Выбрать главу

— W jakim celu mnie tu sprowadzono? Filigranowy mężczyzna cofnął się, przymykając podkrążone oczy.

— Dura…

Farr?

Zawirowała w Powietrzu. Jej brat znajdował się zaledwie o jednego człowieka dalej. Był spokojny i sprawiał wrażenie zdrowego. Miał na sobie luźną tunikę. Towarzyszył mu Adda i trzech ludzi z Miasta.

Zobaczyła to wszystko w ciągu uderzenia serca. Natychmiast rzuciła się i objęła brata. Odwzajemnił uścisk, ale Dura uświadomiła sobie, że nie było w nim nic z nieśmiałego dziecka. Otoczył ją ramionami i poklepywał po plecach, jakby chciał dodać siostrze otuchy.

Puściła go i odsunęła się na wyciągnięcie ręki. Twarz Farra była kanciasta i poważna. Wydawał się starszy i bardziej podobny do ojca.

— Czuję się dobrze, Dura.

— Ja też. Myślałam, że mogłeś zostać ranny podczas Zaburzenia.

— Nie byłem w Dzwonach, kiedy nadciągnęło. Właśnie miałem przerwę i przebywałem w Porcie…

— To nie ma znaczenia — rzekła z rozgoryczeniem. — Jesteś za młody, żeby wysyłać cię na dół w takich urządzeniach.

— Nic na to nie poradzę — odparł łagodnie. — W Dzwonach służą chłopcy, którzy są jeszcze młodsi ode mnie. Dura, w niczym nie zawiniłaś… Nawet gdybym odniósł obrażenia, nie byłabyś niczemu winna.

On ją pocieszał. Naprawdę wydoroślał.

— W każdym razie nie byłem w Porcie od dawna — ciągnął Farr. Uśmiechnął się. — Od czasu, gdy Adda kazał Horkowi posłać po mnie. Mieszkałem u Toby.

— Co słychać u rodziny?

— Cris uczył mnie surfówać. — Farr wyciągnął ramiona, jakby balansował na niewidzialnej desce. — Będziesz musiała tego spróbować…

— Dura! Przeżyłaś. Strasznie się cieszę. — Adda zagarniał Powietrze rękami, zbliżając się do nich.

Dura szybko zerknęła na starego człowieka. Jego ramiona, klatka piersiowa i nogi poniżej kolan wciąż były spowite brudnymi bandażami, ale poruszał się dość swobodnie, choć niezdarnie. Ciągnął za sobą obiekt, który przypominał skórę świni powietrznej: pozszywany i nadmuchany, podskakiwał niczym zabawka.

Dura znalazła na twarzy Addy wolne miejsce — oddalone od pijawki — i pocałowała go.

— Uścisnęłabym cię, ale boję się, że mogłabym coś ci złamać. Parsknął.

— A więc przetrwałaś Zaburzenie.

Krótko zrelacjonowała swoją historię. Jej brat zrobił wielkie oczy, kiedy opisała statek Xeelee. Opowiedziała im, jak Istoty Ludzkie dawały sobie radę podczas Zaburzenia. Kiedy wyliczała dwadzieścia znajomych imion ofiar, przypomniała jej się prosta, wzruszająca ceremonia odmawiania litanii przez drwali.

Wspomniała Addzie i Farrowi o pięciorgu dzieci nadpływowców, które na razie zatrzymały się u Deni Maxx. Obaj uśmiechnęli się i obiecali, że je odwiedzą.

— A teraz powiedz mi, co my tutaj robimy. I dlaczego wleczesz za sobą martwą świnię.

Adda skrzywił się; pijawka zadygotała na jego pomarszczonym policzku.

— Dowiesz się… To wszystko jest cholerną głupotą. — Zerknął na pozostałych członków grupy. Dura rozpoznała Muuba, szpitalnego lekarza, któremu towarzyszyli dwaj inni mężczyźni.

— Ruszajmy — powiedział. — Lepiej mieć to z głowy.

Dura i Farr pomogli staremu myśliwemu. Trzy Istoty Ludzkie zbliżyły się do Muuba i jego towarzyszy.

* * *

Cała szóstka unosiła się w zwartej grupie w pobliżu centralnej części potężnego, pustego stadionu. Dziewczyna z nadpływu czuła chłód i wyizolowanie pomimo lepkości Bieguna. Dookoła były zawieszone sznury i poręcze — milczący dowód, iż w tym miejscu pojawiały się tłumy widzów.

Lekarz Muub miał na sobie pozbawioną ozdób ciemną szatę. Jak poprzednio, Dura nie mogła się powstrzymać od patrzenia na wielką kopułę jego łysej głowy. Powitał ich profesjonalnym, ale nieco wymuszonym uśmiechem.

