Выбрать главу
* * *

Durze i Farrowi pozwolono odwiedzić Addę w jego pokoju szpitalnym — na jego oddziale, jak zapamiętała dziewczyna.

Potężny wiatrak obracał się powoli na jednej ze ścian. Na oddziale panował przyjemny chłód — prawie jak na otwartym Powietrzu. Szpital mieścił się blisko zewnętrznej ściany Miasta, a oddział wydawał się stosunkowo dobrze oświetlony; łączył go ze światem poza Skórą krótki korytarz. Wchodząc do środka, Dura odniosła wrażenie, że pracują tu życzliwi i kompetentni ludzie.

Widok Addy natychmiast rozwiał jej optymistyczne przypuszczenia. Starzec wisiał na środku sali w plątaninie linek, taśm i bandaży; jego sponiewierane ciało prawie w całości pokrywał jakiś | cienki materiał. Lekarka — doktor Deni Maxx, pulchna, z wyglądu pedantyczna kobieta, której pas i kieszenie były wypchane tajemniczymi przedmiotami — gorliwie krzątała się przy chorym.

Adda zerknął na rodzeństwo zza warstwy gazy. Prawe ramię, złamane podczas polowania, zabandażowano, a dolne partie nóg unieruchomiono łubkami. Ktoś wyczyścił mu oko z ropy i zaaplikował maść, żeby odstraszyć organizmy symbiotyczne.

Dura była teraz bardziej przerażona ranami starego myśliwego niż w trakcie polowania w lesie Skorupy, kiedy próbowała opatrzyć je gołymi rękami. Niepokojąco przypomniały się jej martwe zwierzęta z wystawy w Muzeum.

— Wyglądasz dobrze — powiedziała.

— Kłamliwa locha — burknął Adda. — Na kości Xeelee, co ja tu robię? Dlaczego nie wydostałaś się stąd, póki jeszcze możesz? Pani doktor cmoknęła językiem i skubnęła bandaż.

— Wiesz, dlaczego tu jesteś — przemówiła głośno, jakby Adda był głuchym dzieckiem. — Masz się tutaj leczyć.

— Tak czy owak, niedługo nas tu nie będzie — odezwał się Farr.

— Ja rozpocznę pracę w Porcie, a Dura udaje się na farmę sufitową.

Adda przygwoździł dziewczynę zjadliwym spojrzeniem jedynego zdrowego oka.

— Ty głupia suko.

— Stało się, Adda. Nie będę się z tobą spierała.

— Powinniście byli pozwolić mi umrzeć, zamiast dać zrobić z siebie niewolników. — Próbował unieść owinięte gazą ramię.

— Jak wam się wydaje, jak teraz będę żył?

Jego ton zrobił na Durze odpychające wrażenie. Starzec wydawał się szalony, oderwany od rzeczywistości — zupełnie nie pasował do tego potężnego, uporządkowanego otoczenia. Córka Logue'a porównywała gwałtowność Addy z cichą pokorą Ito, która szła przez życie małymi krokami, jakby nie uświadamiała sobie braku swobody, wywołanego naporem ludzi wokół niej. Dura nie zamieniłaby się z Ito, ale czuła, że zaczynają rozumieć. Natomiast wściekłość jej wiekowego współplemieńca była prymitywna i tępa.

— Adda — powiedziała ostro. — Daj spokój. Co się stało, to się nie odstanie. Musimy robić dobrą minę do złej gry.

— Faktycznie — westchnęła filozoficznie pani doktor. — Czyż nie tak to zawsze wygląda?

Starzec spojrzał spode łba na kobietę.

— A ty czego się wtrącasz, ohydna stara wiedźmo? Deni Maxx pokręciła głową, wyrażając jedynie łagodną dezaprobatę.

Dura, wściekła i roztrzęsiona, zapytała, czy Adda wraca do zdrowia.

— Czuje się na tyle dobrze, na ile mogliśmy tego oczekiwać.

— Co to ma znaczyć? Czy wy tutaj nie potraficie mówić wprost? Pani doktor zrzedła mina.

— Mam na myśli to, że będzie żył. Wygląda na to, że jego kości się zrastają — powoli, z racji podeszłego wieku, ale się zrastają. Pozszywałam przerwane naczynia; teraz większość jego naczyń włosowatych może utrzymać ciśnienie…

— Ale?

— Nigdy nie odzyska sił. I może być niezdolny do opuszczenia Miasta.

Dura zachmurzyła się. Nawiedziła ją egoistyczna myśl o przedłużonym okresie spłacania kosztów kuracji Addy.

