Przeraża mnie moje myślenie. Za dużo i niepotrzebnie. Wtedy się rozklejam i wszystko wydaje się kolejnym absurdem, jakbym żyła życiem zaprogramowanym przez nich, bez mojej zgody. Czy mam żyć z obowiązku, dla ich szczęścia?
Obsesyjnie powracają tamte obrazy, pragnienie narkotyku, fizyczny ból tęsknoty za jednym zastrzykiem. Obłęd.
12 lipca
Wyczekujemy na wynik egzaminów. Poruszam się po mieszkaniu w zwolnionym tempie. Każdy ruch jest nie mój, obcy. Każda myśl przeraźliwie rani. Boję się samej siebie. Czuję, że coś we mnie narasta, rozsadza od wewnątrz, gad, który chce zadusić. Czy to początek jakiejś choroby psychicznej?