Выбрать главу

Potem zaś ogłosił, że Ludzie Gryfy mieli pełne prawo do pomsty, aczkolwiek do tej sprawy wróci się na najbliższym wiecu w ich krainie. Jednak uważał, że uczynili już w obejściu dosyć szkód, a prawowity gospodarz nie ponosi tu żadnej winy, zakazał więc Gryfom zabierać więcej łupów i zabijać pozostałych domowników. Potem zaś ogłosił, że ja i Benkej mamy dostać znak wolności i możemy odejść, a przy tym możemy zabrać po koniu, broń po zabitych oraz żywność na drogę. To samo miało dotyczyć pozostałych niewolnych, którzy odtąd mogli odejść, gdzie chcieli.

Wróciłem do Benkeja i przekazałem mu wieści, jednak był markotny i półprzytomny, bo twierdził, że Smildrun kilkakroć uderzyła jego głową o kamienną ścianę. Ja zaś myślę, że źle czuł się z tym, że został znienacka pokonany i gdyby nie ślepy traf, już by nie żył.

Zostaliśmy więc do rana, ale poszliśmy spać do stajni. Domowników tymczasem zgoniono do wielkiej halli, gdzie ich dawny przywódca miał im wiele do powiedzenia. Zabrałem z komory trochę zapasów – suszonego mięsa, wędzonki, chleba i sera, a także kilka koców, paszę dla koni oraz inne rzeczy, znalazłem jeszcze swój nożyk do jedzenia i parę drobiazgów moich i Benkeja. Ze sterty broni zdartej z zabitych pozwolono mi wybrać, co chciałem, lecz to, co było jakoś cenne, przywłaszczyli sobie już Ludzie Gryfy. Znalazłem więc dwie niezbyt podarte kolczugi, hełmy takie, jakie nosili miejscowi, dwa ciężkie, masywne miecze. Najtrudniej było mi znaleźć jakieś tarcze, które jeszcze nadawałyby się do czegoś, bowiem ludzie ci zazwyczaj robią je ze specjalnego drewna obciągniętego skórą i szybko zużywają. Wszystkie, które znalazłem, były porąbane, metalowe bukla miały pogięte, a skóra wisiała na nich w strzępach. Znalazłem jednak dwie takie, na których przynajmniej imaki i bukla były w dobrym stanie, sądząc, że resztę naprawimy gdzieś po drodze.

Zaniosłem to wszystko do stajni, gdzie spał Benkej, który najpierw wyleczył się dzbanem piwa, a potem poszedłem jeszcze raz rozmówić się z Gryfami. Chciałem wiedzieć, co to jest znak wolności oraz gdzie znajduje się Udułaj. Jednak okazało się, że pierwsza rzecz, jaką chciał zrobić Kalgard Kroczący Z Ogniem, to znaleźć Amitraja. Niestety, lekarz, kapłan, czy kim tam jeszcze był, ulotnił się bez śladu.

Rano, kiedy siedliśmy już obaj z Benkejem w siodłach, podszedł nas pożegnać Kalgard. Przyniósł dwie żelazne bransolety ze znakiem swojego domu, które wyjął ze skarbca, i oznajmił, że odtąd, nosząc je, jesteśmy ludźmi wolnymi.

– Uwolniłeś mnie, Kirenenie, jednak wiem, że to ty sprowadziłeś zbrojnych na mój dom i jest tak, jakbyś sam go spalił. Chętnie daję ci wolność, bo wiem, że ktokolwiek będzie chciał cię zniewolić, skończy jako żebrak na zgliszczach. Sądzę też, że jesteś kimś wysokiego rodu z Południa, bowiem tacy umieją zabijać i palić, nie kiwnąwszy nawet palcem, sprawiając, by inni uczynili to za nich. W tej krainie jesteśmy ludźmi prostymi. Boimy się królów, ich intryg i ich pokrętnych praw. Odejdź zatem jak najdalej, bo czuję, że jesteś jednym z nich.

Odjechaliśmy więc, zostawiając za sobą dwór Lśniącej Rosą, który na powrót stał się dworem Kroczącego Z Ogniem, tylko że wyrwano mu bramę, niektóre zabudowania straszyły zwęglonymi słupami sterczącymi ze zgliszcz, a nad nim krakały stada czarnych ptaków i wszędzie unosił się dym.

