Znalazłam w biurku trochę suszu i zrobiłam sobie zupkę. Jak można żyć bez ćpania? Chociaż troszeczkę.
Wzięłam i przestałam się martwić, że muszę się uczyć, że w domu coś się dzieje. Jestem na luzie. Tylko będę musiała jakoś zdobyć towar.
10 listopada
Poszłam na Rynek. Umówiłam się z jednym rolnikiem, że mi sprzeda worek suszu. Mieszka niedaleko Częstochowy. Mam jechać jutro, dał mi adres. Będę go trzymała u Marty. Do domu tego nie wniosę.