— Jakież to wygodne — odrzekła. — W ten sposób, pokonawszy poprzedniego oszusta, nie musisz niczego udowadniać i gotów jesteś zająć jego miejsce, nie dając Królestwu więcej niż on. A ja zmuszona jestem ukrywać ten fakt, tak samo jak w przypadku tego wstrętnego golema.
— Nie musisz mnie ukrywać, Pani! — zawołał Stile w przypływie gniewu. — Przyszedłem tu tylko dlatego, gdyż dowiedziałem się od Wyroczni, iż jestem Błękitnym Adeptem! Zrobię wszystko, co on robił!
— Oprócz rzucania czarów, czyli jedynej rzeczy jaka odróżniała mego pana od innych ludzi — odrzekła.
Stile nie znalazł na to odpowiedzi. Błękitna Pani najwyraźniej mu nie wierzyła, lecz nie mógł przecież złamać danego Neysie słowa. Bardzo jednak pragnął ją przekonać. Była wprost cudowną kobietą — jego sobowtór miał gust identyczny jak on.
Kurrelgyre powrócił, przyjmując natychmiast postać mężczyzny.
— Członek mego stada przyniósł mi gorzkie nowiny oznajmił. — Przyjacielu, muszę odejść.
— Zawsze mogłeś to uczynić — odparł Stile, zadowolony z przerwy w rozmowie. — Bardzo jestem wdzięczny za twą pomoc. I jeśli, nie wtrącając się oczywiście w twoje sprawy, jest coś, co w zamian mógłbym uczynić…
— Mój przypadek jest beznadziejny — wyjaśnił wilk. — Przywódca stada zabił właśnie mego przyjaciela krwi, a mój rodzic umiera na psią zarazę. Muszę wrócić, zabić herszta watahy, a następnie, ponieważ, jestem wygnańcem, zostanę rozszarpany przez hordę.
Stile pojął, że wewnętrzne stosunki wilkołaków są śmiertelnie poważną sprawą.
— Poczekaj chwilę, przyjacielu! — zawołał Stile. Nic nie rozumiem. Co to znaczy przyjaciel krwi i co…
— Muszę się więc zatrzymać i wyjaśnić, gdyż nie będę miał więcej okazji, by to uczynić — odrzekł Kurrelgyre. — Przyjaźń, jaka istnieje między nami, jest czysto przypadkowa. Tak jak się spotkaliśmy, tak się rozstaniemy i nic nie jesteśmy sobie dłużni. Nasz związek wynika tylko z potrzeby i przyjaznych uczuć. Lecz z Drowlothem wymieniłem przysięgę przyjaźni, a kiedy wygnany zostałem ze stada, on wziął moją sukę…
— Ukradł twoją samicę? — zdziwił się Stile.
— Ależ nie. Czym jest wilczyca, w porównaniu do związanej przysięgą przyjaźni? Wziął ją, by oddać mi przysługę i by ona nie została poniżona przed całą hordą. A teraz, w sporze o jakąś kość herszt zagryzł mego przyjaciela i ja muszę pomścić jego śmierć. Nie jestem już członkiem stada, nie mogę więc zrobić tego zgodnie z prawem; dlatego uczynię to podstępnie i poniosę wszelkie. tego konsekwencje, choć rodzic mój umrze z rozpaczy.
Przyjaźń krwi? Stile nigdy wcześniej o tym nie słyszał, ale idea spodobała mu się. Chodziło o związek tak silny, że mający pierwszeństwo przed wszelkimi innymi, wymagający absolutnej lojalności i zemsty za krzywdę wyrządzoną przyjacielowi, tak jakby była wyrządzona tobie. Złota zasada.
Coś jeszcze zaniepokoiło go. Stile przeszukał splątane nici wspomnień, łącząc oddzielne doświadczenia, aż wreszcie zrozumiał.
— Jest jeszcze inna droga — powiedział. — Nie mogłem tego wcześniej zrozumieć, gdyż panują tu bardziej radykalne sposoby załatwiania spraw, niż te, do których przywykłem. Tutaj przyjęte jest zabijanie z powodu drobnych konfliktów dotyczących honoru’?
— Oczywiście! — przytaknął wilkołak, czując całkowitą słuszność takiego zwyczaju.
— Wybacz mi, nie chciałbym cię obrazić, ale o ile dobrze zrozumiałem, to jest sposób, byś wrócił do stada. Musisz tytko zabić swego rodzica…
— Zabić mego rodzica! — wykrzyknął Kurrelgyre. Czyż nie mówiłem waści…
— Który i tak umiera — ciągnął nieubłaganie Stile. Jaką śmierć wybrałby sam? Czy długą, bolesną i haniebną agonię wywołaną chorobą, czy też zaszczytny, szybki koniec, zgodny z tradycjami waszego gatunku, taki, jaki mu się należy z racji jego dawnej pozycji w stadzie; śmierć zadaną przez tego, o kim wie doskonale, że go kocha?