Ludzie Gryfy żegnali nas serdecznie i wciskali podarunki, kiedy mijaliśmy ich namioty i trzy masywne machiny bojowe, które zaczynali już rozbierać i rozkładać na wozach.

Z przełęczy spojrzeliśmy jeszcze raz na dolinę, którą zostawialiśmy za sobą, a potem sprowadziliśmy konie po kamienistej ścieżce do niskiej doliny. Tam także przywitał nas swąd spalenizny i czarne, spalone chałupy kmieci, leżące rzędem porąbane sine ciała, zbryzgane krwią, która zrobiła się już czarna, płaczące kobiety i krakanie ptaków. Przebyliśmy wioskę nie niepokojeni.

Przejechaliśmy tamtędy powoli i w milczeniu, a kiedy zagłębiliśmy się już w las traktem wzdłuż strumienia, krakanie i swąd dymu ciągnęły się jeszcze długo.

Czułem się pusty jak opróżniony dzban.

Uzyskałem to, co chciałem. Nasi ciemięzcy zostali pokonani. Widziałem skrwawioną głowę Smildrun leżącą na kamiennym podwórcu. Jechaliśmy na dobrych wierzchowcach, mieliśmy broń i żywność oraz żelazne bransolety, które mówiły, że jesteśmy ludźmi wolnymi, a mimo to czułem się pusty.

Wąż uderzył. Nasycił się i wpuścił jad. A potem odszedł bez śladu.

Pozostawiając pustą, wyschniętą powłokę.

Mnie.

Wiedziałem, że muszę odnaleźć moich ludzi. Że muszę jechać na północ, aż do morza, i znaleźć moje przeznaczenie, które okaże się zbawieniem dla Kirenenów. Jednak wydawało mi się to śmieszne i niemożliwe. Zupełnie jakby dotyczyło kogoś innego.

Niewola zmieniła mnie. Niczym choroba, która może sączyć słabość w członki jeszcze długo po wyzdrowieniu, pozostawiając człowieka obolałym i niedołężnym jak starzec.

Jeszcze parę dni temu każdy mógł mnie kopnąć i kazać robić cokolwiek, co przyszło mu do głowy. Mógł wysmagać pletnią lub zabić. Wynosiłem nocnik Smildrun. Jadłem, co zostawiły psy.

A teraz patrzyłem na świat z siodła i miałem u pasa broń, a ciągnął się za mną swąd krwi i spalonych dachów.

Jednak nie czułem się sobą.

Czułem się pustą wężową skórą.

Władca Tygrysiego Tronu, Płomienisty Sztandar, Pan Świata i Pierwszy Jeździec. Kaitohimon klanu Żurawia. Nosiciel Losu.

Niewolnik.

Szczurek.

Wiele jest rzeczy. Co człek wiedzieć winien na dobrą wróżbę, gdy miecz ma podnieść, szczęście niezawodne przynosi wojowi, gdy czarny kruk mu towarzyszy w drodze.
(…) gdy usłyszysz, jak wyje wilk pod konarem jesiona, dane ci będzie zwycięstwo nad wrogami, jeśli ich pierwszy zobaczysz.

CReginsmdl – Tieśń o „Reginie)

Rozdział 7. Przeszpiegi

Twój ruch – mówię i wypijam kieliszek jego okropnego akevittu. Lodowa wieża zwieńczona pękiem wijących się macek oplata mojego piona i rozrywa go na strzępy, a potem mściwie rozjeżdża gąsienicami.

– Wieża na 04 – oznajmia Fjollsfinn z namaszczeniem. – Zbity pion i moje pytanie… Pomyślmy… Kto jest prezydentem w USA?

– Niejaka Lucinda Torres. Można zapytać o coś bardziej pozbawionego znaczenia? Tam przedterminowe wybory są chyba co roku.

Mój czarny smok występujący w roli konia zieje błękitnym płomykiem na jego mackowatą wieżę. Nuży mnie ta gra, ale chcę znać odpowiedzi.

– I moje pytanie: jak zabić van Dykena?

– A skąd ja mogę wiedzieć? Sądzę, że jak każdego, tylko trzeba znaleźć do niego dostęp.

– To Czyniący – odpowiadam i przybijam żar w fajce. – Cudotwórca, półbóg.

– E tam – odpowiada Fjolsfinn. – Musi jeść, spać, oddychać i fajdać. Jeśli dostanie dobrze w łeb, to nie wstanie.