Выбрать главу

— Wszystko w porządku, Farr — powiedziała. Jej głos wydawał się spokojniejszy, rzeczowy. — On ma rację. Przecież te rzeczy i tak nam się nie przydadzą. To tylko śmieci z nadpływu.

Powoli rozwiązała sznur.

* * *

Hałas panujący na Rynku rozgrzewał Powietrze nawet nad wilgotnym i zimnym Biegunem. Ludzie tłoczyli się między straganami, skupionymi wokół znajdującego się pośrodku Koła. Byli ubrani w jaskrawe, ekstrawaganckie stroje. Dura zasłoniła rękami piersi i brzuch, onieśmielona mnóstwem natarczywych oczu.

Farr milczał, ale zachowywał czujność.

Tobą zaprowadził ich do kabiny — przestrzeni odgrodzonej od reszty Rynku konstrukcją z drewnianych desek. Wewnątrz znajdowało się kilkanaście dorosłych i dzieci — wszyscy pokorni, rozczochrani i źle ubrani w porównaniu z większością osób na Rynku. Nagość Dury i Farra przyciągała apatyczne, nieco zaciekawione spojrzenia.

Tobą polecił Istotom Ludzkim, żeby weszły do środka.

— Rozumiecie, o co tutaj chodzi? — zagadnął z niepokojem.

— Tak — odparł chłopiec, wytężając wzrok. — Zamierzasz nas sprzedać.

Mixxax potrząsnął okrągłą głową.

— Wcale nie. W każdym razie ja się nie zajmuję tego rodzaju rzeczami. To jest Rynek pracy. Tutaj to w y będziecie sprzedawać — swoją pracę — nie siebie.

Cztery z wyglądu zamożne osoby — trzech mężczyzn i kobieta — wyłoniły się z tłumu na Rynku i podeszły do kabiny. Przybysze z zaciekawieniem przyglądali się Istotom Ludzkim, ale wydawało się, że zwracają szczególną uwagę na Farra.

— Wątpię, żeby to robiło dużą różnicę, prawda? — odezwała się Dura.

— Zasadniczą różnicę — odparł Tobą. — Podpisujesz kontrakt na określony czas… Nie tracisz wolności. I w końcu…

— Przepraszam — wpadła mu w zdanie kobieta. — Chcę popatrzeć na tego chłopaka. Mixxax uśmiechnął się.

— Farr, wystąp. Nie bój się.

Młodzieniec odwrócił się do Dury z rozdziawionymi ustami. Zamknęła oczy. Nagle ogarnął ją wstyd, że może zrobić tak niewiele, by ochronić własnego brata.

— Idź, Farr. Oni nie zrobią ci krzywdy.

Chłopiec prześlizgnął się między drewnianymi deskami i opuścił kabinę.

Kobieta mogła być rówieśniczką Dury, ale odznaczała się znacznie większą tuszą. Jej rurki włosowe były wymyślnie upięte w złotobiały kok, a na kościach policzkowych zalegały fałdy tłuszczu.

Z miną zawodowca zajrzała do oczodołów Farra, a także do uszu i nozdrzy. Następnie poleciła mu otworzyć usta i przebiegła palcami po jego dziąsłach, wyskrobując i oglądając znalezione tam resztki. Potem wepchnęła mu palce pod pachy, w odbyt i schowek z penisem.

Dura odwróciła się, nie chcąc patrzeć na upokorzenie brata.

Kobieta odezwała się do Toby:

— Jest całkiem zdrowy, chociaż niedożywiony. Jednak nie wydaje się wystarczająco silny. Mixxax zmarszczył brwi.

— Myśli pani, że nadawałby się do Poławiania?

— Tak… Przecież jest szczupły i lekki. Ale…

— On jest nadpływowcem, proszę pani — rzekł Tobą z zadowoleniem.

— Naprawdę? — Kobieta spojrzała na Farra z większym zaciekawieniem. Nawet odsunęła się od niego i wytarła ręce o swoją odzież.

— A to oznacza, że jak na swój wzrost i masę, jest ogromnie silny tu, w pobliżu Bieguna. Znakomicie nadaje się do Dzwonów. — Tobą zwrócił się do Dury. — Widzisz, Dura, tu, na Biegunie, nasze ciała ulegają przemianie, ponieważ Magpole jest silniejsze — wyjaśnił, jakby recytował wyuczoną lekcję. Wydawało się, że mówi tylko po to, żeby mówić — żeby zapełnić ciszę, podczas gdy tamta kobieta decydowała o losie Farra. — Związki między jądrami stają się mocniejsze. Właśnie dlatego jest ci cieplej, a twoje mięśnie…

— Jestem pewna, że masz rację — przerwała mu kobieta. — Ale… — Zawahała się. — Czy on jest…

— Tresowany? — wtrąciła gniewnie Dura.

