Выбрать главу

Minęły kolejną sieć wypełnioną śpiącymi dziećmi.

— Dlaczego Rauc nie podróżuje razem z karawaną? — zapytała Dura delikatnie. — Z Browem? Kae lekko zesztywniała.

— Ponieważ dostaje lepszą zapłatę tam, gdzie jest teraz, pracując jako kulis dla Qosa Frenka. Mają dziecko. Mówiła ci o tym? Umieścili dziewczynkę w szkole w samym Parz. Muszą tak harować, żeby opłacić czesne.

Dura pozwoliła sobie na mały przystanek w Powietrzu.

— A więc Rauc jest na farmie sufitowej w zagłębiu, jej dziecko przebywa w tym drewnianym pudle na Biegunie, a Brow błąka się gdzieś po nadpływie, transportując drewno. Przy odrobinie szczęścia spotykają się — ile? Raz w roku? — Przypomniała sobie Mixxaxów, którzy również musieli spędzać dużo czasu osobno, i to z bardzo podobnych przyczyn. — Kae, co to za życie?

Kobieta-drwal cofnęła się.

— W twoim głosie pobrzmiewa dezaprobata. — Pomachała ręką. — Dla tego wszystkiego, co nas otacza. Dla naszego stylu życia. No wiesz, nie możemy wszyscy żyć jak wesołe dzikusy w nadpływie. — Przygryzła wargę, ale kontynuowała. — Tak to jest. Rauc i Brow starają się jak mogą dla swojej córki. A jeśli chcesz wiedzieć, co czują, zmuszeni rozstawać się ze sobą na tak długo, powinnaś ich o to zapytać.

Dura milczała, a jej przewodniczka dokończyła:

— Nasze życie jest skomplikowane — być może bardziej, niż sobie wyobrażasz. Wszyscy musimy się godzić na kompromisy.

— Naprawdę? A na czym polega twój kompromis, Kae?

Kae zmrużyła powieki.

— Chodź — powiedziała. — Poszukajmy innych. Na pewno nadeszła pora posiłku.

Drogę powrotną obok usytuowanej liniowo społeczności przebyły w całkowitym, ciążącym jak kamień milczeniu.

* * *

Przy pniu jednego z dużych, rozłupanych drzew w środkowej części karawany zebrało się kilkanaście osób. Bal zdobiło wycięte Koło o pięciu szprychach, a w żarze płonącym w szczelinach wyrzeźbionego symbolu umieszczono miski z jadłem.

Ludzie chwytali się dryfującego pnia drzewa albo zwisających zeń sznurów i sieci, znajdując sobie miejsca wokół ciepłego ognia jądrowego. Od czasu do czasu ktoś sięgał do szczeliny i wyciągał miskę.

Dura dołączyła do grupy nieco zdenerwowana. Jednak drwale powitali ją raczej z obojętnością, a niektórzy nawet kiwali przyjaźnie głowami. Ci nomadzi, nieustannie przemierzający obrzeża, musieli być przyzwyczajeni do normalnego traktowania obcych w potężnym zagłębiu wokół Parz.

Dziewczyna z nadpływu znalazła kawałek sznura i owinęła nim ramię. Przywiązany do pnia sznur ciągnął ją, wywierając stały nacisk na rękę. Uświadomiła sobie, że stała się częścią konwoju i porusza się dzięki jego sile bezwładności. Zerknęła na pozostałych członków zgromadzenia. Ich twarze i odprężone, okryte kaftanami ciała tworzyły półkulistą tarczę nad odsłoniętym rdzeniem drzewa. Zielony żar opromieniał postacie i rzucał łagodne światło na ich oczodoły. Dura zaakceptowana przez drwali czuła się tu dobrze i przysunęła się bliżej ciepłego, jądrowego ognia.

Zauważyła, że Rauc i Brow tulą się do siebie po drugiej stronie małej grupy. Rauc pomachała do niej ręką, ale szybko przeniosła uwagę na swojego męża. Córka Logue'a rozejrzała się dyskretnie i zobaczyła, że większość zebranych podzieliła się na pary, które od czasu do czasu zagadywały do siebie. Osamotniona, odwróciła głowę i zaczęła patrzeć w spokojnie palący się ogień.

Ktoś poklepał ją po ramieniu. Zobaczyła Kae, która spoczęła obok niej, uśmiechając się.

— Zjesz coś?

