Выбрать главу

Milknie na chwilę i patrzy w ogień.

– Van Dyken, Freihoff i Callo. Ich zdaniem odkryliśmy coś, co jest absolutnym Kamieniem Filozoficznym. Kluczem do przyszłości. Odkryciem wszech czasów. Prometejskim ogniem i tak dalej. I nawet nie chodziło im o obfitość dóbr, koniec głodu i dobrobyt dla wszystkich. Najbardziej cieszyło ich to, że teraz można ziścić republikę filozofów. Odkurzyć te wszystkie cudowne, niewykonalne idee społeczne, które rozbiły się o naturę ludzką. Stworzyć nowego, lepszego człowieka i nowy, lepszy swiat. Mając magię w rękach, można tworzyć utopie. Kiedy natura ludzka stanie na drodze, można ją ukształtować jak plastelinę. Koniec nietolerancji, przemocy, nierówności, nędzy i chorób. Utopia. Znowu milknie.

– Na domiar wszystkiego okazało się, że kontaktują się z… jak to nazwali… bytem metakreatywnym. Miewaliśmy bardzo ostrożne kontakty z miejscowymi, nawet z nimi handlowaliśmy, żeby uzyskiwać artefakty, zbierać informacje o języku, pobierać materiał, mieliśmy me chaniczne analizatory, nakręcane sprężyną jak patefo ny, kamery na optycznym nośniku, rejestratory dźwięku Ale to się odbywało w pełnym kamuflażu, pod kontrolą i rzadko. A tamta istota przyszła po prostu do stacji. Spo tykali się z nią w lesie.

– Jednooki karzeł na dwukołowym wózku zaprze żonym w osła? – przerwał gwałtownie Drakkainen. – Sprzedawca magicznych artefaktów? Niejaki Kruczy Cień?

– Nie wiem. Nie widziałem go. Nawet nie wiem, jakiej płci była ta istota. Tylko van Dyken, Freihoff i Callo ją widzieli. Nie wiadomo nawet, czy to była jedna istota i czy to w ogóle była istota, czy może coś, co się wygenerowało z uroczyska. Twierdzili natomiast, że są tu „byty metakreatywne”, które całkowicie popierają to, co oni chcą zrobić. Dość, że żarliśmy się potwornie. Nie zamierzali odpuścić, tylko natychmiast przystąpić do eksperymentów na miejscowych, a potem znaleźć sposób, by przenieść czynnik „M” na Ziemię. Duval strasznie się gryzł. Powiedział mi na osobności, że musimy ich jakoś spacyfikować. Unieszkodliwić. A jeśli to nie będzie możliwe, bo po tych leśnych spotkaniach nabrali dużej biegłości w niech będzie „metakreacji intencyjnej”, zamierzał wysfec dwie radiolarie. Domyśliłem się, o co mu chodzi. Dwa kryptonimy kodowe. Jednego dnia trzykrotne els, drugiego dnia trzykrotne fomp.

– Trzykrotne „Elloi Llamah Sabahtani”: ogłoszenie reżymu krytycznego i kwarantanny, a potem trzykrotne „Fire On My Position”: autodestrukcja – przetłumaczył powoli Drakkainen. – Wysłał?

– Nie wiem. Wszcząłem z nimi kłótnię. W ramach seminarium. Żeby odwrócić uwagę. Duval wyszedł niepostrzeżenie do szopy, gdzie mieliśmy sekcję łączności. Nie wracał bardzo długo, w końcu zrozumiałem, że coś się stało. Wybuchła awantura, w której sięgnięto po magię. Tamci wepchnęli pozostałych do sąsiedniego pomieszczenia i zablokowali drzwi za pomocą telekinezy, ja uderzyłem Freihoff „tarczą”, takim jakby polem telekinetycznym, i przebiłem się do drzwi. Duvala nigdzie nie było. Uciekłem ze stacji. Dopadli mnie na wybrzeżu, na klifie. Walczyliśmy. W gruncie rzeczy… na śnieżki. Jeśli człowiek się skoncentrował, to kula śniegu uwalniała gwałtownie wodór i tlen, po czym eksplodowała. Freihoff stworzyła piorun kulisty, przez chwilę odpychaliśmy go to w jedną, to w drugą stronę, wyładowanie poraziło mi rękę. Van Dyken mnie dopadł i sprawił, że moje oczy wybuchły. A potem zepchnęli mnie z klifu i zamknęli w lodzie. Resztę wiesz.

– els i fomp – powtórzył Drakkainen. – A zareagowali jak na sam, „Salvate Me”. Coś tu nie gra. Kto znał kody dostępu do radiolarii?

– Duval i Hallering.

– I obaj nie żyją. Mniejsza z tym. O tym twoim Lodowym Ogrodzie zaczyna być głośno. Na Wybrzeżu Gryfów i Pustkowiach Trwogi, gadają o tym w Wilczym Zewie, w Żmijowym Gardle i innych portach. Van Dyken cię znajdzie. Teraz zbiera armię, podporządkował już Ludzi Węży i wiosną będzie chciał podbić cały kraj aż p0 Wybrzeże. Trzeba go zatrzymać. Współpracuję z klanem Ludzi Ognia, których zamierza podbić jako pierwszych. Musimy zneutralizować van Dykena.

– Mam tu niecały tysiąc ludzi. Z tego może ze czterystu zdolnych do noszenia broni. Byliby w stanie utrzymać zamek nawet przeciwko przeważającym siłom, ale jak miałbym zatrzymać regularną armię? Ilu ma tych Ludzi Węży?

