Выбрать главу

Gwałt zamku, w którym Sędzia dotąd prawnie włada,

Czego dowodem jawnym jest, że w zamku jada".

"Brzechaczu! - wrzasnął Klucznik. - Ja cię wnet nauczę!"

I dobywszy zza pasa swe żelazne klucze,

Okręcił wkoło głowy, puścił z całej mocy;

Pęk żelaza wyleciał jako kamień z procy.

Pewnie łeb Protazemu rozbiłby na ćwierci;

Szczęściem, schylił się Woźny i wydarł się śmierci.

Porwali się z miejsc wszyscy, chwilę była głucha

Cichość, aż Sędzia krzyknął: "W dyby tego zucha!

Hola, chłopcy!" - i czeladź rzuciła się żwawo

Ciasnym przejściem pomiędzy ścianami i ławą.

Lecz Hrabia krzesłem w środku zagrodził im drogę

I na tym szańcu słabym utwierdziwszy nogę:

"Wara! - zawołał. - Sędzio! nie wolno nikomu

Krzywdzić sługę mojego w moim własnym domu;

Kto ma na starca skargę, niech ją mnie przełoży".

Zyzem w oczy Hrabiemu spojrzał Podkomorzy:

"Bez waścinej pomocy ukarać potrafię

Zuchwałego szlachetkę; a Waść, Mości Grafie,

Przed dekretem ten zamek za wcześnie przywłaszczasz;

Nie Wać tu jesteś panem, nie Wać nas ugaszczasz;

Siedź cicho, jakeś siedział; jeśli siwej głowy

Nie czcisz, to szanuj pierwszy urząd powiatowy".

"Co mi? - odmruknął Hrabia. - Dość już tej gawędy!

Nudźcie drugich waszymi względy i urzędy.

Dość już głupstwa zrobiłem wdając się z Waćpaństwem

W pijatyki, które się kończą grubijaństwem.

Zdacie mi sprawę z mego honoru obrazy.

Do widzenia po trzeźwu - pódź za mną, Gerwazy!"

Nigdy się odpowiedzi takiej nie spodziewał

Podkomorzy; właśnie swój kieliszek nalewał,

Gdy zuchwalstwem Hrabiego rażony jak gromem,

Oparłszy się o kielich butlem nieruchomym,

Głowę wyciągnął na bok i ucha przyłożył,

Oczy rozwarł szeroko, usta wpół otworzył;

Milczał, lecz kielich w ręku tak potężnie cisnął,

Że szkło dźwięknąwszy pękło, płyn w oczy mu prysnął.

Rzekłbyś, iż z winem ognia w duszę się nalało,

Tak oblicze spłonęło, tak oko pałało.

Zerwał się mówić, pierwsze słowo niewyraźnie

Mleł w ustach, aż przez zęby wyleciało: "Błaźnie!

Grafiątko! ja cię... Tomasz, karabelę! Ja tu

Nauczę ciebie mores, błaźnie! Daj go katu!

Względy, urzędy nudzą, uszko delikatne!

Ja cię tu zaraz po tych zauszniczkach płatnę!

Fora za drzwi! do korda! Tomasz, karabelę!"

Wtem do Podkomorzego skoczą przyjaciele;

Sędzia porwał mu rękę: "Stój Pan, to rzecz nasza,

Mnie tu naprzód wyzwano; Protazy, pałasza!

Puszczę go w taniec jako niedźwiadka na kiju".

Lecz Tadeusz Sędziego wstrzymał: "Panie Stryju,

Wielmożny Podkomorzy, czyż się Państwu godzi

Wdawać się z tym fircykiem, czy tu nie ma młodzi?

Na mnie się zdajcie, ja go należycie skarcę;

A Waszeć, panie śmiałku, co wyzywasz starce,

Obaczym, czyli jesteś tak strasznym rycerzem;

Rozprawimy się jutro, plac i broń wybierzem.

Dziś uchodź, pókiś cały!"

Dobra była rada;

Klucznik i Hrabia wpadli w obroty nie lada.

Przy wyższym końcu stoła wrzał tylko krzyk wielki,

Ale z ostrego końca latały butelki

Koło Hrabiego głowy. Strwożone kobiety

W prośby, w płacz; Telimena, krzyknąwszy: "Niestety!"

Wzniosła oczy, powstała i padła zemdlona,

I przechyliwszy szyję przez Hrabi ramiona,

Na pierś jego złożyła swe piersi łabędzie.

Hrabia, choć zagniewany, wstrzymał się w zapędzie,

Zaczął cucić, ocierać.

Tymczasem Gerwazy,

Wystawiony na stołków i butelek razy,

Już zachwiał się, już czeladź zakasawszy pięście,

Rzucała się nań zewsząd hurmem, gdy na szczęście

Zosia, widząc szturm, skoczy i litością zdjęta

Zasłania starca, na krzyż rozpiąwszy rączęta.-

Wstrzymali się;

Gerwazy z wolna ustępował,

Zniknął z oczu, szukano, gdzie się pod stół schował,

Gdy nagle z drugiej strony wyszedł jak spod ziemi,

Podniosłszy w górę ławę ramiony silnemi,

Okręcił się jak wiatrak, oczyścił pół sieni,

Wziął Hrabię i tak oba ławą zasłonieni

Cofali się ku drzwiczkom; już dochodzą progów,

Gerwazy stanął, jeszcze raz spojrzał na wrogów,

Dumał chwilę, niepewny, czy cofać się zbrojnie,

Czyli z nowym orężem szukać szczęścia w wojnie.

Obrał drugie; już ławę jak taran murowy

W tył dźwignął dla zamachu, już ugiąwszy głowy,

Z wypiętą naprzód piersią, z podniesioną nogą

Miał wpaść... ujrzał Wojskiego, uczuł w sercu trwogę.

Wojski, cicho siedzący z przymrużonem okiem,

Zdawał się pogrążony w dumaniu głębokiem;

Dopiero gdy się Hrabia z Podkomorzym skłócił

I Sędziemu pogroził, Wojski głowę zwrócił,

Zażył dwakroć tabaki i przetarł powieki.

Chociaż Wojski Sędziemu był krewny daleki,

Ale w gościnnym jego domu zamieszkały,

O zdrowie przyjaciela był niezmiernie dbały.

Przypatrywał się zatem z ciekawością walce,

Wyciągnął z lekka na stół rękę, dłoń i palce,

Położył nóż na dłoni, trzonkiem do paznokcia

Indeksu, a żelazem zwrócony do łokcia,

Potem ręką w tył nieco wychyloną kiwał,

Niby bawiąc się, lecz się w Hrabiego wpatrywał.

Sztuka rzucania nożów, straszna w ręcznej bitwie,

Już była zaniechana podówczas na Litwie,

Znajoma tylko starym; Klucznik jej probował

Nieraz w zwadach karczemnych. Wojski w niej celował,

Widać z zamachu ręki, że silnie uderzy,

A z oczu łacno zgadnąć, że w Hrabiego mierzy

(Ostatniego z Horeszków, chociaż po kądzieli).

Mniej baczni młodzi ruchów starca nie pojęli;

Gerwazy zbladnął, ławą Hrabiego zakłada,

Cofa się ku drzwiom.

"Łapaj!" - krzyknęła gromada.

Jako wilk obskoczony znienacka przy ścierwie

Rzuca się oślep w zgraję, co mu ucztę przerwie,

Już goni, ma ją szarpać, wtem śród psiego wrzasku

Trzasło ciche półkorcze... wilk zna je po trzasku,