Выбрать главу

Po guzy, ale razem po zapłaty hojne.

Tak żołnierz, który strawił życie tocząc wojnę,

A na starość w szpitalach spoczywa kaleki,

Skoro usłyszy trąbę lub bęben daleki,

Chwyta się z łoża, krzyczy przez sen: "Bij Moskala!"

I na drewnianej nodze skacze ze szpitala

Tak prędko, że go ledwie może złowić młodzież.

Protazy śpieszył włożyć swą woźnieńską odzież.

Przecież żupana ani kontusza nie kładzie,

One służą ku wielkiej sądowej paradzie;

Na podróż ma strój inny: szerokie rajtuzy

I kurtę, której poły, podpięte na guzy,

Można zakasać albo spuścić na kolana;

Czapka z uszami, sznurkiem u wierzchu związana,

Wznosi się na pogodę, spuszcza się przed słotą.

Tak ubrany, wziął pałkę i ruszył piechotą.

Bo woźni przed procesem, jak szpiegi przed bojem,

Muszą kryć się pod różną postacią i strojem.

Dobrze zrobił Protazy, że w drogę pospieszył,

Bo niedługo by swoim pozwem się nacieszył.

W Soplicowie zmieniano kampaniji plany.

Do Sędziego wpadł nagle Robak zadumany

I rzekł: "Sędzio, to bieda nam z tą panią ciotką,

Z tą panią Telimeną, kokietką i trzpiotką!

Kiedy Zosia została dzieckiem w biednym stanie,

Jacek ją Telimenie dał na wychowanie,

Słysząc, że jest osoba dobra, świat znająca,

A postrzegam, że ona coś tu nam zamąca,

Intryguje i pono Tadeuszka wabi;

Śledzę ją; albo może bierze się do Hrabi,

Może do obu razem. Obmyślmy więc środki,

Jak się jej pozbyć, bo stąd mogą urość plotki,

Zły przykład i pomiędzy młokosami zwady,

Które mogą pomieszać twe prawne układy".

"Układy? - krzyknął Sędzia z niezwykłym zapałem -

Z układów kwita, już je skończyłem, zerwałem".

"A to co? - przerwał Robak. - Gdzie rozum? gdzie głowa?

Co tu mi Wasze bajasz? jaka burda nowa?"

"Nie z mej winy - rzekł Sędzia. - Proces to wyjaśni:

Hrabia, pyszałek, głupiec, był przyczyną waśni,

I Gerwazy łotr; lecz to do sądu należy.

Szkoda, żeś nie był, Księże, w zamku na wieczerzy,

Poświadczyłbyś, jak Hrabia srodze mnie obraził".

"Po coś Waść - krzyknął Robak - do tych ruin łaził?

Wiesz, jak zamku nie cierpię; odtąd moja noga

Tam nie postanie. Znowu kłótnia! kara Boga!

Jakże tam było? powiedz; trzeba tę rzecz zatrzeć.

Już mię znudziło wreszcie na tyle głupstw patrzeć.

Ważniejsze ja mam sprawy niż godzić pieniaczy,

Ale jeszcze raz zgodzę".

"Zgodzić? Cóż to znaczy!

A idźże mi Waść wreszcie z tą zgodą do licha! -

Przerwał Sędzia, tupnąwszy nogą. - Patrzcie mnicha!

Że go przyjmuję grzecznie, chce mnie za nos wodzić.

Wiedz Wasze, że Soplice nie zwykli się godzić;

Gdy pozwą, muszą wygrać: nieraz w ich imieniu

Trwał proces, aż wygrali w szóstym pokoleniu.

Dosyć zrobiłem głupstwa, z porady Waszeci,

Zwołując podkomorskie sądy po raz trzeci.

Od dzisiaj nie ma zgody; nie ma, nie ma, nie ma!

(I krzycząc chodził, tupał nogami obiema).

Prócz tego za wczorajszy niegrzeczny uczynek

Musi mnie deprekować, albo pojedynek!"

"Ale, Sędzio, cóż będzie, jak się Jacek dowie?

Wszak on umrze z rozpaczy! Czyliż Soplicowie

Nie nabroili jeszcze w tym zamku dość złego!

Bracie! wspominać nie chcę wypadku strasznego.

Wiesz także, że część gruntów od zamku dziedzica

Zabrała i Soplicom dała Targowica.

Jacek za grzech żałując, musiał był ślubować

Pod absolucją dobra te restytuować.

Wziął więc Zosię, Horeszków dziedziczkę ubogą,

Hodować, wychowanie jej opłacał drogo.

Chciał ją Tadeuszkowi swojemu wyswatać

I tak dwa poróżnione domy znowu zbratać,

I dziedziczce bez wstydu ustąpić grabieży".

"Lecz cóż to? - krzyknął Sędzia - co do mnie należy?

Ja się nie znałem, nawet nie widziałem z Jackiem;

Ledwiem słyszał o jego życiu hajdamackiem,

Siedząc wtenczas retorem w jezuickiej szkole,

Potem u wojewody służąc za pacholę.

Dano mi dobra, wziąłem; kazał przyjąć Zosię,

Przyjąłem, hodowałem, myślę o jej losie.

Dość mnie nudzi ta cała historyja babia!

A potem, czegoż jeszcze wlazł mi tu ten Hrabia?

Z jakim prawem do zamku? Wszak wiesz, przyjacielu,

On Horeszkom dziesiąta woda na kisielu!

I ma mnie lżyć? a ja go zapraszać do zgody!"

"Bracie! - rzekł ksiądz - ważne są do tego powody.

Pamiętasz, że Jacek chciał do wojska słać syna,

Potem w Litwie zostawił: cóż w tym za przyczyna?

Oto w domu Ojczyznie potrzebniejszy będzie.

Słyszałeś pewnie, o czem już gadają wszędzie,

O czem ja wiadomostki przynosiłem nieraz:

Teraz czas już powiedzieć wszystko, czas już teraz!

Ważne rzeczy, mój bracie! Wojna tuż nad nami!

Wojna o Polskę! bracie! Będziem Polakami!

Wojna niechybna! Kiedy z poselstwem tajemnem

Tu biegłem, wojsk forpoczty już stały nad Niemnem;

Napoleon już zbiera armiję ogromną,

Jakiej człowiek nie widział i dzieje nie pomną;

Obok Francuzów ciągnie polskie wojsko całe,

Nasz Józef, nasz Dąbrowski, nasze orły białe!

Już są w drodze, na pierwszy znak Napoleona

Przejdą Niemen i - bracie! Ojczyzna wskrzeszona!"

Sędzia, słuchając, z wolna okulary składał

I wpatrując się mocno w Księdza, nic nie gadał,

Westchnął głęboko, w oczach łzy się zakręciły...

Wreszcie porwał za szyję Księdza z całej siły:

"Mój Robaku! - wołając - czy to tylko prawda?

Mój Robaku! - powtarzał - czy to tylko prawda?

Ileż razy zwodzono! Pamiętasz? gadali:

Napoleon już idzie! i my już czekali!

Gadano: już w Koronie, już Prusaka pobił,

Wkracza do nas! A on - co? Pokój w Tylży zrobił!

Czy tylko prawda? Czy ty nie zwodzisz sam siebie?"

"Prawda - zawołał Robak - jak Pan Bóg na niebie!"

"Błogosławioneż niechaj będą usta, które

To zwiastują! - rzekł Sędzia wznosząc ręce w górę. -

Nie pożałujesz twego poselstwa, Robaku,