Hair jeszcze raz ściął, zmuszając go do cofnięcia się. Gdyby Hair był zawsze graczem ofensywnym, Stile byłby już wykończony, lecz ścięciom brakowało koniecznej na to stanowczości. Stile odebrał, znowu nie podkręcając. Hair ściął znowu, tym razem silniej. Stile jeszcze bardziej cofnął się i odesłał piłeczkę. Źle jednak ocenił siły i choć piłeczka przeszła nad siatką, to wylądowała za blisko i odbiła się za wysoko. Stile sprężył się, jak przed ciosem…
Hair wysłał mu dropszota. Piłeczka ześlizgnęła się z rakietki, odbiła się od krawędzi stołu i poleciała na podłogę. Strzał dla frajera. Stile dał się nabrać.
Mimo to, bezsensownie, spróbował ją odebrać. Rzucił się do przodu. Jego stopy oderwały się od podłogi i Stile skoczył w kierunku padającej piłki. Wylądował na ziemi i pojechał rozpędem na brzuchu, czując jak pęka mu dalej żebro, lecz udało mu się ulokować rakietkę pod piłką trzy centymetry nad ziemią i podrzucić gwałtownie do góry.
Leżąc na podłodze, przyglądał się, jak piłeczka wirując leci wysoko w powietrze, w górę ku sufitowi i zaraz na dół. Czy wyląduje po właściwej stronie siatki? Jeśli tak, to Hair dokończy bez problemu, gdyż Stile nie zdąży pozbierać się na czas z podłogi.
Spadła gdzieś poza zasięgiem jego wzroku. Hair kręcił się niezdecydowanie, ledwie mogąc uwierzyć, że jego strzał został odebrany, lecz gotów do zadania rozstrzygającego ciosu, gdy nagle piłeczka odbiła się wysoko od stołu. A jednak przeleciała nad siatką!
Stile usłyszał, jak uderza o stół. A potem rozpętało się piekło. Widownia aż jęknęła, gdy Hair rzucił się wokół stołu, próbując odebrać nieodbieralny strzał, tak jak przed chwilą zrobił to Stile. Ale nie udało mu się. Upadł, zahaczając dłonią o obudowę siatki. Przewracając się, wybił ramieniem środkową podporę stołu i stół się zawalił.
Ich spojrzenia spotkały się pod tym przypadkowym namiotem, gdy sędzia robot ogłosił: punkt dla Stile’a. Wynik: 17 : 11.
— Podkręciłeś tak, że piłeczka odbiła się w stronę siatki, zanim zdążyłem do niej dobiec — wyjaśnił Hair. — Gdybym nie zdołał podbić jej z boku, kiedy spadała ze stołu…
— Wcale nie musiałeś jej odbierać — zauważył Stile. — Ja nie miałem innego wyjścia, gdyż stałem w obliczu klęski, ale ty nawet teraz masz sześć punktów przewagi.
— Teraz mi to mówisz — mruknął z żalem Hair. Kiedy walczę o punkt, to nie myślę o takich drobiazgach. — Ręka ci krwawi — zauważył Stile.
Hair uniósł prawą dłoń.
— Krwawi? Nic dziwnego! Właśnie złamałem dwa palce, walcząc o punkt, którego nie musiałem zdobywać.
Nie był to wcale żart. Kiedy wygrzebali się spod ruiny stołu, robot medyczny zbadał mu rękę i opryskał ją środkiem znieczulającym. Szok sprawił, że Hair początkowo nic nie czuł, ale teraz ból zaczął wracać. Błysnęły skalpelki i robot medyczny zabrał się do roboty, przecinając skórę, wstrzykując regenerator kości, nastawiając złamania i usztywniając palce w przezroczystych, plastikowych szynach.
— Myślę, że nie uda mi się dokończyć gry — oznajmił Hair. — Nie jestem miłośnikiem gry lewą ręką.
— Zwyciężył Stile, przez nokaut techniczny! — zawołał ktoś z widowni. Rozległy się skąpe oklaski.
Szczebel Piąty należał do Stile’a. Zakwalifikował się więc do Turnieju. Mimo to nie czuł radości. Chciał wygrać w uczciwej grze, a nie dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Teraz nikt już nie uwierzy, że i tak wygrałby ten pojedynek.