– Trudno powiedzieć. Porywa dzieci i zmienia je w maszyny bojowe. Zbiera też ludzi z innych klanów, posługując się czymś w rodzaju hipnozy. Powiedzmy, że może wystawić powyżej dwóch i nie więcej niż pięć tysięcy ludzi. Nie przyszedłem tu szukać sojuszu. To nie tak. Proponuję ci walkę o życie. Przecież nie zostawi cię w spokoju. Ma swoich pomagierów szpiegujących na wybrzeżu, wiem, że gromadzi środki do walki przeciwko innym Czyniącym. A o ile zdążyłem się zorientować, lokalnych jest niewielu i nie stanowią spójnej siły. To raczej pustelnicy albo mnisi. A to znaczy, że uważa za magów tylko nas – Ziemian. Ciebie, mnie, Callo i Freihoff. Nawiasem mówiąc, skąd te talenty? Dlaczego każdy z naszych zostaje od razu mistrzem magii, a miejscowi władają tym gorzej od nas?

– Mam teorie. I tylko tyle. Żadnej spójnej odpowiedzi. Według jednej z nich kluczem jest wizualizacja. Miejscowi tkwią technologicznie w epoce, którą można porównać do rozwiniętej starożytności albo do średniowiecza.

Zależy, która kultura i pod jakim względem. Ale istotne jest to, że ci ludzie pozbawieni są wiedzy wirtualnej. Znają i umieją sobie wyobrazić tylko to, co widzieli na własne oczy, a przy ich możliwościach podróżowania to niewiele. Tu tysiąc kilometrów pokonuje się w ponad miesiąc. I to w najlepszym wypadku. My natomiast pochodzimy z cywilizacji medialnej. Obrazkowej. Każdy z nas wie, jak wygląda helikopter albo mumia Tutenhamona, albo cząsteczka wody, albo powierzchnia Księżyca, nawet jeśli nigdy nie ruszył się z Lillehammer. Wie, co rekin ma w środku, albo jak wygląda funkcjonujący napęd antygrawitacyjny, albo głowica jądrowa, krwinka czy komórka roślinna. Nawet jeśli nie do końca rozumiemy, jak coś działa, i tak przynajmniej to widzieliśmy w telnecie, w grach i filmach. Pokazywali nam w szkole. Widzieliśmy, więc potrafimy sobie wyobrazić. Tutejsi nie wiedzą całej masy rzeczy, bo nie mieli szansy ich zobaczyć albo się o nich dowiedzieć. My wiemy nawet, jak wygląda cała masa zjawisk i rzeczy, których w ogóle nie da się zobaczyć. A prawdopodobnie wizualizacja ma zasadnicze znaczenie dla sterowania procesem. Być może ta siła też musi zobaczyć, w głowie maga. Czymkolwiek jest, nie reaguje na proste komendy słowne w rodzaju „stoliczku, nakryj się”.

– A niby dlaczego? Miejscowi przecież wiedzą, jak wygląda stoliczek, kiełbasa i dzban z piwem. Może nie oglądali „Jak to powstaje?” w telnecie, ale w takich kwestiach nie mają problemów z wizualizacją.

– A ty umiesz zrobić taki numer? Zmaterializować coś z niczego? Akurat ta sztuczka byłaby szczególnie trudna. Teoretycznie żywność dałoby się skądś teleportować, trzeba tylko wiedzieć dokładnie, skąd i jak. Ewentualnie przetworzyć coś z otoczenia, z roślin i zwierząt, tylko że tu trzeba by wyobrazić sobie cały proces na poziomie molekularnym. W zasadzie możliwe, ale piekielnie trudne. Skończyłbyś z toksyczną, półżywą kiełbasą pokrytą sierścią.

– Mniejsza o kiełbasę. Van Dyken rośnie w siłę. Jeśli nie zrobimy z nim porządku, kupisz sobie najwyżej parę miesięcy. Do lata będziesz miał tu Termopile. To bestia. Rzeźnik. Robi regularne czystki etniczne i pacyfikacje, tresuje swoich ludzi, żeby nie mieli żadnych moralnych hamulców. Nakłania ich do kanibalizmu i kazirodztwa, masowe tortury i egzekucje to w jego kraju rozrywka. I jedynym prawem jest jego słowo. Zwariował, rozumiesz? Dojechał do etapu, w którym Hitler sam by poszedł do psychiatry, i cały czas jest przekonany, że kontynuuje eksperyment. Naukowy i artystyczny. Łapie dzieci, uzależnia je i indoktrynuje za pomocą magii, a potem pakuje do wnętrza bionicznego, półżywego pancerza. Robi z nich androidy bojowe. Dzieci do dwunastego roku życia i młodsze. Tego chcesz dla swoich ludzi? Dla swojego miasta? Tego chcesz dla Lodowego Ogrodu? „Aleo he polis” w przyszłym roku? Nawet jeśli zostaniesz ewakuowany, ci, którym dałeś tu dom, zostaną. Będą wcieleni do jego obłąkanej armii, zatorturowani, oblani smoczą oliwą i spaleni żywcem albo pożarci. Van Dyken zawsze składa ofertę w stylu Mehmeta Zwycięzcy: albo kapitulacja, hołd i podporządkowanie, albo całkowita masakra. A ja nie mogę przeprowadzić ewakuacji, dopóki van Dyken żyje. Polej. Staram się unaocznić, że van Dyken to nie jest wyłącznie mój problem. Nie masz co marzyc o jakiejkolwiek neutralności.