rszawy nocnym pociągiem. Od razu w śródmieściu „dałam się” złapać milicji. Powtórzyłam ten sam numer z niepodawaniem swoich danych. Patrol zabrał mnie najpierw do komisariatu na Widok. Tam przetrzymali mnie trochę w izolatce. Potem przewieźli na Wilczą, gdzie siedziałam dłużej w dołku z dwiema prostytutkami. Ponieważ nadal milczałam, zawieziono mnie do Izby Dziecka. Tam mnie pamiętano, nie musiałam ukrywać swoich danych. Tym razem grzecznie się przebrałam, wykąpałam, dostałam śniadanie i od razu na przesłuchanie. Mówiłam to samo. Że jestem narkomanką, przyjechałam po towar, ale nikogo nie sypnę. Powiadomili moich rodziców, ale powiedzieli, że na razie mnie nie wypuszczą, bo prowadzą śledztwo. Przesłuchiwano mnie codziennie przez dziesięć dni. Pani porucznik rozmawiała ze mną o wszystkim. I w końcu powiedziała rodzicom, że mam schizofrenię i trzeba mnie leczyć. Po południu, gdy nie było przesłuchań, tka