Napisałam list do Anny.
Mam zapalenie płuc.
22 lipca
Byłam na wsi, poszłam na pola, łąki. Oddychałam świeżym powietrzem, wdychałam nową wiarę.
Tłumaczyłam drzewom i trawom, że muszę.
Szumiały potakująco.
25 lipca
Przeraża mnie codzienność, każdy krok na mojej ulicy przypomina tamte, zaćpane powroty. Każdy dźwięk telefonu staje się osaczeniem i poraża mnie jedna myśl – to Oni, chcą mi dać narkotyk, a potem ta druga – nie, Oni już nie żyją. Wszyscy. Zostałam tylko ja.