Siedzę na brzegu wielkiego dołu i przebieram nad nim nogami. Wystarczy jeden niewielki ruch i będę wchłonięta. Za każdym razem, gdy robię sobie zastrzyk, zgadzam się na to i łudzę, że to przeżyję.
20 września
Pojechałam do Warszawy, nie mogłam już ćpać w Częstochowie. Milicja mogła mnie w końcu namierzyć, takie wieści teraz rozchodzą się szybciej. Odnowiłam stary kontakt. Tutaj nikt niczemu się nie dziwi. Dwie stówy za cent kompotu. Trzeba będzie dołączyć do produkcji. Snuję się po Starym Mieście i szukam cieni.