Выбрать главу

— Wilki! Prawdopodobnie wilkołaki! — zawołał.

— Niewiele wiem o tutejszych zwyczajach, oprócz tego, co przekazała mi Sheen — dyszał ciężko Hulk. — Czy jednak takie spotkanie stada i watahy uchodzi tutaj za normalne?

— Nie wiem nic na ten temat — przyznał Stile — ale to może być Kurrelgyre, powracający ze swymi przyjaciółmi… Może to być również wataha z przywódcą, którego chciał zabić Kurrelgyre, szukająca zemsty na człowieku pomagającym wilkołakowi… Nie wiem. W każdym razie wyglądają ponuro.

— Wilkołaki i jednorożce są wrogami?

— Tak, a oba gatunki są zwykle wrogie ludziom. Kurrelgyre i Neysa nauczyli się żyć razem, lecz…

— Nie wydaje mi się, żeby pojawienie się tutaj obu tych stad mogło być przypadkowe. Czy nie może to mieć jakiegoś związku z tobą? Jeżeli zwierzęta zostały w jakiś sposób powiadomione, że pojawiłeś się na Phase…

— Tego się właśnie obawiam — powiedział Stile. Widzisz, w tym świecie jestem urodzonym czarownikiem… źródłem ogromnej siły, ale zaprzysięgłem nie używać czarów.

— Natomiast twoja tutejsza żona chciałaby, żebyś złamał przysięgę — wtrącił Hulk — po to, by Błękitne Królestwo było wolne od niebezpieczeństw. Zwierzęta jednak pragną, żebyś dotrzymał słowa i nie stał się dla nich wyklęty. Oba gatunki mogą się tym razem zjednoczyć… przeciwko tobie. Nie żartowałeś mówiąc, że potrzebujesz ochrony!

— Szybko się uczysz — zauważył Stile.

Chociaż obaj byli już zmęczeni, przyspieszyli, by dotrzeć do zamku przed hordą i stadem, ale wkrótce stało się jasne, że nie zdążą. Pierwsze będą jednorożce, za nimi wilki.

Nagle wataha wilków zmieniła kierunek, pędząc teraz nie w kierunku zamku, a ku nim. Liczyła jakieś dziewięćdziesiąt do stu zwierząt, wszystkie z gęstym, ciemnym futrem, błyszczącymi oczami i biało lśniącymi zębami.

— Mam nadzieję, że są po twojej stronie — powiedział przestraszony Hulk i zwolnił kroku.

Wilki otoczyły ich pierścieniem. Jeden z nich wysunął się naprzód i przemienił w człowieka. Na policzku miał świeżą bliznę i brakowało mu lewego ucha.

— Kurrelgyre! — wykrzyknął Stile. — A więc zwyciężyłeś!

— Nie było co do tego wątpliwości, gdy tylko wskazałeś mi drogę — odparł wilkołak.

Zerknął na Hulka.

— Ten człowiek to przyjaciel czy wróg? — Przyjaciel — szybko odparł Stile.

— A więc obwąchajmy sobie ogony — powiedział Kurrelgyre, wyciągając rękę w stronę Hulka.

— Jasne — zgodził się trochę niezręcznie Hulk, podając dłoń wilkołakowi. Miał najwyraźniej trochę problemów z zaakceptowaniem transformacji, którą obserwował przed chwilą.

— Hulk jest z alternatywnego świata — wyjaśnił Stile. — Chroni mnie i niewiele mówi.

Rzucił Hulkowi porozumiewawcze spojrzenie. — Czemu zawdzięczam tak miłą wizytę?

— Obawiam się, że niechcący cię skrzywdziłem — odparł wilkołak. — Wróciłem do stada, lecz nie mogłem zabić mego rodzica, nie wyjaśniając wprzódy…

— Zabiłeś swego… — zaczął mocno zaskoczony Hulk. Kurrelgyre odwrócił się, do połowy zmieniony w wilka. — Śmiesz zwracać się do mnie w ten obraźliwy sposób i takim tonem? — zawarczał.

— On nie zna naszych zwyczajów — usprawiedliwił go Stile. — I ja ich na początku nie znałem, lecz mi je waść wytłumaczyłeś. On nie zamyślał obrazy.

Wilkołak wrócił do postaci człowieka.

— Oczywiście. Przepraszam, że źle waćpana zrozumiałem — powiedział do Hulka. — A do tego przypominasz mi, waćpan, pewien typ potworów, które…

— Wszyscy na początku popełniamy błędy — przerwał Stile. — Powiedz mi jednak, dlaczego obawiałeś się wytłumaczyć wszystko swemu rodzicowi? Było to najlepsze wyjście dla śmiertelnie chorego starca.

