Anna do mnie dzwoniła. Przyjeżdża pojutrze. W końcu porozmawiam z nią. Ćpam majkę. Ale chyba zacznę produkować. Zasmakowałam w kompocie. Nie ma to jak polska hera. To już chyba naprawdę początek końca. Ale przecież czekałaś na to, Baśka. Marzyło ci się wielkie ćpanie. Do zupełnego zatracenia się w wielkim śnie.
28 czerwca
Umówiłam się z pewnym kokainistą, że zrobimy podmiankę. Da mi majki, jeżeli skombinuję mu kokę. I wymyśliłam. Zgłosiłam się do szpitala na okulistykę. Wcześniej zatarłam sobie oko. Gdy siedziałam na fotelu, widziałam na tacy dwie butelki, które były mi potrzebne. Ale wyszłam stamtąd tylko z jedną. Zrobiliśmy wymianę, a potem dał mi spróbować koki. Cały dzień słuchałam muzyki, bo było mi właśnie tak muzycznie. Koka jest dobra, ale wolę swój towar.