Spotkałam się z Jerzym, szalonym poetą, który był alkoholikiem i po śmierci Stachury zatrzymał się. Czułam, że jest cały pogmatwany i był mi tak bliski.
13 grudnia
Pojechaliśmy z kamerami na Białą Salę. Poznano mnie tam. To jest charakterystyczne – zna się latami każdego pacjenta z odwyku, tak silna bywa więź emocjonalna.
Ściskało mnie w gardle jak przed ważnym egzaminem, bolało w skroniach. Byłyśmy tutaj z Marzeną. Byłyśmy tak blisko i tak daleko, każda zajęta własnym umieraniem. Ponad sześć lat. To cała epoka w życiu ćpuna.