Hulk skinął głową, zaczynając rozumieć. Chodziło o zabójstwo z litości albo coś podobnego.

— Poszedłem do nory mego rodzica — opowiadał ponuro Kurrelgyre. — Wyszedł do mnie w postaci człowieka i zapytał: „Po co przychodzisz tu, mój synu? Miejsce to nie jest dla ciebie bezpieczne”. Odpowiedziałem: „Przyszedłem zabić cię, panie, tak jak nakazuje mi miłość, jaką do ciebie czuję i szacunek dla honoru naszego rodu. Potem pomścić chcę mego przyjaciela Drowlotha i przywrócić mej suce należne jej w stadzie miejsce”. Rodzic niczego nie utracił z przyrodzonej mu godności ani nie poddał się chorobie, której ślady widać było po nim; w chwili tej był taki, jakim go pamiętałem z dawnych lat. „Wiedziałem, że powrócisz z honorem” powiedział. „Jak się to stało, że pogodziłeś się z tym co nieuniknione?”. Odparłem: „Przekonał mnie o tym człowiek, tak jak to przepowiedziała Wyrocznia”. „Kim jest ten dobry człowiek?” — zapytał. „Błękitny Adept” — odpowiedziałem mu, a on zdziwił się: „Jak to możliwe, że Adept zrobił to dla ciebie?”. Więc wyjaśniłem: „On zginął, a jego sobowtór przybył z alternatywnego świata, by odzyskać swoje królestwo”. Wtedy rodzic mój z lękiem spojrzał mi przez ramię i kiedy obejrzałem się, zobaczyłem, że inni z mego stada podeszli, gdy nie uważałem i wysłuchali mych słów. I tak cała wataha wiedziała, że w Błękitnym Królestwie dzieje się coś złego i wiadomość ta szybko się rozeszła. Moja suka rzekła: „Ze wszystkich Adeptów tylko o Błękitnym mówiono, że czyni dobro wśród zwierząt, a jeśli i to się zmieni…?”

— Nie zmieni się! — zaprotestował gwałtownie Stile. — Próbowałem im to powiedzieć, ale moi pobratymcy nie wierzyli mi, a kiedy jednorożce dowiedziały się, że Neysa uwięziona została w Błękitnym Królestwie…

— Uwięziona? Ona nie… — nie mógł dokończyć. Naprawdę?

— Tego nie wiemy na pewno.

— Cóż, jeśli nawet została uwięziona, to uwolnię ją w tej samej chwili, kiedy się tam pojawię, ale nie skończyłeś waćpan swej historii.

— To nieskomplikowana opowieść — rzekł Kurrelgyre. — Przyszedł przywódca watahy i mój rodzic powiedział: „Nadszedł czas”. Obaj zamieniliśmy się w wilki. Jednym, szybkim ruchem rozdarłem mu gardło i wiedziałem, że dobrze czynię, a żaden wilk nie umierał jeszcze z większą chęcią. Natychmiast odwróciłem się i wyzwałem przywódcę. Nikt w stadzie nie mógł mi odmówić tego prawa: Przywódca watahy nie był łatwym przeciwnikiem. Walczył i chyba mnie zranił.

— Kurrelgyre uśmiechnął się przelotnie, dotykając resztki ucha. — Nie rozdarłem mu gardła, bo byłaby to zbyt honorowa śmierć dla tego kundla, Okulawiłem go, wykłułem mu oczy, wydarłem język i przegnałem z odgryzionym ogonem na pustynię, aby zdechł tam między potworami. To była godna zapłata.

Stile ukrył swą reakcję na tą okrutną opowieść o zemście. Może w podobnych okolicznościach sam by tak postąpił? — A czy wasza, panie, wilczyca czuje się dobrze? zapytał po chwili, spoglądając na najbliżej stojącą samicę. — Tak jak tylko może się czuć po tym, jak wygnano jej samca, zabito jego przyjaciela krwi i zmuszono, by się parzyła z przywódcą watahy. Powoli dojdzie do siebie. Teraz ja jestem przywódcą, a ona wciąż pozostaje moją wybraną; wszystkie suki muszą jej ustępować.

— Właściwe rozwiązanie — potwierdził Stile, mając nadzieję, że Hulk pojął już na tyle sytuację, by nie robić błędów.

— A jednak coś się w niej zmieniło — ciągnął Kurrelgyre. — To ona sprawiła, iż pojąłem, że Neysie potrzebna jest pomoc.

— Neysa — powtórzył Stile. — Zapewniam was… Teraz i wilczyca przybrała ludzką postać. Była ładna, miała bujne, płomienne włosy, ale wyglądała mizernie. Musiała mieć ostatnio równie ciężkie życie jak Błękitna Pani i podobnie twardo mu się oparła.