Wilkołak wpatrywał się w Stile’a, powoli pojmując.
— I tak, spełniając swój obowiązek, odzyskasz pozycję w stadzie i będziesz mógł pomścić przyjaciela, nie ponosząc żadnych konsekwencji — dokończył Stile. — Ocalisz też swoją wilczycę, która w przeciwnym wypadku będzie zhańbiona, straciwszy obu partnerów, którym zaufała.
— Wyrocznia mówiła prawdę — mruknął Kurrelgyre. — Kultywowałem Błękit i Błękitny Adept przywrócił mi moje dziedzictwo. Sądziłem, że padnie na mnie magiczna klątwa Adepta, lecz otrzymałem w zamian radę, której mój zmącony kłopotami, wilczy umysł nie zdołał sam wymyślić.
— To tylko spojrzenie z innej perspektywy — tłumaczył skromnie Stile. — Sam nie zrozumiałem do końca, co przekazała mi Wyrocznia.
— Spróbuję wgryźć się w twój problem — obiecał wilkołak. — Może uda mi się okazać podobną wnikliwość. A teraz, żegnaj.
Przekształcił się w wilka i wybiegł.
Stile zerknął na słońce. Minęły już trzy godziny nowego dnia. Pojedynek o Piąty Szczebel miał się odbyć za godzinę. Ledwie zdąży wrócić! Na szczęście wiedział dokładnie, gdzie znajdowała się zasłona i którędy tu przyszedł. Czas w drogę!
Z pomocą Neysy zabił golema, lecz nie wiedział, co ma dalej robić. Może najlepszym wyjściem będzie zniknąć stąd na jakiś czas, licząc na intuicję, z nadzieją, że lepiej zrozumie sam siebie? Czego naprawdę chciał? To zależało, częściowo przynajmniej, od tego, co zdarzy się na Protonie.
Mam wiele do zrobienia w innym miejscu — powiedział. — Muszę szybko znaleźć się przy zasłonie; potrzebuję też kogoś, kto przeniesie mnie przez nią zaklęciem.
Neysa ożywiła się. Podeszła do niego. Gotowa była się tym zająć.
Stile dosiadł jej i pogalopowali. Neysa wciąż jeszcze rozgrzana była uprzednim wysiłkiem, lecz pamiętała o terminie, którego Stile nie mógł przekroczyć. W ciągu kilku chwil zaniosła go na pastwisko, gdzie pierwszy raz się spotkali.
— Neyso, myślę, że najlepiej będzie, jeśli pozostaniesz w Błękitnym Królestwie podczas mojej wizyty w alternatywnym świecie. Będę wdzięczny, jeśli zechcesz opowiedzieć Błękitnej Pani o Protonie, o tym wszystkim, co usłyszałaś od wilkołaka i ode mnie; nie sądzę, żeby wiedziała cokolwiek.
Przypominał sobie chwilę, w której prosił Sheen, by opowiedziała Hulkowi o Phase.
— Neysa wyglądała na zdenerwowaną. — Czy coś się stało? — spytał Stile.
Przecząco zagrała na rogu i uspokoiła się. Stile, zajęty lokalizacją zasłony, nie wypytywał się o przyczyny jej niepokoju. Tak mało miał czasu, by dotrzeć do Sali Gier!
Dojechali do tego miejsca w lesie, w którym Stile po raz pierwszy ujrzał Phase. Zobaczyli zasłonę, migoczącą znacznie jaskrawiej niż przedtem. Może bardziej był na nią wyczulony? Stile zdjął ubranie.
— Mam nadzieję, że uda mi się wrócić do Błękitnego Królestwa w ciągu jednego dnia. Gdybyś mogła mnie teraz przenieść…
Neysa zagrała krótką melodię i Stile znalazł się po drugiej stronie kurtyny, wyłaniając się w pomieszczeniu służbowym za automatami z jedzeniem. Dopiero wtedy zastanowiła go powściągliwość jednorożca. Coś niepokoiło Neysę, a teraz było już za późno, by ją o to zapytać.
W ciągu dwudziestu minut musiał przystąpić do zawodów, jeśli nie chciał przegrać walkowerem.
Rozdział 17
TURNIEJ
Zdążył. Posiadacz Piątego Szczebla miał na imię Hair i był łysy. Graczem był średnim; nie wyróżniał się szczególnie w żadnej dyscyplinie. Należał więc do trudnych przeciwników w czasie rozgrywania tabeli. Było jasne, że zamierzał bardziej wykorzystywać słabości Stile’a, niż swoje własne zalety, ale miał też niezłą szansę trafienia na korzystną dla siebie sytuację.