem, ale jakże nieoczekiwanie owocnym.
— Żółciutka zdjęła z półki jeszcze jeden flakonik, wy prowadziła Stile’a z domu i przez palisadę powiodła w kierunku zasłony. Stile miał nadzieję, że czarownica użyje właściwego eliksiru. Przypuszczenie wydawało się uzasadnione, o ile prawdą było, że Adepci unikali wojen między sobą. Jeśli Żółciutka obawia się, że zdradzony może złamać przysięgę, to na pewno nie oszuka go. Sprawiała wrażenie uczciwej czarownicy.
Kiedy stanęli przed kurtyną, Żółciutka zawahała się, trzymając palec na korku buteleczki.
— Nie chciałabym cię zabić, Błękitny. Czy jesteś pewien, że dasz sobie radę w tym ponurym świecie za zasłoną? Jeśli wolałbyś pozostać…
— Dziękuję, Żółciutka. Poradzę sobie. Muszę tam się dostać.
— I myślisz, że wilkołak mógłby być zainteresowany… na pół godziny? Nie proszę o nic nadzwyczajnego…
— Nie szkodzi go o to zapytać — poradził jej Stile i pokropiony przez Żółciutką eliksirem, przeszedł przez zasłonę.
Rozdział 15
ROZGRYWKI
Tym razem Stile miał znacznie dłuższą drogę do kopuły, lecz pokonał ją bez trudu; zapach tojadu wciąż jeszcze podtrzymywał go na siłach.
Natychmiast zadzwonił do Sheen. Był wieczór, miał więc przed sobą całą noc odpoczynku. Potrzebował go; podniecenie, które odczuwał podczas pobytu na Phase, powoli mijało i Stile poczuł, że epizod z Żółtą Adeptką kosztował go więcej zdrowia, niż początkowo sądził.
— Jesteś więc Błękitnym Adeptem — powtórzyła Sheen, nie pozwalając mu zasnąć — i potrzebujesz kilku narzędzi, by uwolnić swą przyjaciółkę’?
— Tylko nie próbuj znowu być zazdrosna — utyskiwał Stile. — Wiesz przecież, że muszę…
— Jak mogę być zazdrosna? Jestem tylko maszyną.
Stile westchnął.
— Powinienem był przyjąć propozycję Żółciutkiej. Przy najmniej miałabyś powód.
— Chcesz powiedzieć, że nie… z Neysą? — Nie, tym razem ja…
— Oszczędzałeś siły dla tej wiedźmy? — Sheen pełną była oburzenia. — A potem zabrakło wam czasu?
— Wiesz, ona była naprawdę piękna i…
— Twoja gruboskórna aluzja trafia mi do przekonania Nie będę już zazdrościć Neysie. Jest w końcu tylko zwierzęciem …
— Masz zamiar poprosić swych przyjaciół, by wypełnili moje zamówienie, czy nie? — zapytał rzeczowo.
— Wszystko we właściwym czasie, choć nie wiem, jak kostka suchego lodu mogłaby pomóc twoim zwierzakom. — Razem z diamentową piłą…
— I tresowaną sową — dokończyła Sheen. — Czy planujesz romans z jakimś ptakiem?
— Przestań wreszcie i daj mi spać! W zamian go połaskotała.
— Ptaki, czarownice, klacze, maszyny… dlaczego ni możesz znaleźć sobie dla odmiany jakiejś normalnej dziewczyny?
— Miałem jedną — powiedział. — Zostawiła mnie. — I dlatego wiążesz się z tymi wszystkimi pół-kobietami Obawiasz się, że inna też cię zostawi? — Sheen mówiła to pół żartem, pół serio, bawiąc się myślą, że ona sama jest potwierdzeniem jego nienormalności.
— Jutro na pewno jakiejś poszukam — obiecał Stile. — Tylko nie jutro. Z samego rana jesteś umówiony n spotkanie z pracodawcą, bardzo przejętym twoim udziałem w Grze.
Stile przewrócił się na plecy i przyciągnął ją do siebie. — Ironia losu polega na tym — wymamrotał w jej miękkie włosy — że ty jesteś najprawdziwszą dziewczyną ze wszystkich, jakie znam. Kiedy doradzałem ci, żebyś przyswoiła sobie różnorodne zachowania typowe dla dziewczyn, nie sądziłem, iż odbędzie się to moim kosztem.
