11 listopada
Wyglądałam jak święty Mikołaj, tylko bez brody. Za co z pełnym worem ślicznych makówek. Marta zgodziła się trzymać to u siebie. Nawet mogę u niej gotować. Zawsze się znajdą jakieś sprzyjające układy.
17 listopada
W szkole udaję, że coś robię. Nie robię nic. W domu sufituję. Czasami jadę do Marty i ćpam. Ale niedużo. Zaczynam trochę chudnąć. Nie mogę się pozbierać. Wychodzę niekiedy z domu i włóczę się po ulicach.