Opuściłam wcześniej praktykę i pojechałam do sanatorium. Tamto było kolejnym absurdem, przez który musiałam przejść, jeżeli chcę ukończyć studia. A przecież mogłoby być zupełnie inaczej.
W sanatorium mam zalecone leniuchowanie, spacery, nie mam zabiegów, które też są niebezpieczne dla mego serca. Chodzę do lasu i rozmawiam z drzewami, muszę przemyśleć tyle spraw, które mnie czekają po powrocie. Co będzie z karate? Czy można utracić filozofię? Nie zgadzam się na operację serca. Czy uda mi się wyjść na spotkanie swego czasu?