Jechałam karetką z jakimś stukniętym facetem. Miał chyba urojenia, ciągle krzyczał. Na oddziale przebrano mnie w piżamkę i załadowano do łóżka w wielkiej sali. Rano zaczęłam się wściekać, byłam na głodzie. Zaczęłam rozwalać oddział. Wezwali sanitariuszy. Wsadzili mnie w kaftan, pasy i ładowali we mnie straszne zastrzyki. Teraz już wiem, że to fenactil. Język stawał mi kołkiem, przestałam w ogóle myśleć. Może to i dobrze. Uśpili mnie na trzy dni. Potem mnie rozwiązali i wróciłam na swoją salę.