— Trzeba było mi to powiedzieć. Potraktowałam to dosłownie, jestem przecież…
Zamknął jej usta pocałunkiem, ale myśli, które Sheen wypowiedziała głośno, nurtowały go od dawna. Jak długo jeszcze będzie zadawać się wyłącznie z pół-kobietami?
Następnego dnia rano poznał swojego pracodawcę. Ku jego zdziwieniu była to kobieta. Nic dziwnego, że Sheen nie mogła przestać myśleć o przedstawicielkach płci żeńskiej. Obywatelka była elegancko odziana i uczesana; przystojna dama w bliżej nie określonym wieku. Była, oczywiście, znacznie od niego wyższa, ale łaskawie zamaskowała to, siedząc podczas całej audiencji.
— Panie — powitał ją Stile. ( Wszystkich Obywateli tytułowano „panami”, bez względu na płeć czy wiek ).
— Postaraj się zakwalifikować do Turnieju — powiedziała z uprzejmą stanowczością. — Możesz odejść. Wiedział doskonale, że jeśli przegra choćby jeden pojedynek, nowa właścicielka pozbędzie się go równie szybko, jak poprzedni pracodawca. Powinien się czuć zaszczycony, że poświęciła mu chwilę uwagi i tak rzeczywiście było, lecz ostatnie przeżycia na Phase zmniejszyły jego lęk przed Obywatelami. Byli przecież tylko ludźmi, choć obdarzonymi bogactwem i władzą.
Później Stile razem z Sheen udali się na pojedynek o Siódmy Szczebel. Nowa pracodawczyni na pewno postawiła na niego sporą sumę. Było w tym coś, co go upokarzało. Jeśli jednak przegra, to zapłaci za to Sheen. Nie miała, takiej jak on, możliwości ucieczki do innego, lepszego świata. Musiał zrobić dla niej wszystko, co było w jego mocy.
Posiadacz Siódmego Szczebla przybył na wyzwanie; w przeciwnym wypadku utraciłby tytuł. Niewiele wyższy od Stile’a, pomimo środków odchudzających, wchodzących w skład standardowej diety, miał tendencję do tycia. Stąd też wzięło się jego imię: Snack. Nie wyglądał groźnie, podobnie jak i Stile.
Zgodnie z przewidywaniami Sheen, na widowni zebrała się spora grupa kibiców. Prawdopodobnie także niektórzy Obywatele śledzili mecz na swoich ekranach, a już na pewno nowa pracodawczyni Stile’a. Jego decyzja stała się prawdziwą sensacją towarzyską.
Snack wylosował tę stronę tabeli, na której znajdowały się liczby. Stile westchnął bezgłośnie; ostatnio nie miał szczęścia w losowaniu — Snack zawsze wybierał UMYSŁOWE.
Stile wiedział, że nie może wybrać opcji NAGO, gdyż Snack nie miał sobie równych w grach czysto umysłowych. Równie dobry był w konkurencjach wymagających użycia MASZYNY lub ZWIERZĘCIA. Tylko w kategorii gier wspomaganych NARZĘDZIEM mieli równe szanse. Tak więc wybrane rząd i kolumna przecięły się na polu 2B.
Z widowni obserwującej ich na zewnątrz na ekranie publicznym, dobiegł pomruk aprobaty. Spodziewano się takiego rezultatu. Czekano teraz na rozegranie następnej tabeli.
Po chwili pojawiło się szesnaście pól klasyfikujących gry intelektualne. Snack znowu wylosował stronę z numerami pozwalającą na podstawowy wybór: Na pewno zdecyduje się na szachy, stanowiące jego specjalność — domyślał się Stile analizując zamiary przeciwnika, dobrze znającego wszystkie odmiany tej gry: zachodnioziemskie warianty dwu- i trójwymiarowe, chińskie Choo — hong — ki, japońskie Shogi indyjskie Chaturanga, jak również ich ultranowoczesne mutacje. Stile nie mógł mu w tym dorównać. Więcej szans miał w grach planszowych z jednym tylko rodzajem pionów, takich jak chińskie warcaby i ich odmiany, lecz używało się do nich takich samych plansz jak przy szachach. Niestety, gry klasyfikowane były według plansz i dlatego musiał unikać całego tego obszaru.