Hulk dogonił ich, kiedy wychodzili z budynku Gier. Był jeszcze osłabiony, ale szybko wracał do zdrowia:
— Stile — powiedział — jeśli chodzi o twoją propozycję…
— Jest ciągle aktualna — odparł zagadnięty.
— Twoja dziewczyna była bardzo przekonywująca.
— Sheen ma niezwykle logiczny umysł — zgodził się Stile. — Nie mam nic do stracenia — powiedział Hulk. Nie wierzę wprawdzie w magię, ale jeśli jest tam jakiś prymitywny świat, gdzie siłą muskułów można zapewnić sobie przetrwanie i nigdy już nie mówić „Panie” do każdego Obywatela…
— Zobacz sam. Właśnie tam się udaję.
— Stile; poczekaj! — zaprotestowała Sheen. — Jesteś ranny, wyczerpany, potrzebujesz opieki i odpoczynku…
Stile ścisnął jej rękę.
— Nie ma nic lepszego od tego, co ty możesz mi dać, Sheen, ale tam, za magiczną kurtyną czeka na mnie Błękitna Pani i Neysa. Obawiam się, że mogą być trochę o ciebie zazdrosne.
— Wiem wszystko o Neysie. Nie jest bardziej człowiekiem niż ja. Dlaczego z tobą wytrzymuje, tego moje obwody scalone nie są w stanie pojąć. Ale teraz masz tam jeszcze jakąś Panią? Prawdziwą, żywą dziewczynę? A moja zazdrość się nie liczy?
— Może przyszedłem w złym momencie — zauważył Hulk.
— Nie przejmuj się — uspokoiła go Sheen słodkim głosem. — Jestem tylko maszyną.
Stile pojął, że znowu wpadł w kłopoty.
— Jesteś robotem? — spytał zdumiony Hulk. — Coś o tym wspominałaś, ale myślałem; że to żart.
— Wyłącznie metal, plastyk i mikroguma — zapewniła go Sheen. — Nie mam żadnych uczuć.
Hulk był wyraźnie zakłopotany. Jego wzrok zatrzymał się na co bardziej dorodnych fragmentach jej sylwetki, które, gdy szła, kołysały się w najbardziej ludzki i prowokacyjny sposób, ale natychmiast odwrócił oczy w poczuciu winy.
— Myślałem, że… Naprawdę zrobiłaś ze mnie głupca! Przygryzł wargę.
— Jeżeli jednak chodzi o twoje uczucia, to ja myślę… — Ona naprawdę czuje — wtrącił Stile. — Jest równie zmienna jak każde żywe stworzenie.
— Nie musisz za mnie kłamać, Stile.
Oschłość jej głosu sprowadziła go zaraz na ziemię. Sheen rzeczywiście stała się ekspertem w dziedzinie ludzkich zachowań!
— Kłamać? — Hulk potrząsnął głową. — Jest jedna rzecz, którą powinnaś o nim wiedzieć, Sheen. Stile nigdy…
— Ona to wie — odparł zmęczonym głosem Stile.
Chce mnie tylko ukarać, za to że byłem nierozważny i znalazłem sobie prawdziwą kobietę.
— Przepraszam, że się wtrąciłem — mruknął Hulk. Stile odwrócił się ku Sheen.
— Nie mogłem przewidzieć, że spotkam Błękitną Panią. Na początku nie rozumiałem nawet, kim ona jest. Zniszczyłem golema, który przybrał moją postać, ale dopiero później uświadomiłem sobie wszystkie tego konsekwencje.
— A teraz, kiedy już uświadomiłeś je sobie, chętnie do nich wracasz? — powiedziała zimno Sheen. — Rozumiem, że leży to w naturze mężczyzny. Ona musi być bardzo piękna.
— Przecież nie chciałabyś, żebym zapomniał o Neysie? — spytał desperacko Stile; czując, że wkroczył na niebezpieczny teren. — Została sama w Błękitnym Zamku…
— Ta Pani — przerwała mu Sheen w nagłym przypływie intuicji — Błękitna Pani, to żona twojego sobowtóra?
— Ojojoj — jęknął Hulk.
Stile rozłożył ręce.
— A co ja mogę na to poradzić?
— Dlaczego nie zostałam zaprogramowana na zakochanie się w innym robocie! — wykrzyknęła retorycznie Sheen. — Wszyscy mężczyźni z krwi i kości są tacy sami! Jak tylko znajdziecie prawdziwą kobietę…