— Dziękuję, że zechcieliście poświęcić swój czas. Adda wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Och, czyżbyśmy mieli wybór?

Muubowi zrzedła mina. Energicznie przedstawił swoich dwóch towarzyszy: Hosch, nadzorca Portu, był upiornie chudy i chyba znał Farra, gdyż obrzucał chłopca skwaszonymi spojrzeniami; wysoki, wątły jak łodyga Seciv Trop został scharakteryzowany przez Muuba jako ekspert w dziedzinie Magpola. Podobnie jak nadworny medyk, miał wygoloną głowę, w stylu charakterystycznym dla naukowców uniwersytetu.

Lekarz szybko naszkicował okoliczności powstania dyrektywy Horka.

— Szczerze mówiąc, nie jestem przekonany o wartości tego programu. Przyznaję się do tego na samym początku. Ale rozumiem sposób myślenia Horka. — Rozejrzał się; miał surową minę. — Już samo przebywanie na tym kruchym stadionie każe mi sądzić, że musimy znaleźć sposób zabezpieczenia się przed przypadkowymi Zaburzeniami.

Dura zmarszczyła brwi.

— Ale dlaczego tu jesteśmy. To znaczy, my. Istoty Ludzkie. Potrzebujecie ekspertów. Cóż takiego moglibyśmy dodać?

— Dwie rzeczy. Po pierwsze, jesteście ekspertami — najbliższymi, jakich mamy — w kwestii Xeelee. Tak przynajmniej uważa Hork. Po drugie, nie ma nikogo innego. — Muub uniósł ręce, jakby chciał objąć Miasto. — Dura, Parz może ci się wydawać dużym i zamożnym ośrodkiem, ale Zaburzenia fatalnie wpłynęły na jego gospodarkę. Przeznaczamy wszystkie środki na zminimalizowanie skutków i odbudowę zagłębia… robią to wszyscy z wyjątkiem nas. Hork uznał, że tylko my możemy zostać oddelegowani do innych zadań. — Uśmiechnął się do swoich rozmówców. — Jest nas sześcioro, razem z chłopcem. A nasza misja ma polegać na ocaleniu świata. Może to się uda; jaki poklask byśmy zyskali, gdybyśmy odnieśli sukces!

Umilkł. Sześcioro ludzi unosiło się, tworząc krąg i spoglądało jeden na drugiego. Tylko ekspert od Magpola, Seciv Trop, patrzył w dal swymi delikatnie rzeźbionymi oczodołami.

— No cóż — odezwał się lekarz z ożywieniem. — Hork poprosił mnie, żebym opracował warianty dokonania czegoś, co jest niemożliwe — zapuszczenia się w Podpłaszcz głębiej, niż był to w stanie uczynić jakikolwiek człowiek od czasów prehistorycznych. Ja zaś poprosiłem Hoscha i Addę, żeby wysunęli jakieś sugestie. Dzwony z Portu opadają na głębokość około metra. Nasze pierwsze oceny wskazują, że musimy pokonać co najmniej dziesięciokrotnie dłuższy odcinek — opuścić się na głębokość dziesięciu metrów. Seciv, zechciej komentować to, co mówię, i dodawać wszelkie znane ci szczegóły.

Trop energicznie skinął głową.

— Zrobię wszystko, co w mojej skromnej mocy — rzekł piskliwym, egzaltowanym głosem. Seciv Trop wyglądał na najstarszego w grupie. Jego niemal łysą czaszkę porastały rzadkie kępki złocistożółtych włosów, nie wygolone przez ich niedbałego właściciela. Luźny, zaopatrzony w mnóstwo kieszonek kombinezon był mocno sfatygowany i pełen łat — Dura spodziewała się po wysoko postawionym obywatelu Miasta przyzwoitszej odzieży.

W sumie jednak ten stary człowiek wydał się dziewczynie dość sympatyczny.

— Dlaczego znaleźliśmy się tutaj? — zapytał Farr. — Na tym stadionie?

— Z powodu waszego przyjaciela. — Muub spojrzał powątpiewająco na świńską skórę. — Adda stwierdził, ze zamiast opisywać swój pomysł, wolałby go zademonstrować. Pomyślałem, że powinienem wybrać maksymalnie dużą przestrzeń.

Nadzorca Portu wykrzywił twarz szyderczo.

— Więc lepiej pozwólmy temu staremu głupkowi pokazać to, co ma do pokazania, zanim to cholerne świńskie ścierwo zacznie cuchnąć nawet poza stadionem.