Nauczyciele nie ruszali mnie.
Marzena już przeszła na dwójkę. Jestem w trochę lepszym nastroju. Ale życie oddziałowe w ogóle mnie nie rusza.
12 czerwca
Kotan zabrał mnie na terapię do Synanonu.
Stwierdził, że nie jest w stanie mi teraz pomóc, byłam bardzo pobudzona.
Byłam na EEG. Pytałam lekarza, kiedy wyjdę z Białej. Ale nie dowiedziałam się. Sami nie wiedzą. Boją się mnie wypuścić za wcześnie. Uważają, że znowu sobie coś wymyślę. Chyba słuszne są ich obawy. Mam wrażenie, że na wolności zrobiłabym sobie coś złego. Jestem dno wklęsłe. I nie ma kto zapukać od spodu. Leżę na łóżku i sufituję. I to jestem cała ja.