Dura nie mogła się powstrzymać od ukradkowego spojrzenia. Kobieta-drwal nie miała przy sobie żadnego towarzysza. Nie było w niej też ani śladu po niedawnym wybuchu wrogości. Dura odnosiła wrażenie, że Kae jest bardzo nieszczęśliwa. Odwzajemniła uśmiech, starając się okazać dobrą wolę.

— Dzięki. Chętnie coś zjem.

Kae wyciągnęła rękę w stronę rozżarzonej szczeliny, wyrytej w drzewie. Wyjęła jedną z misek, uważając, żeby nie poparzyć sobie palców o rozgrzane drewno. W okrągłym, drewnianym naczyniu znajdowała się jakaś ciemnobrązowa masa. Kobieta-drwal podała miskę gościowi z farmy.

Dura ostrożnie pogrzebała w naczyniu. Potrawa była gorąca. Wyciągnęła bryłkę, która miała włochatą powierzchnię, ale była przypieczona na chrupko i zatrzeszczała, gdy dziewczyna ścisnęła ją w palcach.

Spojrzała na Kae z powątpiewaniem.

— Co to takiego?

— Najpierw spróbuj. — Zapytana spojrzała chytrze na zielony ogień.

Dura uszczknęła odrobinę włochatej bryłki.

— Mam zjeść całe?

— Tylko ugryź.

Córka Logue'a wzruszyła ramionami, szybko podniosła bryłkę do ust i zagłębiła w niej zęby. Powierzchnia bryłki była elastyczna, trudna do nadgryzienia; meszek łaskotał podniebienie. Wreszcie skórka pękła i kawałki gorącego, kleistego mięsa trysnęły jej na język i brodę. Splunęła, ale otarła twarz i przełknęła bryłkę. Miąższ był soczysty, ciepły i sycący. Dura odgryzła kawałek skórki i powoli go przeżuła. Okazał się twardy i prawie pozbawiony smaku. Następnie wyssała resztkę mięsa w skorupce, nie tykając twardego rdzenia w środku.

— Dobre — stwierdziła. — Co to takiego? Kae pozwoliła, żeby pusta miska zawisła w Powietrzu; szturchnęła ją palcem wskazującym i obserwowała, jak wiruje.

— Jajo pająka spinowego — odparła. — Wiedziałam, że nie rozpoznasz go. Tylko w taki sposób da sieje zjeść. W niektórych częściach zagłębia uchodzi za przysmak. Na obrzeżach dzikiego lasu żyje nawet społeczność, która hoduje pająki, żeby pozyskiwać jaja. Bardzo niebezpieczne, ale zyskowne zajęcie. Trzeba tylko wiedzieć, jak przyrządzać jaja, żeby były smaczne… i jadalne.

— Chyba nigdy nie zdołałabym rozpoznać w tym czymś jaja pająka.

— Trzeba je zabierać zaraz po złożeniu — kiedy mały pająk, jeszcze nie jest uformowany i w jaju znajduje się coś w rodzaju papki. Środkowa, twarda część stanowi podstawę egzoszkieletu stworzenia; młody pająk wrasta w swój szkielet, pochłaniając substancję odżywczą.

— Dzięki za wyjaśnienia — powiedziała Dura sucho. Kae roześmiała się i otworzyła torbę, którą nosiła przy pasie. Wyjęła kawałek ciasta piwnego.

— Masz, poczęstuj się. W Parz takie egzotyczne produkty z zagłębia cieszą się ogromnym wzięciem. Czerpiemy z nich spore dodatkowe zyski. A co byś powiedziała na kawałek mięsa świni powietrznej?

— Może być. Poproszę. A potem możesz mi opowiedzieć, jak to się stało, że dołączyłaś do tej karawany z drewnem.

— Tylko pod warunkiem, że ty opowiesz, w jaki sposób znalazłaś się tutaj, skoro pochodzisz aż z nadpływu…

Czując ciepło w żołądku, nieco rozweselona i oszołomiona ciastem piwnym, Dura opowiedziała Kae swoją zagmatwaną historię, a nieco później, przy świetle ognistego Koła, powtórzyła ją pozostałym drwalom, którzy słuchali z wypiekami na twarzach.

* * *

Wkrótce miski zjedzeniem, przechowywane w żarzących się szczelinach, zostały opróżnione. Stopniowo rozmowy zamierały i Dura wyczuła, że spotkanie zbliża się do końca.

Rauc wyjęła dłoń z ręki męża i samotnie ruszyła do środka małej grupy. Znalazłszy się w samym centrum, w milczeniu spojrzała na Koło wycięte w pniu drzewa.