— Dura! — ostrzegł ją Tobą.

— On jest Istotą Ludzką, a nie dzikim knurem, szanowna pani. I może mówić za siebie.

— Proszę pani, ręczę za poczciwą naturę tego chłopca — szybko odezwał się Tobą. — Mieszka pod moim dachem. Jada z moją rodziną. A poza tym warto go kupić za… — nadął policzki i wydawało się, że pośpiesznie robi obliczenia — za pięćdziesiąt skór.

Kobieta zmarszczyła czoło, ale na jej otyłej, szerokiej twarzy malowało się zainteresowanie.

— Za ile? Standardowe dziesięć lat? — zagadnęła.

— Oczywiście, plus zwyczajowe klauzule dotyczące grzywien — dorzucił Mixxax.

Kobieta zawahała się.

Przy Kole na środku Rynku zaczął się gromadzić tłum. Panował coraz większy hałas i podniecenie… Niebezpieczny rodzaj podniecenia. Nagle Dura poczuła żal, że kabina jest tak kiepskim schronieniem.

— Posłuchaj, nie mam czasu się targować. Chcę obejrzeć egzekucję. Czterdzieści pięć, to go wykupię. Tobą wahał się najwyżej chwilę.

— Zgoda.

Kobieta wmieszała się w tłum, po raz ostatni obrzuciwszy chłopca zaintrygowanym spojrzeniem.

Dura opuściła podobną do klatki kabinę i dotknęła ramienia Toby.

— Dziesięć lat?

— Takie są standardowe warunki.

— A praca?

Mixxax sprawiał wrażenie zakłopotanego.

— Jest ciężka. Nie będę próbował tego ukrywać. Każą mu obsługiwać Dzwony… Ale jest silny i wytrzyma to.

— A kiedy będzie zbyt słaby, żeby pracować? Mężczyzna zacisnął usta.

— Nie będzie w Dzwonach na zawsze. Mógłby zostać nadzorcą albo jakimś innym specjalistą. Posłuchaj, Dura, wiem, że to musi ci się wydawać dziwne, ale tu, w Parz, postępujemy właśnie w ten sposób. Ten system trwa od pokoleń… A ty zaakceptowałaś go, pośrednio, kiedy zgodziłaś się wejść do samochodu i znaleźć sposób zapłacenia za kurację Addy. Przecież cię ostrzegałem. — Okrągłe, ospałe oblicze Toby przybrało wyzywającą minę. — Zrozumiałaś to, prawda?

Westchnęła.

— Tak. Oczywiście, że zrozumiałam. Nie wszystkie szczegóły, ale… Nie znalazłam innego wyjścia.

— Rzeczywiście — rzekł twardo mężczyzna. — No cóż, teraz nie masz już żadnego wyboru.

Wahała się, co powiedzieć. Nie znosiła błagania. Jednak Tobą i jego dom były jedynymi względnie znajomymi punktami oparcia w tym nowym świecie.

— Tobą Mixxax, czy t y nie mógłbyć nas kupić… naszej pracy? Masz farmę sufitową na Skorupie…

— Nie — odparł ostrym tonem. — Przykro mi, Dura — dorzucił z większą życzliwością — ale nie jestem zamożnym człowiekiem. Po prostu nie mógłbym sobie na was pozwolić. A raczej, nie byłoby mnie stać na ustalenie godziwej ceny za was. Nie bylibyście w stanie spłacić rachunków Addy. Rozumiesz? Posłuchaj, czterdzieści pięć skór za dziesięć najlepszych lat życia Farra, mimo iż jest niewykwalifikowany, może ci się wydawać fortuną, ale uwierz mi, ta kobieta dokonała korzystnej transakcji i dobrze o tym wiedziała. Poza tym…

Jego słowa zagłuszył nagły ryk publiczności zgromadzonej wokół ogromnego Koła. Ludzie przepychali się i wchodzili jeden na drugiego, tłocząc się na linach i poręczach.

Dura nie była szczególnie zaciekawiona, lecz mimo to apatycznie spojrzała na tłum, usiłując odkryć przyczynę ogólnego poruszenia.

Zobaczyła, że przez tłum jest wleczony jakiś mężczyzna. Dwaj eskortujący go, energicznie falujący ludzie byli ubrani w mundury podobne do noszonych przez strażników w szpitalu Muuba, a ich zasłonięte skórzanymi maskami twarze wyglądały niesamowicie groźnie. Więzień był starszy od Dury o co najmniej dziesięć lat. Miał gęstą, żółknącą czuprynę i wychudzoną, cierpliwą twarz. Był rozebrany do pasa i wydawało się, że jego ręce są związane z tyłu.