— Dlaczego nie? Skoro twierdzi pani, że wraca do zdrowia…

— Tak, ale nie będzie w stanie wytworzyć właściwego poziomu ciśnienia. — Maxx zmarszczyła brwi żartobliwie. — Rozumiesz, co to oznacza?

Dura zazgrzytała zębami.

— Nie.

— Och, moja droga. Łatwo zapomnieć, że wszyscy jesteście nadpływowcami…

Adda zamknął oczy i przechylił się do tyłu w swojej siatce z gazy.

— Posłuchaj — rzekła Deni — nasze ciała funkcjonują dzięki wykorzystaniu własności Powietrza, związanych ze zjawiskiem transportu masy… Nie rozumiesz? Dobrze. — Pokazała wiatrak zamontowany w ścianie. — Wiesz, dlaczego ten wiatrak znajduje się tutaj — dlaczego takie wiatraki instaluje się w całym Mieście? One regulują temperaturę — zapewniają nam chłód tu, w gorącym klimacie Bieguna Południowego. Powietrze, które zamieszkujemy, jest gazem neutronowym i składa się z dwóch komponentów — nadcieczy i normalnej cieczy. Nadciecz nie podtrzymuje różnicy temperatur — jeśli zostanie podgrzana, ciepło przepłynie przez nią. Oznacza to, że jeśli dodasz więcej nadcieczy do masy Powietrza, jego temperatura zmaleje. Jeśli natomiast wycofasz nadciecz, temperatura zwiększy się, ponieważ zwiększy się gęstość normalnej cieczy. Wiatraki ścienne pracują właśnie na takiej zasadzie.

Farr marszczył czoło.

— Co to ma wspólnego z Addą?

— Ciało Addy jest wypełnione Powietrzem — podobnie jak wasze czy moje. Przenika je sieć malutkich naczyń włosowatych, które mogą pobierać nadciecz, aby regulować temperaturę jego ciała. — Deni Maxx mrugnęła do Farra. — Mamy w naszych organizmach maleńkie pompy powietrzne… jest ich bardzo dużo, między innymi serce. Rurki włosowe pełnią ważną funkcję wypuszczają Powietrze z czaszki, utrzymując mózg we właściwej temperaturze. Wiedziałeś o tym?

— I właśnie ten mechanizm może już nie być taki sprawny w przypadku Addy?

— Tak. Oczywiście naprawiliśmy główne naczynia, ale jeżeli ulegają przerwaniu, już nigdy nie są takie same. Adda utracił zbyt dużo naczyń włosowatych i bardzo osłabł. Czy rozumiesz, że Powietrze napędza również nasze mięśnie? Posłuchaj. Załóżmy, że masz ogrzać zamknięte pomieszczenie, na przykład ten pokój. Wiesz, co stałoby się z nadcieczą? Niezdolna do wchłonięcia ciepła, opuściłaby pokój — bardzo szybko, wszelkimi możliwymi sposobami — a wówczas podniosłoby się ciśnienie w pozostałych miejscach… Kiedy Adda chce podnieść ramię, rozgrzewa Powietrze w płucach. Oczywiście nie jest świadomy tego procesu; robi to za niego jego ciało, spalając część energii, którą zgromadził dzięki jedzeniu. Kiedy jego płuca się nagrzewają, Powietrze gwałtownie się uwalnia, naczynia włosowate przewodzą Powietrze do mięśni, które ulegają rozszerzeniu i…

— A zatem mówi pani, że ponieważ sieć jego naczyń włosowatych uległa uszkodzeniu, Adda nie będzie już taki silny jak dawniej?

— Tak. — Lekarka przeniosła wzrok z Dury na Farra. — Naturalnie wiecie o tym, że nasze płuca nie są prawdziwymi płucami?

Dura potrząsnęła głową, zdumiona tą ostatnią informacją.

— Co takiego?

— Jesteśmy przecież sztucznymi tworami. Produktami. Tacy byli przynajmniej nasi przodkowie. Ludzie — prawdziwi ludzie — przybyli do tego świata, tej Gwiazdy, i zaprojektowali nas właśnie w ten sposób, żebyśmy mogli przetrwać tu, w Płaszczu.

— Ur-ludzie. Maxx uśmiechnęła się z zadowoleniem.

— Wiesz o istnieniu Ur-ludzi? To dobrze… Wierzymy, że pierwotne istoty ludzkie miały płuca — zbiorniki jakiegoś gazu — w swoich ciałach. Tak jak my. Prawdopodobnie jednak ich płuca pełniły inną funkcję. Widzisz, nasze płuca są po prostu schowkami na Powietrze: dla gazu do systemów pneumatycznych, które napędzają nasze mięśnie.